Klasyki Polityki

Naciągany problem

Jacek Domiński / Agencja Gazeta
Hasła prezerwatywa lub kondom nie było nawet w encyklopedii PWN. Ale Polacy zaczęli używać ich na potęgę.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w listopadzie 2002 r.

Fabryka prezerwatyw Unimil w Dobczycach koło Krakowa pracuje w ruchu ciągłym, na cztery zmiany, siedem dni w tygodniu, jak huta. Dzieje się tak dlatego, że – jak głosi napis nad wejściem, a jest to cytat z Polityki Jakości Zarządu – „Dewizą naczelną Unimil SA jest zaspokojenie potrzeb klientów...”.

Żeby wejść do fabryki w Dobczycach, trzeba założyć ochraniacze na buty, kitel i czaporek. Pracownicy, a ściślej pracownice (na 130 osób załogi pracuje tu setka pań, mają większe zdolności manualne niż mężczyźni) mają jeszcze gorzej. Muszą przejść przez śluzę, gdzie zostawiają swoje ubrania, następnie biorą prysznic, wkładają służbowe ubrania i dopiero wówczas mogą rozpoczynać pracę. W określonej i pilnowanej temperaturze i wilgotności powietrza. – Nie jest to co prawda produkcja sterylna – wyjaśnia Jerzy Klaper, szef produkcji. – Ale jak każdy środek medyczny musi podlegać pewnym reżimom.

Surowiec jest afrykański lub azjatycki, z drzew kauczukowych, które muszą mieć co najmniej siedem lat. Przypływa do Hamburga, skąd cysternami przywozi się go do Dobczyc. Tutaj miesza się go ze związkami wulkanizacyjnymi i chemikaliami. Przepis jest poufny.

Prezerwatywa europejska

– W tym miejscu zaczyna się życie prezerwatywy – powiada Jerzy Klaper przy pierwszym z sześciu ciągów produkcyjnych. Ciąg to około tysiąca szklanych penisów-form, które przesuwają się zanurzając w mleczku lateksowym. W temperaturze 60 st. C guma się galwanizuje, po czym formy po raz drugi zanurzają się w mleczku nakładając drugą warstwę lateksu. – Mleczko nie ma prawa zastygnąć – wyjaśnia Klaper – dlatego musimy pracować w ruchu ciągłym jak huta. Potem szklane penisy się kręcą – to tzw. randowanie, czyli tworzenie kołnierza u nasady prezerwatywy. Już z kołnierzem trafiają do wanny odparzającej, gdzie w temperaturze 100 st. C odchodzą od formy, po czym odbywa się „pranie, czyli pudrowanie na mokro”, a na koniec suszenie.

A oto serce jakości – oznajmia Jerzy Klaper w dziale kontroli. Przy 12 maszynach siedzi tutaj 12 pań. 40 razy na minutę z maszyny wyskakuje elektroda, na którą pani błyskawicznie i wprawnie nakłada prezerwatywę. Licznik testu elektronicznego na jednej z maszyn pokazuje 13,3 tys. dobrych i 526 złych prezerwatyw. Do końca zmiany jeszcze prawie godzina, więc pani Zofia, która obsługuje tę maszynę, ma szanse na premię; 30–40 proc., gdy sprawdzi 15 tys. sztuk w ciągu zmiany. – Panie, które się starają, zarabiają 1600–1700 zł miesięcznie brutto – informuje Klaper.

Paniom pracującym w fabryce nie wolno nosić biżuterii, muszą mieć krótko obcięte paznokcie, skaleczenie dłoni eliminuje tego dnia z pracy przy maszynie. Po przerwie muszą dezynfekować dłonie. Każda ma igłę do przebijania prezerwatyw. Co jakiś czas przebija dobrą gumkę i patrzy, czy maszyna nie odesłała jej do dobrych prezerwatyw. Gdyby się tak stało – całą partię trzeba sprawdzić jeszcze raz.

Unimil produkuje prezerwatywy w 30 odmianach. Sprawdzona elektronicznie prezerwatywa może być zapakowana jako pudrowana lub nawilżona. W kolorach naturalnym, żółtym, różowym lub zielonym. O zapachu banana, truskawki lub mięty. Może być bardzo cienka (004), grubsza (Blue, silniej oliwiona, dla gejów), Max Love (ze środkiem opóźniającym wytrysk) lub XXL (54 mm szerokości i 190 mm długości, podczas gdy normalna ma rozmiary 52x170 mm).

A tutaj w całej rozciągłości widać, że już od dawna jesteśmy w Europie – z dumą informuje Jerzy Klaper w laboratorium, gdzie gumy poddawane są przeróżnym próbom. Np. rozciągliwości właśnie. Norma europejska (EN 600) wymaga, aby rozciągana prezerwatywa zrywała się dopiero wówczas, gdy osiągnie nie mniej niż 700 proc. swojej długości w stanie spoczynku. Tutaj, demonstruje Barbara Jaworska, kierownik laboratorium, rozciąga się do 800–850 proc. Objętość w momencie pękania przy rozdmuchiwaniu jest jeszcze bardziej imponująca; norma chce, aby było to minimum 18 litrów, przeprowadzana właśnie próba wykazuje, że w jednym przypadku prezerwatywa Unimilu wytrzymuje objętość 37, a w drugim 43 l. Moment przed pęknięciem nadmuchiwane 1,5-metrowe prezerwatywy wyglądają jak świecące miecze, których używają bohaterowie popularnych „Gwiezdnych wojen”. Wreszcie próba szczelności. Prezerwatywę wypełnia się roztworem fioletu goryczki (jego cząsteczki są sto razy mniejsze niż wirusa HIV), zanurza w wodzie i obserwuje, czy woda się nie zabarwi. – Nigdy się nie zabarwiła – twierdzi kierownik Jaworska. – Nie ma więc wątpliwości, że błona lateksowa spełnia wszelkie warunki wymagane w profilaktyce AIDS i przeciwdziałaniu chorobom przenoszonym drogą płciową.

Prezerwatywa historyczna

Dostępne źródła mówią, że zabezpieczenia konstruowano już we wczesnym antyku. Pasterze owiec wykorzystywali w tym celu jelita jagnięce, rybacy pęcherze pławne ryb. Pierwszy opis prezerwatywy pochodzi z 1564 r., kiedy to z kawałka płótna skroił ją, jako zabezpieczenie przed syfilisem, anatom włoski Gabrielle Falloppio. Angielskie źródła podają, że w XVII w. Anglik John Condom, nadworny medyk Karola II, produkował prezerwatywy preparując jelita baranie i rybie pęcherze traktowane przed użyciem olejem lnianym celem nadania im elastyczności. Początkowo robił je dla króla, którego niepokoiła zbyt wielka liczba dzieci z nieprawego łoża, rodzących się po jego licznych podróżach po kraju i do Francji. Kondomy – bo tak zaczęto je nazywać – cieszyły się dużym wzięciem. Tylko dwór francuski zamawiał u angielskich wytwórców 200 sztuk miesięcznie. W barokowej Francji prezerwatywa miała kształt wytwornej, aksamitnej rurki, z jedwabną podszewką i sznureczkami do mocowania. Z kolei według francuskich źródeł kondomy powstały we Francji, w miasteczku Condom w regionie Armagnac, jako wynalazek tamtejszych rzeźników, którzy potrafili udoskonalić stosowanie błon zwierzęcych, a gdzie dzisiaj zorganizowano muzeum prezerwatyw. Czynne jest od czerwca do września, w sezonie turystycznym.

W 1843 r. Charles Goodyear wynalazł wulkanizację, a więc metodę wytwarzania gumy. Początkowo służyła wyłącznie do produkcji podeszew (stąd dzisiejsze logo firmy, już oponiarskiej – stopa ze skrzydełkiem), a po paru latach zaczęto używać gumy do produkcji prezerwatyw. Nadal jednak były one zbyt drogie, zbyt grube i niewystarczająco szczelne.

Potężnie drgnęło w prezerwatywach na początku lat 30., gdy do ich produkcji zaczęto używać lateksu. Były bardziej elastyczne, cieńsze, a więc przyjemniejsze w użyciu, a zarazem mocniejsze, czyli bezpieczniejsze. W przedwojennej Polsce krajową prezerwatywę Olla-Gum reklamowano hasłem: „Prędzej ci serce pęknie...”.

Przez pseudomoralistów prezerwatywa zawsze była postrzegana jako narzędzie szatana. W 1920 r. we Francji zeszła do podziemia po przyjęciu ustawy przeciw aborcji i antykoncepcji. W USA przez wiele lat obowiązywał zakaz produkcji, sprzedaży i używania prezerwatyw. Bulla Leona XII określała je jako „narzędzie przeciwstawiające się wyrokom Opatrzności”. W 1991 r., przed wizytą Jana Pawła II w Polsce, społeczne trójki antyprezerwatywowe wizytowały kioski, głównie w małych miejscowościach, żądając, aby usuwano opakowania z gumkami, gdyż sąsiadują one z fotografiami papieża publikowanymi w gazetach. Zdarzały się też przypadki, że niektóre gorliwe kioskarki w trosce o czystość moralną przekłuwały wystawione na sprzedaż gumki szatana.

Prezerwatywa przydatna

Niedawno w jednym z warszawskich klasztorów, który m.in. prowadzi przychodnię zdrowia, lekarz naczelny zamówił 3 tys. prezerwatyw. Ojciec przeor poprosił go na rozmowę: „Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, co by było, gdyby to przeciekło do brukowej prasy?” – zapytał wstrząśnięty. „Prezerwatyw używamy jako osłonek np. na sondy USG” – tłumaczył się lekarz.

To wynika z niewiedzy lekarzy – ocenia Grzegorz Winogradski, prezes Unimil SA. – Oprócz prezerwatyw produkujemy przecież osłonki medyczne o dwóch średnicach.

Badanie USG to niejedyny przykład nietypowego zastosowania prezerwatyw. Od dziesięcioleci wykorzystuje się je do przemytu narkotyków. W 1984 r. na lotnisku w Nowym Jorku zatrzymano obywatela Panamy, który połknął prezerwatywę wypełnioną 550 gramami heroiny. Rok później panią, która w prezerwatywie umieszczonej w pochwie próbowała przemycić już prawie kilogram tego samego narkotyku. Od 12 lat obywatele WNP przemycają do Polski spirytus w prezerwatywach podwieszonych pod płaszczem. Norwegowie z kolei przemycają spirytus na trybuny zimowych zawodów sportowych. Napełniają prezerwatywy alkoholem i zatapiają je w termosie z kawą. Po przejściu kontroli przekłuwają gumę, wstrząsają zawartość i otrzymują Kaffedoktora, czyli tamtejszą wersję góralskiej herbatki.

W Polsce przez lata używano prezerwatyw do produkcji piszczałek odpustowych, a drobno pocięte służyły do przewiązywania pęczków szczypiorku, pietruszki czy koperku. Co roku w lany poniedziałek robi się z nich wodne bomby wyrzucane z balkonów na przechodniów. Do niedawna używali ich modelarze do robienia napędów i ogrodnicy do szczepienia róż. W ogrodzie prezerwatywa ma tę zaletę, że pod wpływem słońca, czyli promieniowania ultrafioletowego, rozpada się, gdy właśnie wypełniła już swoje zadanie. Wielokrotnie były też prezerwatywy tworzywem plastycznym, powstawały z nich tzw. instalacje.

Podczas lądowania aliantów w Normandii (6 czerwca 1944 r.) i podczas wojny w Zatoce służyły jako osłony luf karabinowych. Są na wyposażeniu m.in. wojsk NATO. W niezbędniku na dwa dni z suchym prowiantem, medykamentami itp. jest wgłębienie na trzy prezerwatywy. – Kiedy Polska wstąpiła do NATO – wspomina prezes Winogradski – uznaliśmy, że armia może być naszym dobrym klientem. Pracownicy najpierw długo szukali, kto mógłby się w tej sprawie wypowiedzieć. Kwatermistrzostwo czy służby medyczne? Wreszcie dotarli do właściwej osoby i usłyszeli: „Co wy tu zawracacie głowę takimi głupstwami, jak my na czołgi pieniędzy nie mamy”.

Kilka lat wcześniej, w 1996 r., interes z prezerwatywą nie wypalił Zakładom Mięsnym w Czarnkowie (ówczesne woj. pilskie). Wypuściły one na rynek zgłoszony w Państwowym Urzędzie Patentowym pakiet turystyczny pod zastanawiającą nazwą Piętaszek, zawierający pasztet, tuszonkę, mielonkę, herbatę, cukier, sztućce, pionki do gry w warcaby oraz prezerwatywę. – Ten zestaw nie szedł – twierdzi dziś Janusz Fąferek, kierownik skupu Zakładów Mięsnych Duda. – Teraz jest tutaj tylko rzeźnia.

Prezerwatywa wstydliwa

To, że Piętaszek nie szedł, najwyraźniej nie było sprawą prezerwatyw. Ich sprzedaż na świecie i w Polsce systematycznie rośnie. A to za sprawą AIDS oraz cyklicznych kampanii antykoncepcyjnych i antyaborcyjnych. Unimil zaczął 12 lat temu od produkcji 7 mln sztuk rocznie, dzisiaj jego moce produkcyjne to 180 mln sztuk (drugi co do wielkości producent w Europie, z pierwszej piątki najnowocześniejszych zakładów w branży na świecie) i zaspokojenie krajowego rynku w 70 proc.

Kupowanie prezerwatyw jest jednak w Polsce nadal sprawą wstydliwą. W 1999 r. skrępowanie przy zakupie deklarowało 50,2 proc. Polaków (badania Ośrodka Kwantum). Prezerwatywy noszą u nas ledwie 2 na 100 pań i 9 na 100 mężczyzn.

W kraju mitów, gdzie wmawia się młodzieży, że od używania prezerwatyw wyskakują pryszcze, że ten, kto ich używa, nie jest godny miana prawdziwego mężczyzny, że nawet jednorazowe użycie prezerwatywy wywołuje nieodwracalne zmiany w psychice, a wielokrotne prowadzi do deformacji organów płciowych – trudno się dziwić, że ludzie się wstydzą. Hasła prezerwatywa lub kondom nie ma nawet w 7-tomowej „Nowej encyklopedii powszechnej PWN”. Ich reklamowania boją się wszystkie telewizje, łącznie z komercyjnymi.

W Polsce wszystko można zareklamować używając erotyki – stwierdza ze smutkiem prezes Winogradski. – Wafelki, szampon, lody, samochody. Z wyjątkiem prezerwatyw.

Kiedy Unimil przeprowadził kampanię billboardową i na jednej z reklam umieszczono porzucony motocykl, a w tle latarnię morską i hasłem „Unimil sobie życie”, odezwali się czytelnicy „Motoru”: „Jak można reklamować polskie prezerwatywy za pomocą koreańskiego motocykla?”.

Kiedy przed kilku laty wybuchła kolejna wojna antykoncepcyjna i wyrzucono ze szkoły nauczycielkę, która – nie mając niczego innego pod ręką – prezentowała młodzieży na bananie, jak zakładać prezerwatywę, Unimil zafundował Towarzystwu Rozwoju Rodziny atrapy penisów, tzw. fantomy. Z takim fantomem, jak co roku, pracownicy pojechali na Międzynarodowe Targi Poznańskie. Ostatniego dnia do ich stoiska przyszedł pan w średnim wieku. Długo nie mógł się zdecydować, wreszcie wydusił: „Róbcie państwo większe te prezerwatywy, bo zawsze mam kłopot z ich założeniem”. „A jak pan je zakłada?” – dociekali pracownicy podsuwając mu fantom. Wtedy pan w średnim wieku wyjął prezerwatywę z opakowania, rozwinął ją i rozłożoną próbował założyć na atrapę.

– Wówczas uwierzyłem – powiada prezes Winogradski – że zamieszczanie w opakowaniu instrukcji obsługi, wymagane przepisami urzędników, a informujące, jak rozwijać prezerwatywę na sztywnym członku, ma jednak sens.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama