Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Polityka o historii

Polityka o historii. Odc. 102

„Ołowiane dzieci”: serial na faktach? Oglądamy, sprawdzamy. Oto prawdziwa historia Szopienic

Czy ekranowa opowieść oddaje rzeczywisty przebieg wydarzeń? Rozmawiamy z Anną Kowalczyk – o pamięci, odpowiedzialności i o tym, dlaczego ta historia wciąż dotyczy nas wszystkich.

Serial Netflixa „Ołowiane dzieci” przywraca pamięć o jednej z bardziej wstrząsających, a zarazem przez lata przemilczanych w PRL epidemii ołowicy wśród dzieci z katowickich Szopienic, trutych przez wyziewy z huty metali nieżelaznych. Ale czy ekranowa opowieść, w której grają Agata Kulesza, Joanna Kulig i Kinga Preiss, oddaje rzeczywisty przebieg wydarzeń? I co wiemy dziś o losach tych, którzy jako mali pacjenci trafiali do sanatoriów z powodu zatrucia metalami ciężkimi?

Anna Kowalczyk – dziennikarka III Programu Polskiego Radia i autorka pięcioodcinkowego podkastu „Ołowiane dzieci. Prawdziwa historia” – dotarła do świadków tamtych wydarzeń, rozmawiała z historykami, biologami i medykami, dzięki czemu mogła zweryfikować fikcję i przywrócić głos tym, którzy w latach 70. znaleźli się na pierwszej linii frontu walki o zdrowie najmłodszych. Bo historia Szopienic to nie tylko opowieść o zatruciu środowiska, lecz także o systemowej niewydolności, strachu przed utratą pracy, naciskach administracyjnych i odwadze trzech kobiet: dr Jolanty Wadowskiej-Król, zwanej „doktórką”, prof. Bożeny Hager-Małeckiej oraz pielęgniarki Wiesławy Wilczek, które jako pierwsze zaczęły bić na alarm. Ich działania – wspierane przez matki chorych dzieci – ujawniły skalę problemu, bo z badań wynikało, że ok. 5 tys. dzieci chorowało na ołowicę. Jej skutki te żyjące do dziś stale odczuwają, mimo że dzięki wysiłkom dwóch lekarek jeździły na całe miesiące do sanatoriów i szybko udało się im wynieść z Szopienic.

Nasza gościni przekonuje, że w pewnym sensie problem nie zakończył się wraz z transformacją ustrojową. Zanieczyszczenia metalami ciężkimi, pyłami zawieszonymi czy toksycznymi związkami przemysłowymi nadal wpływają na zdrowie dzieci. Dlatego opowieść o „ołowianych dzieciach” można czytać jako ostrzeżenie – to rzecz o cenie rozwoju gospodarczego, o ignorowaniu niewygodnej wiedzy i o tym, jak łatwo zdrowie najmłodszych może stać się kosztem ubocznym postępu.

Zapraszam na rozmowę z Anną Kowalczyk – o pamięci, odpowiedzialności i o tym, dlaczego ta historia wciąż dotyczy nas wszystkich.

Oglądaj także:

Reklama
Reklama