Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Historia

HiT Czarnka? Fakty płaczą. Autorom przydałyby się korepetycje

Minister Przemysław Czarnek w Sejmie. 9 lutego 2022 r. Minister Przemysław Czarnek w Sejmie. 9 lutego 2022 r. Jacek Szydłowski / Forum
Rządzący edukacją narodową zachowują się tak, jakby byli zwolnieni z obowiązku myślenia i z obowiązku tego chcieli zwolnić społeczeństwo. Projekt podstawy programowej nowego przedmiotu nazwanego „historia i teraźniejszość” jest tego najlepszym przykładem.

Nie nauka, wiedza czy warsztat badawczy, lecz prawo do sprawowania władzy otwiera, jak się okazuje, drzwi do narzucenia jedynie słusznej narracji historycznej.

20 stycznia 2022 r. w Sejmie odbyła się debata ekspertów na temat projektu podstawy programowej dotyczącej przedmiotu historia i teraźniejszość, który z jednej strony, według Ministerstwa Edukacji i Nauki, ma zastąpić przedmiot wiedza i społeczeństwo na poziomie podstawowym, z drugiej uwypuklić dzieje najnowsze w programie nauczania, tak aby uczeń był beneficjentem „rzetelnej wiedzy o najważniejszych przemianach kulturowych, politycznych, społecznych i gospodarczych w Polsce i na świecie po 1945 r. aż do czasów współczesnych”.

W debacie uczestniczyli przedstawiciele nauczycieli, dyrektorów szkół, Polskiego Towarzystwa Historycznego, Związku Nauczycielstwa Polskiego, Polskiej Akademii Nauk oraz Fundacji im. Stefana Batorego. Byli też politycy i polityczki opozycji parlamentarnej. Zabrakło samych twórców podstawy programowej, reprezentantów ministerstwa oraz posłów Zjednoczonej Prawicy.

Czytaj też: Historyk będzie pomagierem władzy. Po to jest nowy przedmiot

Fakty płaczą

Projekt oceniono krytycznie. Zbyt szybki tryb wprowadzania nowego przedmiotu nie pozwala na spokojną dyskusję, poza tym kolejna reforma w edukacji, a taką jest przecież rewolucja w przedmiotach humanistyczno-społecznych, ma miejsce w czasie, gdy nie zakończył się jeszcze pełny cykl „reformy” byłej minister Anny Zalewskiej, eliminującej przecież z systemu oświaty szkoły gimnazjalne i wprowadzającej czteroletnie licea. Mamy więc kuriozalną sytuację, w której jedna „reforma” pogania drugą.

Historii i teraźniejszości, czyli tak naprawdę dziejów najnowszych, których znajomość ma wprowadzać młodego człowieka w problemy współczesnego świata, uczyć się będą uczniowie i uczennice klas pierwszych i drugich szkół ponadpodstawowych, a więc najmłodsi adepci liceów i techników. Wydaje się, że bardziej racjonalne byłoby przyswajanie tych treści (czasami przecież bardzo problematycznych i niejednoznacznych) w wieku dojrzalszym.

Nauka HiT nie pozwoli też na korelację treści nauczania z innymi przedmiotami humanistycznymi wykładanymi w tym samym czasie, co było do tej pory podstawą współpracy między nauczycielami i nauczycielkami historii, języka polskiego, filozofii, a nawet religii. Jeszcze gorzej, że uczniowie klas pierwszych i drugich szkół ponadpodstawowych będą mieli podwójny przekaz historyczny całkowicie nieskorelowany; np. na lekcjach historii będzie omawiana cywilizacja starożytnego Egiptu, a na historii i teraźniejszości – powstanie NATO i Układu Warszawskiego.

W kwestiach merytorycznych związanych z doborem treści i nadaniem im określonego tła mamy do czynienia ze świadomą manipulacją, której efektem może być zindoktrynowane społeczeństwo. Spełnia się to, co przewidywano na początku rządów Zjednoczonej Prawicy, a mianowicie że politykę historyczną w Polsce kształtować będą „kustosze narodowej niewinności”. I tak też się stało, w opinii Komisji Dydaktyki Historii działającej w ramach Komitetu Nauk Historycznych PAN czytamy: „Jednym z najważniejszych mankamentów przeprowadzonych zmian w Podstawie programowej jest narzucenie jednoznacznej interpretacji i oceny niektórych wydarzeń/osób/procesów historycznych. Szczegółowe treści nauczania niejednokrotnie wymagają od nauczyciela, aby prezentował je zgodnie ze sformułowaną wprost lub domyślnie interpretacją wskazaną przez autorów Podstawy programowej. Takie sformułowanie treści nauczania stanowi zagrożenie ideologizacją czy wręcz indoktrynacją, jak również może być formą zniechęcenia młodzieży do krytycznego namysłu nad wydarzeniami historycznymi czy problemami teraźniejszości”.

Czytaj też: Znamy twórców podstawy programowej HiT

Siermięga i sutanna

PAN wskazuje także na rażącą dysproporcję między wydarzeniami chwalebnymi, godnymi pochwał postaw Polaków, a przemilczaniem zjawisk przeciwnych, godnych potępienia. Podobne stanowisko zajęło Polskie Towarzystwo Historyczne: „Z podstawy programowej zniknęły zapisy o zapoznawaniu się ucznia z wielością i różnorodnością poglądów, ocen i stanowisk czy kształtowaniem krytycznego stosunku do nich”. W innym miejscu dydaktycy z PTH mówią wprost o ujęciu historii w sposób jednowymiarowy, martyrologiczno-heroiczny, bez uwzględnienia innych postaw niż tylko bohaterskich.

Żeby nie być gołosłownym, przytoczmy jedno z zagadnień umieszczonych w wymaganiach szczegółowych (treści nauczania): „Uczeń: w kontekstach powstańczej walki »żołnierzy niezłomnych« (rtm. Witold Pilecki, płk Łukasz Ciepliński, Danuta Siedzikówna ps. »Inka«) oraz postawy Prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego (jego »non possumus« i internowanie w latach 1953–1956) potrafi opowiedzieć o różnych postaciach wierności zasadom i męstwa wobec prześladowców”. Autorom tego zdania należy się uczciwa analiza, żeby nie powiedzieć: korepetycje z historii najnowszej, a mianowicie:

  1. Pojęcie „powstańczej walki” w kontekście „żołnierzy wyklętych” jest wątpliwe lub co najmniej problematyczne, należy do narracji historyków IPN, ale już nie innych placówek badawczych, zresztą to, czym była konspiracja zbrojna w latach 1944–47, to temat ciągłych dyskusji naukowych i równie dobrze można by użyć zwrotu „wojna domowa”.
  2. Postać rtm. Witolda Pileckiego, oficera II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa w omawianym okresie (1945–47), w żaden sposób nie wpisuje się w ikonografię „żołnierzy wyklętych”; jego zadaniem w kraju jako emisariusza było raczej rozładowanie konspiracji leśnej niż jej wzmacnianie.
  3. Dlaczego prymasa Polski połączono z „wyklętymi”, zostanie chyba tajemnicą autorów podstawy programowej, ale warto w tym miejscu przypomnieć, że Kościół katolicki był przeciwny konspiracji zbrojnej i siedzeniu oddziałów w lesie, co jasno dał do zrozumienia w liście pasterskim Episkopatu Polski ogłoszonym z okazji święta Chrystusa Króla w 1948 r. oraz dwa lata później, podczas słynnego porozumienia Państwo–Kościół, podpisanego właśnie z inspiracji kard. Stefana Wyszyńskiego.

Nadmiar wydarzeń związanych z dziejami Kościoła katolickiego w Polsce, umieszczonych w podstawie, już chyba nikogo nie dziwi, ale na ich charakterystyczne zróżnicowanie zwrócił uwagę Andrzej Friszke. Zauważył, że dominuje tu Kościół narodowy, nazwany przez niego „Maryjnym”, a zupełnie brakuje Kościoła otwartego, związanego z Soborem Watykańskim II. O ile w oczy rzucają się takie spektakularne wydarzenia jak Wielka Nowenna, Śluby Jasnogórskie czy millennium chrztu Polski, o tyle próżno szukać listu biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r. – tak jakby pojednanie obu krajów przeszkadzało rządzącym do dziś.

Słowa też nie ma o katolikach świeckich: środowisku „Tygodnika Powszechnego”, Klubach Inteligencji Katolickiej, posłach koła „Znak” czy publicystach „Więzi”. Wydaje się, że intencje twórców podstawy programowej są jasne jak Gwiazda Nowej Ewangelizacji: Kościół ma być integralną częścią dziejów narodowych w wersji szufladkowego nacjonalizmu i o obliczu odpustowego obrazka. „Siermięga i sutanna zlały się ze sobą w apoteozie narodowej jedności – pisał Ludwik Stomma w 2015 r., krytykując narodowy sojusz ołtarza z tronem. – Ładnie i łatwo wykłada się to dzieciom. I tylko fakty płaczą”.

Nauczyciel historii ocenia HiT: Błędy, podstawa wygląda jak katecheza

Jedynie słuszny wybór

Kontrowersje wzbudza też dobór wydarzeń, których datację ma obowiązek zapamiętać polski uczeń. Daty te przecież powinny być na tyle ważne, by rzeczywiście usprawiedliwiały same sobą umieszczenie ich w narodowej periodyzacji. Tymczasem pierwszą niespodzianką jest brak cezury związanej z początkiem Polski Ludowej, tak jakby między Bugiem a Odrą nie było państwa, tylko – jak nazwali to autorzy projektu – „okupacja przez przedstawiciela”. Im bliżej jednak naszym czasom, tym ciekawiej, np. uczniowie nie dowiedzą się o podpisaniu porozumień sierpniowych w Stoczni Gdańskiej im. Lenina 31 sierpnia 1980 r. – i być może ma to związek z sygnatariuszem strony strajkowej – dowiedzą się za to i będą mieli obowiązek zapamiętania, że w latach 1988–89 premierem był Mieczysław F. Rakowski, który za główny swój cel – i tu twórcy podstawy nie mają wątpliwości – uznał „uwłaszczenie nomenklatury”.

Konia z rzędem temu, kto odgadnie, dlaczego rok 2001 znalazł się wśród ważnych wydarzeń dziejowych. Choć sami autorzy projektu nie wskazali jednoznacznie żadnego konkretnego faktu, wystarczy przewertować kalendarium historii Polski, by dowiedzieć się, że wtedy powstała partia Prawo i Sprawiedliwość. Uczniowie jednak mają inne zadanie, muszą „wyjaśnić pojęcie postkomunizmu jako trwałej bariery rozwojowej…”. A dlaczego w związku z 2001 r.? To proste, wtedy właśnie wybory parlamentarne wygrywa SLD. 2005 z kolei to zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych i Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. W podstawie programowej brzmi to następująco: „uczeń charakteryzuje różne wizje wyjścia Polski z postkomunizmu i wyjaśnia, na czym polegało polityczne znaczenie 2005 r. w Polsce”.

2010 r. to data w całej podstawie programowej najważniejsza, w związku z tym na uczniach spoczywa obowiązek wyjaśnienia, „dlaczego katastrofę z dnia 10 kwietnia 2010 r. należy traktować jako największą tragedię w powojennej historii Polski...”. I tu należy się mała dygresja, otóż kwestia wyjaśnienia przez ucznia, „dlaczego katastrofa smoleńska jest największą tragedią w powojennej Polsce”, przywołuje na myśl słowa Umberto Eco o tym, że ludzie mają tendencję do „kreowania rzeczywistości [w tym wypadku historycznej] prawdziwszej niż sama rzeczywistość”.

Z rzeczywistością tą przecież zmaga się cały czas tzw. podkomisja smoleńska, której próby udowodnienia zamachu zostały właśnie zdewaluowane przez autorów podstawy programowej, jednoznacznie piszących o katastrofie. Poza tym młode pokolenie Polaków zostało zwolnione z samodzielnego znalezienia odpowiedzi związanej z najważniejszym wydarzeniem w powojennych dziejach Polski, ma udowodnić jedynie słuszny wybór.

Czytaj też: Teraźniejszość nie gorsza od historii

Polityzacja historii

Polityka historyczna czy bardziej trafnie: polityzacja historii w wersji ministerialnego „HiT”, prowadzi do narracji opartej na prostym podziale dychotomicznym, w którym występują: prawda i kłamstwo, wierność i zdrada, wolność lub niewola oraz, co najbardziej oczywiste i ulubione przez „prawdziwych Polaków”, bohaterstwo lub zdrada. Żadnych odcieni szarości, a już broń Boże kolorów, które świadomie lub nie mogłyby kojarzyć się z tęczą.

W związku z tym należy zadać pytanie: czy dzisiejsza edukacja historyczna przygotowuje młodych ludzi do wyzwań związanych z problemami współczesnego świata, tak jak zapowiadał to minister Przemysław Czarnek? Czy przygotowuje na kryzysy migracyjne, zarówno te wywołane wojną, jak i te spowodowane zmianami klimatycznymi, a przecież mogą pojawić się też powody pandemiczne? Niestety nie. Świat w zapisach podstawy programowej nie jest wielokulturowy, nie porusza kwestii inności jako zjawiska mogącego wzbogacić rodzimą kulturę czy pogłębiającego ludzką duchowość. A przecież coraz częściej w naukach humanistycznych i społecznych mówi się o narracjach postnarodowej i transnarodowej, czyli obywatelstwie ponadnarodowym tworzonym w przestrzeniach transterytorialnych. Wzmożona mobilność ludzi wymusza naturalną wymianę przekonań, doświadczeń, idei i zachowań. Edukacja powinna sprzyjać kształtowaniu postaw otwartych, empatycznych i tolerancyjnych w stosunku do ludzkiej różnorodności i odmienności.

Podkast: Lex Czarnek. Szkoła strachu i indoktrynacji

Systemy oświatowe nie tylko Polski, ale wielu krajów świata, muszą dokonać gruntownego przewartościowania celów kształcenia, tak by przygotować młodego człowieka do życia w globalnym świecie. Świecie, gdzie naszej tożsamości nie będą określać język, rasa, narodowość, wiara, dieta, płeć czy dochody, lecz uniwersalna etyka opierająca się na prawach człowieka, jego niezbywalnej godności. Nie rozumieją lub nie chcą rozumieć rządzący, że prawdziwe człowieczeństwo, także te wynikające z chrześcijaństwa, nie tkwi w poszukiwaniu tego, co nas dzieli i różni, lecz w tym, co nas łączy. A tym, którzy mogą się święcie oburzać na samą myśl o postnarodowości i transnarodowości, należy przypomnieć, że sami w niej z powodzeniem funkcjonują: obok bowiem członkostwa we wspólnocie narodowej, którą się tak chlubią, należą do wspólnoty religijnej, w rzeczy samej ponadterytorialnej, przekraczającej granice państwowe. Podobnie przecież jest z przynależnością do mniejszości seksualnych czy idei politycznych.

Na razie musimy borykać się z nowym przedmiotem i wydawać by się mogło, że żadnego lekarstwa na tę przypadłość nie ma, ale to nieprawda, ostatnim bowiem ogniwem w edukacji jest zawsze nauczyciel. Tak więc na często pojawiające się pytanie podczas debaty sejmowej: „co teraz robić?”, odpowiedź jest prosta: należy robić swoje! A jak robić? Na to pytanie odpowiada Miłosz, słowa wypowiedziane niegdyś do kolegów literatów dziś pasują jak ulał do kolegów historyków: naszym podstawowym zadaniem jest trzymać standardy, a nie sztandary!

Autor jest doktorem nauk humanistycznych w zakresie historii. Opublikował monografię „Polska Jasienicy. Biografia publicysty” oraz zbiór pism „Historia to nie dziwka. Antologia tekstów Pawła Jasienicy, jego interlokutorów i recenzentów”. Uczy historii w Uniwersyteckim Liceum Ogólnokształcącym w Toruniu.

Czytaj też: Niepokojąca podstawa programowa przedmiotu Czarnka

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną