Klasyki Polityki

Myszy i ludzie

Jest szczur banitą świata zwierzęcego.

Felieton ukazał się w tygodniku POLITYKA 26 czerwca 2014 r.

Lenni Small kochał wszystko, co żyje. A nawet to, co żyło kiedyś. W kieszeniach nosił zmarłe myszy. Musimy to zrozumieć. Wszak był niedorozwinięty. Ludzie z Fundacji Ogony są rozwinięci aż nadto. Kto ich zrozumie? Od miesiąca koczują nocami na krakowskich Plantach, by uratować z opresji kilkadziesiąt białych szczurów, podrzuconych tam z bezradności przez kogoś, kto nie wiedział, jak się pozbyć niechcianych zwierząt bez zabijania. Szczęśliwe i niewinne istoty brykają pociesznie pod nosem dwunożnych notorycznych winowajców, nieświadome zagrożenia i wojny kulturowej, której są współsprawcami i bohaterami. Splot paradoksów i emocji na Plantach jest tak wielki, a światło rozumu tak słabe! Zwabione niewymowną osobliwością szczurzej sprawy ciągną na Planty media. Parkują w niedozwolonym zwykle miejscu wielkie wozy transmisyjne. Rzecznicy prasowi oświadczają. Działacze dementują.

Pat. Miasto ma obowiązek deratyzować. Gdzie szczur, tam trutka. Takie jest odwieczne prawo vendetty: myszy i ludzie nigdy razem. I nigdy osobno. Pókiś człowiekiem, bij mysz! A więc biją mysz, mysz parchatą, śmierdzącą i gryzącą. Lecz, o zgrozo!, niektóre myszy równiejsze! Białe (wiadomo!) podpadają pod zwierzęta hodowlane i domowe, a tych zabijać nie wolno. Masz tu urzędnicza głowo placek. I drap się, i trap się: zabić (przestępstwo!) czy ukochać (szaleństwo!)?

Na wszelki wypadek krakowskie Salomony znalazły sposób. Pół zabić, a pół ukochać? No, prawie. Wymyśliły, że Fundacja Ogony może sobie przez parę dni łapać tych swoich pupili i zabierać do diabła, a co nie wyłapie, to do likwidacji. Bo szczur to jednak szczur. Brudna jego rasa i białą sierścią nas nie zmyli. Nas, czujnych miejskich aseptyków.

Więc koczuje bractwo miłośników szczurów i namawia, i prosi do żywołapek. A może wątróbeczkę, a może sardyneczkę? Lecz te nie w ciemię bite. Kilka się skusiło, a pozostałe wyciągnęły wnioski. Bo to nie to, co ludzie. Jeden się da nagrać, piąty i dziesiąty też. Bo ludzie są głupi, a myszy, wiadomo. I tak siedzą, bezradni, podziwiając mysią mądrość i urodę. Czekają na deratyzacyjne komando, by stawić słuszny opór. Będzie szczurza wojna na Plantach. Znów przyjedzie telewizja.

Kiedyś człowiek był dobry dla człowieka. No, ale nie dla Murzyna, nie dla Cygana. I szanował bliźniego i prawa jego. No, ale nie kobiety. Nie sodomity. Teraz nagle zrobił się człowiek dobry dla zwierząt. Z palenia kotów już rodziny nie utrzymasz. Więc kochamy i szanujemy wszystkie stworzenia, duże i małe. Braci mniejszych, na chwałę Bożą i ludzi pożytek stworzonych. No, ale bez przesady. Konie tak, psy tak. Orki, delfiny, łosie, a nawet koty. Ale szczury?! To futrzaste robactwo?! No, bratku, chybaś zbyt dosłownie nas zrozumiał z tą miłością.

Zwierzęcy rasizm odsłonił swe przytępe oblicze. Znowu Neolit z niskim czołem stanął oko w oko z wysokoczelnym Postępem. Pewnie i tym razem pójdzie Neolit w las ze swą maczugą. Ale nie bez walki. Postęp nakazał miastom Nowego Wspaniałego Świata utrzymywać schroniska dla zwierząt. Lecz Postępowi nigdy dość. Jego fanaberie, brewerie i perwersje nie przestają nami wstrząsać do głębi. Już się mówi o cmentarzach (pardon, „grzebowiskach”) dla zmarłych (pardon, zdechłych) zwierząt. Ale nie dość na tym. Fanatycy, bez Boga, a za to ze szczurem w sercu, ślą listy do samego prezydenta miasta królów polskich, by ten nakazał utworzyć azyl dla małych zwierząt – szczurów, świnek morskich, królików, żółwi… Czy to kpina jakaś?

Powołane do ochrony zwierząt służby bronią się przed szczurami. Przecież ich statuty jasno powiadają, że ustanawia się schronisko ku pomocy psom i kotom przede wszystkim. Raj dla logiki nieuczonych: skoro przede wszystkim, to dlaczego wciskacie nam szczury! Ale logika, podła sztuka, sama się narzuca. Nawet Neolitowi. Niezłomni obrońcy szczurów tłumaczą: skoro macie w kompetencji i kurateli swojej psy i koty przede wszystkim, to znaczy, że macie i inne stworzenia, wobec których tamte idą przodem. Dzielcie więc swoją uwagę i środki nierówno, jak wam prawo nakazuje, między psy i koty (więcej) oraz resztę stworzeń (mniej). Tymczasem wy od szczurów swe przesądne ręce całkiem umywacie.

Mój Krakowie! Uszanuj szczury swoje i tych ludzi, którzy oddają im serce. Pozwól żyć, nie zabijaj! I zlituj się nad tysiącami małych stworzeń, które źli i głupi ludzie na wszelkie sposoby krzywdzą każdego dnia. W sklepach, gdzie bez wody i schronienia, oseskami od matek z ordynarnych pseudohodowli wzięte, często chore i ułomne czekają na swój straszny los u ludzi, którzy je kupią i w samotności, nudzie i ciasnocie trzymać będą, karmiąc źle i pojąc rzadko. A potem wyrzucą byle gdzie, ot, choćby na Planty albo do śmietnika. Panie Prezydencie! Raj dla kilku tysięcy nieszczęśliwych małych zwierząt nie kosztuje wiele. Ot, co rok tyle, co jeden koncert. Ot, dziesiątą część tego, co dostają psy z kotami. A ileż dobra, ile dobra…

Jest szczur banitą świata zwierzęcego. Animal sacer. Żeruje w kloace naszych sumień, którą bez bólu i wstydu wypływa skrywana przed oczami ludzi i bogów cała nasza podłość, nasze lęki, zawiści i uprzedzenia. Jak wieść niesie, te potwory czasem wychodzą z kloaki i gryzą nas w rzycie. Wesołe i radosne szczurki z Plant właśnie pogryzły od tyłu nasze sumienia. Bardzo tym zgrzeszyły. Nie pozwoliły do woli się nienawidzić. Ktoś je pokochał. Bezczelne. Za karę możemy je wytruć. Ale możemy też rzucić precz swe neolityczne maczugi. Decydujmy! Media czekają na kolejny akt dramatu naszych sumień.

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną