Klasyki Polityki

Białe miasto

Budynki w stylu Bauhausu UNESCO wpisało do Dziedzictwa Światowej Kultury Budynki w stylu Bauhausu UNESCO wpisało do Dziedzictwa Światowej Kultury Roman Frister / Polityka
Aż trudno uwierzyć, że Tel Awiw ma dopiero sto lat. Polacy coraz częściej odwiedzają to tętniące życiem miasto.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w maju 2009 r. Dodano śródtytuły

Tel Awiw, miasto pulsujące życiem dwadzieścia cztery godziny na dobę i strzelające w niebo dziesiątkami nowoczesnych wysokościowców, powstało dokładnie sto lat temu.

W założeniu Tel Awiw miał być miasteczkiem małych domków z ogrodami, plus kilka większych budynków użyteczności publicznej. W 1920 r. liczył 2 tys. mieszkańców. Dzisiaj w całej aglomeracji mieszka ponad trzy miliony ludzi. Fala imigrantów szukających w latach 1933–1939 schronienia przed toporem ustaw norymberskich przyczyniła się do przekształcenia Tel Awiwu w metropolię, jak na owe czasy bardzo europejską. O mieście, z dyskotekami hałasującymi do piątej nad ranem i z zatłoczonymi samochodami przelotowymi arteriami, nikt jeszcze nie marzył.

Niemieccy Żydzi przywieźli ze sobą nie tylko pieniądze, ale także, a może przede wszystkim, mieszczańską kulturę i rewolucyjny jak na Orient styl bycia. W nowym śródmieściu wyrastały domy mieszkalne, jakich wcześniej nikt tu nie widział: białe, trzy- lub czteropiętrowe kamienice w stylu Bauhausu, zwanym również stylem międzynarodowym. Charakteryzowała je funkcjonalność i symetria. Pozbawione zewnętrznych ozdób, łatwo miały się wtapiać w każdą miejską tkankę w każdym miejscu na świecie. Projektowali je uczniowie Waltera Gropiusa i byli wykładowcy słynnej awangardowej Szkoły Rzemiosła Użytkowego i Architektury założonej przez niego w Weimarze.

Balkon za szkłem

W wersji telawiwskiej, ze względu na nadmiar światła i upały, zmniejszono powierzchnię okien i dobudowano balkony. Na podcienionych i przewiewnych balkonach grywano w remika, w biedermeierowskich salonach panie podawały herbatę lub chłodne napoje, na ogół przy dźwięku amatorskich kwartetów smyczkowych. W czystych klatkach schodowych pachniało ciastem własnego wypieku, Mozartem, Mendelssohnem i Beethovenem.

Wszystko to należy do przeszłości skrupulatnie opisanej w literaturze. Pokolenie zamożnych i wykształconych uciekinierów z hitlerowskiej Rzeszy wymarło. Spadkobiercy przeprowadzili się do nowoczesnych dzielnic, wynajmując mieszkania dziadków i rodziców wielodzietnym rodzinom, które powiększały sobie przestrzeń życiową, zamykając balkony szkłem lub plastikowymi żaluzjami. Jasne tynki pokryły się szarym kurzem i dymem spalin, trawniki przekształciły się w betonowe parkingi, a przy niskich, zamrożonych ustawą czynszach nie starczało pieniędzy na utrzymanie posesji w należytym stanie. Dopiero w 2004 r. UNESCO – szukając największego na świecie skupiska budynków Bauhausu – uznało 4 tys. takich domów w Tel Awiwie za Dziedzictwo Światowej Kultury. Decyzja ta dała początek zakrojonej na szeroką skalę renowacji śródmiejskich dzielnic, które od lat nazywano białym miastem – mimo iż biel od dawna przestała tam być dominującym kolorem.

Więcej bieli

Do konserwacji i renowacji zakwalifikowano dotychczas 1,6 tys. budynków. Kamienice mają zaokrąglone ściany frontowe, jak burty statków wypływających w dalekie morza. Niektóre są prostokątne i przypominają kostki domina. Wszystkie odcinają się wyraźnie od kształtów architektury współczesnej. Pochylony nad planem miasta, na którym białe dzielnice zaznaczone są błękitem, dyrektor wydziału konserwacji w urzędzie miejskim architekt Jeremie Hoffman mówi, że patrząc na ten plan oczyma optymisty, widzi przed sobą co najmniej dziesięć lat intensywnej pracy. Stojąc na czele dziesięcioosobowego zespołu młodych, dobrze wykształconych entuzjastów, jest głęboko przekonany, że Tel Awiw rzeczywiście zasłuży sobie na miano białego miasta.

Nie przeraża mnie, że za każdym razem, gdy kwalifikujemy jakąś kamienicę do konserwacji, natychmiast pojawiają się u nas właściciele posesji w towarzystwie adwokatów i grożą procesem sądowym. W pierwszej fazie projektu konserwacji budynki zabytkowe tracą na wartości, bo nie wolno ich zmieniać przez rozbudowę, nie mówiąc już o kosztach związanych z renowacją bazującą na starych planach i pożółkłych fotografiach. Państwo i UNESCO nie przeznaczają na ten cel żadnych pieniędzy, a kasa miejska dysponuje skromnym funduszem pożyczkowym w wysokości miliona stu tysięcy euro – tłumaczy Hoffman.

Nie ulega wątpliwości, że właściciele najchętniej pogrzebaliby historię pod fundamentami dochodowych wysokościowców. Na szczęście w okolicy wyznaczonej przez UNESCO nie wolno ich budować, zniszczyłoby to jej pierwotny charakter. Niektóre ulice – jak np. Nachmana Bialika, wieszcza hebrajskiej poezji – już dzisiaj wyglądają jak żywcem wyjęte z lat 30. Również pobliski plac Ziny Dizengoff, dawne centrum Tel Awiwu, wrócił niemal całkowicie do pierwotnego kształtu, oprócz kolorowej rzeźby-fontanny obracającej się wokół własnej osi, plującej wodą i ogniem, wszystko to przy dźwiękach bolera Ravela. Pasuje do Bauhausu jak pięść do nosa. Z bieli odrestaurowanych budynków szarą, półokrągłą bryłą odcina się tylko jeden dom mieszkalny. Mimo licznych wysiłków nie udało się odnaleźć właścicieli, którzy jeszcze przed drugą wojną światową wyjechali w szeroki świat.

Rekonstrukcja historii

Najczęściej więc rozmowy trzeba prowadzić z adwokatami reprezentującymi właścicieli domów przeznaczonych do konserwacji. Spadkobiercy właścicieli twierdzą, że nieruchomości wytypowane przez UNESCO nie znajdują nabywców, bo kto chce pakować pieniądze w obiekt, w którym nic nie można dobudować; piętra, windy ani nawet budy dla psa w podwórzu? Prace budowlane związane z konserwacją domów są niezwykle kosztowne. Często przekraczają kwotę 2 tys. euro za metr kw. Do tego dochodzi wydatek za wymianę okien i okiennic z aluminiowych na drewniane.

Odbudowa białego miasta to w gruncie rzeczy rekonstrukcja historii. Jest to dzieło bez precedensu w skali światowej. Piękny projekt, ale wolny rynek ma swoje prawa. Dlaczego prywatne osoby mają go finansować z własnej kieszeni? – pytają prawnicy z kancelarii Ofera Tojstera, specjalizującej się w reprezentowaniu tego rodzaju klientów. Twierdzą też, że co czwarty właściciel z 1600 wytypowanych budynków zgłosił już sprzeciw do komisji planowania urbanistycznego. – W ślad za odrzuconymi sprzeciwami posypią się skargi sądowe. Naszym zdaniem żądania odszkodowań osiągną sumę 20 mln euro. Mimo iż ustawa daje władzom municypalnym prawo ostatecznej decyzji, wieloletnie procesy obciążą miasto ogromnymi kosztami. Wątpliwe, czy urząd miasta chciał się z nimi zmierzyć – powiadają adwokaci. Mają nadzieję, że przyciśnięta do muru komisja planowania urbanistycznego anuluje część podjętych już decyzji.

Mimo tych zagrożeń Jeremie Hoffman jest dobrej myśli. Może dlatego, że ma dopiero 42 lata i jeśli projekt nie zakończy się w ciągu najbliższego dziesięciolecia, to chętnie poświęci mu lat dwadzieścia. Ale Hoffman nie chce walczyć z wiatrakami: – Wiemy, że wygramy każdy proces, ale procedury sądowe ciągną się latami. Dlatego dążymy do ugody, do przekonywania ludzi, że w ostatecznym rozrachunku wyjdą na swoje. Opinia publiczna stoi po naszej stronie. Dowodem jest fakt, że popyt na mieszkania w odtworzonych historycznie domach stale wzrasta. Można uznać, że są to podróbki, ale przyjmujemy je z zadowoleniem, bo liczy się wynik – wygląd miasta.

Kamienica przy Bialika

Także właściciele biur handlu nieruchomościami są dobrej myśli. Wbrew opinii prawników twierdzą, że zamożni obcokrajowcy, zarówno szukający korzystnej inwestycji, jak i ci, którzy pragną osiedlić się w Izraelu, kształtują intratny rynek. Nowi przybysze pragną zamieszkać w murach przypominających im rodzinne domostwa w Europie. Nowoczesne apartamenty na dwudziestym którymś piętrze pozostawiają izraelskim nowobogackim.

Nabywcą uroczej kamienicy przy ul. Bialika 21 jest miliarder Ronald Lauder, filantrop i jeden z większych na świecie kolekcjonerów dzieł sztuki nowoczesnej. Dom zaprojektowano w 1934 r. na zamówienie zamożnej rodziny Jaffe. W latach 90. była to już niezamieszkana, zapuszczona rudera. Pieniądze Laudera przywróciły budynkowi jego pierwotny wygląd. Na parterze mieści się obecnie Muzeum Sztuki Użytkowej Bauhaus, jedyne tego rodzaju w Izraelu. Można w nim podziwiać meble i przedmioty codziennego użytku projektowane przez Waltera Gropiusa, Bruno Weila, Ludwika Mies van der Rohe’a i innych artystów związanych ze szkołą weimarską. Na dwóch wyższych kondygnacjach mieszczą się luksusowe apartamenty.

Prywatne przedsiębiorstwo Michała i Szulamit Grossów, nazwane Bauhaus Center, popłynęło na fali nowego trendu. Od kilku lat firma zajmuje się sprzedażą literatury poświęconej stylowi międzynarodowemu. Ponadto w każdy piątek organizuje fachowe wycieczki śladem architektów, którzy projektowali i budowali białe miasto. Liczba zagranicznych spacerowiczów po uliczkach Tel Awiwu z lat 30. wzrasta z miesiąca na miesiąc; wielu z nich kończy wycieczkę w biurze pośrednictwa nieruchomościami.

Okazuje się, że przeszłość miasta ma przed sobą wielką przyszłość.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama