Klasyki Polityki

Poklasku nam trzeba

Co to jest populizm?

Felieton ukazał się w tygodniku POLITYKA 16 sierpnia 2003 r.

Rektor wyższej uczelni poznańskiej aresztowany za posiadanie narkotyków. Wysocy urzędnicy MSW przyłapani na łamaniu ustawy antykorupcyjnej. Bonzowie partyjni mający bliskie powiązania z władzą przestrzegają mafiosów przed interwencją policji. Wieloletni kierownik chóru chłopięcego okazuje się pedofilem. Po sutej libacji grona polityków jeden z nich wsiada pijany do samochodu i ginie w wypadku. Biskup w podobnym stanie taranuje dwa auta i rani ich pasażerów. Nadal nie wiadomo, kto kogo posłał i po co. Dyplomata polski urządza zoofilskie orgie na terenie ambasady. Poseł Rzeczpospolitej oskarżony jest o fałszowanie kartek wyborczych. Paru innych przedstawicieli tegoż Sejmu czeka w kolejce na pozbawienie immunitetów. Korporacyjna partia usiłuje od nowa przepchnąć ustawę o biopaliwach. Znany tygodnik pomawia ministra o najcięższe przewinienia, bo nie chce mu się (?) sprawdzić tożsamości osób cytowanych w nielegalnie pozyskanym dokumencie. Dyrektor generalny Poczty Polskiej także łamie ustawę antykorupcyjną. Samochody psują się od bezkarnie de facto chrzczonej benzyny. Afera FOZZ zatacza coraz szersze kręgi. PZPN dyskwalifikuje dożywotnio za przekupstwo sześciu piłkarzy, spuszcza jeden klub do niższej ligi, a awansuje inny. Prokuratura kieruje do sądu akt oskarżenia przeciw byłemu prezesowi Związku Artystów Scen Polskich. Dwaj wysocy urzędnicy państwowi powodują pobicie dziennikarza wykonującego swoją pracę. Przedtem z powodu jednego z owych urzędników pozbyto się wyjątkowo kompetentnego i szanowanego ministra...

Tak w przybliżeniu, boć kryminałek jest nieskończenie więcej, przedstawia się konterfekt Rzeczypospolitej Anno Domini 2003, odmalowany przez jej media. Niczego tu nie można zakwestionować. Dziennikarze, szczególnie ci tzw. śledczy, dobrze i dogłębnie wykonują swoją robotę. Dlaczego jednak w kraju pełnym tak niebywałych sensacji nie przekłada się to na długie nocne rodaków rozmowy? Przyjeżdżam do ojczyzny na wakacyjne rozhowory złakniony komentarzy, plotek, kolejnych skandali i nic albo prawie nic. Najprostszym wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy jest oczywiście znużenie. Co za wiele, szkodzi na trzustkę. Nie wydaje mi się to wszakże odpowiedzią wystarczającą, a w żadnym razie kompletną.

Politycy, bo o to akurat dziennikarzy winić nie sposób, powrzucali wszystkie tzw. afery do wielkiego tygla, w którym mieszają wielką chochlą. Otóż takie kształtowanie świadomości społecznej będzie miało dramatyczne konsekwencje dla każdej następnej ekipy, bez względu na barwę, która znajdzie się u steru. Wbrew temu, co się wydaje paru domorosłym i samozwańczym katonom, podcinają oni nie gałąź, na której siedzi rząd Leszka Millera, ale mutatis mutandis korzenie demokracji w Polsce. Nie znaczy to oczywiście, żeby nie piętnować działań niezgodnych z prawem lub nie pociągać winnych do osobistej odpowiedzialności. Czym innym jest jednakże sytuacja, w której komisja sejmowa dezawuuje prokuraturę, przejmując jej rolę i kompetencje, kiedy politycy szermują najcięższymi oskarżeniami nie czekając na jakiekolwiek śledztwo i z arogancką dezynwolturą lekceważą zasadę domniemania niewinności, kiedy wreszcie, jak to było np. w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” z 2–3 sierpnia 2003 przez czterech znaczących reprezentantów polskiej sceny politycznej, niknie wszelka odpowiedzialność za stan aktualny kraju, gdyż demagogów bardziej już interesuje zmiana ustroju, czyli IV Rzeczpospolita z nową, choćby jeszcze przedmgławicową konstytucją. Czyż można dobitniej zakwestionować istniejący stan instytucjonalny młodej i kruchej demokracji? Trudno przy tym nie przypomnieć, iż autorzy sanacyjnej konstytucji, acz znacząco przemodelowywała ona struktury państwa, poczuwali się jednak do ciągłości i nie zmieniali cyferek. A u nas Rokicie i Giertychowi (skądinąd dobrana para) marzy się już Rzeczpospolita CZWARTA. Pozazdrościć zaiste instynktu państwowego!

W historii Francji znamy dwa przypadki, kiedy to system państwowy zdezawuowany został nie przez idee i walkę społeczną, ale właśnie przez wytworzenie poczucia (bez względu na to, na ile byłoby ono słuszne) powszechnej degrengolady, deprawacji i korupcji. Pierwszy z tych przypadków to Dyrektoriat, drugi – monarchia lipcowa Ludwika Filipa. Z pierwszego skorzystał Napoleon Bonaparte, drugi wyniósł na tron Napoleona III. Są to, powiedziałby ktoś ze stuprocentową racją, analogie darmowe, gdyż u nas, jakby daleko po horyzoncie wzrokiem włóczyć, cienia Napoleona nie widać. Zgoda, i nie chodzi nawet o miniaturki, które gdzieś tam na komisji sejmowej trójgraniaste kapelusze przymierzają i ręce wsadzają za kamizelki śniąc, że zgnoić Jakubowską to już Austerlitz. Tutaj mamy do czynienia z anegdotkami.

Znacznie gorzej jednak, jeśli wytwarza to w społeczeństwie ogólne, choćby niedookreślone na razie, marzenia o rządach silnej ręki. Niech kodeks karny będzie bardziej represyjny, dać większe uprawnienia policji, uszczelnić granice, żeby Rumuni i Ruscy nie przenikali, postawić prezydenta Kwaśniewskiego przed Ziobro... A może by potem zamknąć „Nie” Urbana, poskromić Owsiaka, skazać za nieprawomyślność jeszcze paru dziwacznych artystów, wykrzewić agencje towarzyskie, karać homoseksualistów, skoro kardynał Ratzinger ich nie lubi... A właściwie dlaczego nie? Skoro instytucje są niewystarczające i niezdatne, to róbmy, co nam się wydaje (i koniunkturalnie się możemy nie zawieść), że poklask napotka. Co to jest populizm? To jest właśnie populizm.

Polityka 33.2003 (2414) z dnia 16.08.2003; Stomma; s. 90
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wielki Janusz Gajos. Mówi, a ludzie go słuchają

Kluczowe postaci w „Klerze” i „Kamerdynerze”, do tego kilka ról w Teatrze Narodowym i kolejne filmy w przygotowaniu. Od Janusza Gajosa zależy dziś w polskiej kulturze więcej niż kiedykolwiek.

Aneta Kyzioł
25.09.2018
Reklama