Archiwum Polityki

Trochę kultury!

Co robi Polak, kiedy ma więcej wolnego czasu, jak choćby w długi majowy weekend? Prawidłowa odpowiedź brzmi: nic nie robi. Badania socjologiczne potwierdzają, że głównym sposobem zabijania czasu jest wzmożone oglądanie telewizji, wideo, spotkanie z rodziną i znajomymi, ewentualnie spacer. Szlachetniejsze formy rozrywki - wizyta w teatrze, kinie, muzeum, lektura książek, koncert - przestały być towarzyskim snobizmem. Oferta kin, księgarni, sklepów płytowych jest dziś w Polsce nie gorsza niż na Zachodzie, ale producenci skarżą się na brak popytu. Zmieniły się wzorce społeczne - to prawda, lecz jednocześnie wiele polskich rodzin, także tych z ambicjami kulturalnymi, po prostu nie stać na bilet, książkę, płytę. Obliczyliśmy, że aby utrzymać proporcje cen z czasów PRL, książka powinna dziś kosztować mniej więcej 2 złote, a bilet do teatru 4 złote. A jak jest?

Poprosiliśmy mieszkające w stolicy małżeństwo (dwoje dzieci w wieku szkolnym, zarobki sporo powyżej przeciętnej), aby zanotowali swoje kwietniowe wydatki z działu "kultura". Oto rachunek: we czwórkę wybrali się na "Ogniem i mieczem" (80 zł), zaś już we dwójkę na głośny spektakl "Magnetyzm serca" w teatrze Rozmaitości (50 zł) oraz na koncert Gaelforce Dance w Teatrze Wielkim (240 zł). Dzieci poszły z klasą na "Małego Księcia" (30 zł). Kupili trzy nowości książkowe - Sapkowskiego, Kutza i Lema (87 zł) oraz dwie płyty - Bregović/Kayah oraz Jan Paweł II "Abba Pater" - 86 zł.

Polityka 18.1999 (2191) z dnia 01.05.1999; Raport; s. 3