Klasyki Polityki

Na chorobę to latanie

Żeby zdrowo latać, trzeba się podczas lotu ruszać. Żeby zdrowo latać, trzeba się podczas lotu ruszać. Wojciech Rzążewski/SE / EAST NEWS
Nie chcemy straszyć, ale to warto wiedzieć, zanim wsiądziemy na pokład samolotu.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w lipcu 2005 r.

Niektórzy panicznie boją się latać. Jednak niebezpieczne jest nie samo latanie, ale to, co może przytrafić się w kabinie.

Niskie ceny i moda na podróże tak zawróciły ludziom w głowach, że latają, nie myśląc o zdrowiu. Wiosną i jesienią, gdy wyjazdy są tańsze, w samolotach aż roi się od osób starszych, często schorowanych – twierdzi jeden z lekarzy dyżurnych z warszawskiego Okęcia.

Czym możemy zarazić się podczas podróży samolotem

Przeziębienie, grypa, świnka, gruźlica, SARS (tzw. ciężki ostry zespół oddechowy) – to tylko niektóre z grożących nam w powietrzu chorób. Szacuje się, że nawet 15 proc. podróżnych ulega „lotniczym” infekcjom. Najczęściej przeziębieniu. Zdarzają się jednak i zakażenia poważniejsze. Łatwemu rozprzestrzenianiu się zarazków sprzyja panujący w samolocie ścisk. Gdy ktoś kichnie, w strefie bezpośredniego zagrożenia znajduje się nawet 15–25 osób.

Zarazić można się również „na odległość”. Winna jest klimatyzacja. Choć powietrze w kabinie wymieniane jest 15–20 razy na godzinę, urządzenia klimatyzacyjne czerpią z zewnątrz tylko połowę. Resztę ze względów oszczędnościowych (by nie ogrzewać zimnego) zasysają tuż nad podłogą, filtrują i wtłaczają powtórnie do przedziału pasażerskiego. Filtry nie zatrzymują wszystkich wirusów. „Niedoskonała klimatyzacja sprawia, że powietrze w samolocie jest zbyt suche. W takich warunkach śluzówki nosa i gardła są szczególnie podatne na ataki mikrobów” – ostrzega na łamach „The Daily Mail” prof. John Balmes z University of California.

Zakrzepica żył głębokich jest poważniejszym zagrożeniem. Powstaje, gdy przepływ krwi w naczyniach jest utrudniony. Bezruch, opuszczone w dół nogi oraz ucisk fotela na podudzia spowalniają prąd krwi wracającej do serca. Po ok. 3 godz. spędzonych w samolocie (mniej więcej tyle, ile trwa lot z Warszawy do Madrytu) krew zaczyna krzepnąć w żyłach. Gdy podróż trwa dłużej, mikroskopijne początkowo zakrzepy rozrastają się i wzrasta prawdopodobieństwo oderwania się ich od ściany naczyń. Jeśli trafią do płuc, mogą zabić. Podobnie jak w przypadku infekcji, trudno jest tu oszacować liczbę ofiar. Choroba może o sobie dać znać nawet dwa tygodnie po wyjściu z samolotu.

Zakrzepicy, zdaniem lekarzy, nie trzeba jednak demonizować. O chorobie powinni pamiętać ci, których czeka podróż dłuższa niż 3 godz. oraz osoby należące do grup podwyższonego ryzyka. Problem w tym, że wśród osób zagrożonych są niemal wszyscy – zarówno ludzie starsi, jak i ci w kwiecie wieku, wyczulone na nią powinny być też młode kobiety stosujące antykoncepcję hormonalną. Zakrzepica, o czym donosi miesięcznik „Travel Medicine and Infectious Disease”, zaatakować potrafi nawet osoby cierpiące na hemofilię – chorobę upośledzającą krzepnięcie. Podczas lotów dłuższych niż dziesięciogodzinne widoczne na zdjęciach USG zakrzepy tworzą się u niemal 3 proc. pasażerów.

– Warto zwrócić uwagę, że powszechnie stosowana nazwa zakrzepicy – Economy Class Syndrom – wprowadza w błąd. Choroba zdarza się u pasażerów wszystkich klas, nie tylko ekonomicznej – podkreśla dr hab. Wiesław Kowalski, krajowy konsultant w dziedzinie medycyny transportu. – Można sobie nawet wyobrazić, że to „biznesowy pasażer” jest bardziej zagrożony. Często przez całą podróż pracuje na swoim laptopie, a przez to już zupełnie się nie rusza. Znudzony, stale wiercący się w fotelu pasażer klasy ekonomicznej może zaś uniknąć choroby.

W samolocie panuje ciśnienie takie jak na wysokości 1,8–2 tys. m. To tak, jakbyśmy wspięli się na Giewont. Ono również potrafi być groźne dla zdrowia i życia. W warunkach obniżonego ciśnienia ciało ludzkie zwiększa wymiary. Szczególnie powiększa się obwód brzucha, bo rozprężają się gazy w jelitach. U zdrowej osoby wywołuje to ból oraz uczucie wzdęcia. Ktoś, kto niedawno przeszedł operację w obrębie jamy brzusznej, narażony jest na rozejście się szwów i m.in. krwotok. Podobnego zagrożenia powinny się obawiać osoby cierpiące na schorzenia ucha środkowego. Podczas startu powietrze wypełniające ucho gwałtownie zwiększa objętość. Wystarczy niedrożna trąbka Eustachiusza, a błona bębenkowa pęknie.

Zwróć uwagę na zmiany ciśnienia

Zmiany ciśnienia bywają również groźne dla ludzi zupełnie zdrowych. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca urlopowiczom, by minimum na dobę przed podróżą zrezygnowali z nurkowania. Związany ze startem spadek ciśnienia wywołać może u nurków groźne objawy choroby kesonowej. Zmiana ta jest również niebezpieczna ze względu na niedostatek tlenu w zbyt rozrzedzonym powietrzu. W majowym numerze medycznego periodyku „Anaestesia” brytyjscy lekarze ostrzegają: „saturacja (nasycenie tlenem) krwi u pasażerów lecącego samolotu spada do średniej wartości 93 proc.”. W szpitalu przy takim niedostatku życiodajnego gazu pacjentowi podaje się maskę tlenową. Normą u zdrowego człowieka jest bowiem 98–100 proc. U osób chorych i starszych niedostatek tlenu wywołać może zaburzenia pracy mózgu, zawał lub poważne, nawet śmiertelne, zaburzenia rytmu serca.

W czasie lotu kłopoty mogą mieć też alergicy. Na niektórych trasach (np. na Daleki Wschód lub do Afryki Równikowej) urządzenia klimatyzacyjne samolotu rozpylają niewyczuwalne pestycydy mające zapobiec rozprzestrzenianiu się owadów, szczególnie komarów, przenoszących malarię. Wśród alergików zdarzały się przypadki silnych reakcji uczuleniowych na te chemikalia.

Z badań przeprowadzonych przez JAL (przewoźnika japońskiego) wynika, że tylko co dwudziesty ciężko chory pasażer świadom jest ryzyka związanego z lataniem. Dla 700–800 osób rocznie kończy się to zgonem na pokładzie samolotu. Niektórzy twierdzą, że ofiar latania jest znacznie więcej, bo statystyki nie uwzględniają pasażerów, którzy zmarli w kilka godzin lub dni po podróży.

Czytelnik, który dobrnął do tego miejsca, zastanawia się zapewne, jak w ogóle udało mu się latać i przeżyć. Na pocieszenie zacytujmy szacunki British Airways, według których „poważne kłopoty ze zdrowiem ujawniają się w powietrzu u jednego na 20 tys. podróżnych”.

Apteka na pokładzie

Najnowsze odrzutowce wyposażone są nie gorzej niż karetki reanimacyjne. Defibrylator, maski do sztucznego oddychania, tlen – to standard. W samolotach British Airways (i u wielu innych przewoźników) znajdują się również: EKG, cewniki do moczu, testy do pomiaru cukru we krwi, zestaw „małego chirurga”, a także kaftan bezpieczeństwa. W pokładowej apteczce są zarówno zwykłe aspiryny, jak i silne leki nasercowe, przeciwastmatyczne, cukrzycowe, a nawet odtrutki narkotyczne. W czerwcu br. Airbus, europejski producent samolotów, wprowadził zaś nowy produkt – montowany na pokładzie samolotu punkt medyczny. Prócz leżanki znajdują się tam urządzenia monitorujące stan chorego oraz sprzęt do udzielania pomocy.

Gadżety dla pasażera

Świadomość zagrożeń sprawia, że pasażerowie często skłonni są dość nierozsądnie „inwestować” w zdrowie. Na strachu podróżnych zarabiają producenci ochronnych gadżetów. Kupuje się je na lotniskach lub w Internecie. Oto oferta brytyjskiego Aviation Health Institute (AHI). Za 10 funtów kupujemy specjalne antybakteryjne tampony, które wpychamy do nosa, blokując w ten sposób jedną z dróg wnikania zarazków. To nic, że trudniej nam tak oddychać – najważniejsze jest zdrowie! Chronimy też usta. Do wyboru są cztery rodzaje maseczek (12–27 funtów). Nosić należy je bez przerwy. W podróży rezygnujemy więc z jedzenia i picia.

By zminimalizować ryzyko zakrzepicy, za 75 funtów kupujemy przyrząd do pomiaru stężenia aminokwasu – homocysteiny w surowicy. Po nakłuciu palca powie on nam, czy jesteśmy w grupie podwyższonego ryzyka.

Kolejne antyzakrzepowe wydatki to: uciskowe rajtuzy usprawniające przepływ krwi (ok. 60 funtów), skarpetki chroniące żyły stóp (13 funtów), przenośny podnóżek (8 funtów) oraz rozkładane pod fotelem pedały (12 funtów). Jeśli będziemy pedałować przez cały lot, to zakrzepica nam nie zagrozi. Dla leniwych AHI przygotował towar specjalny – urządzenie za 100 funtów, które przez całą podróż poddaje nasze nogi mikroelektrowstrząsom. Na koniec jeszcze zatyczki do uszu (7 funtów) zaprojektowane tak, by zabezpieczać przed... zatykaniem się uszu, oraz poduszka (15 funtów) wyposażona w rozpylacz relaksujących olejków lawendowych. „Dopiero tak zabezpieczeni możemy latać” – zachęca do zakupów AHI.

Czy leci z nami lekarz

Wszystkie stewardesy i stewardzi uczestniczą co roku w kursach pierwszej pomocy. Potrafią reanimować, opatrzyć rozległą i głęboką ranę, odebrać poród. Personel pokładowy ma też wsparcie z ziemi. W dwóch największych lotniczych centrach medycznych (Med-Aire oraz SOS International), obsługujących ok. 150 przewoźników, dyżuruje po kilkunastu lekarzy. Udzielają pomocy średnio raz na godzinę. Ponadto, jak wynika z badań JAL i American Airlines, w samolocie, w którym podróżuje więcej niż 100 pasażerów, prawdopodobieństwo, że wśród nich jest lekarz, wynosi ok. 80 proc.

Reklama

Czytaj także

Historia

Zanim padły strzały II. Czarna wołga i tajemnicze fiolki pod kopalnią „Sosnowiec”

Jesienią 1981 r. w tłum górników kopalni „Sosnowiec” poleciały fiolki z duszącą substancją. Sprawców do dzisiaj nie znaleziono. Także motyw pozostaje niejasny, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że celem było wywołanie wrzenia w kraju i sprowokowanie siłowej konfrontacji.

Jan Dziadul
21.09.2021
Reklama