Klasyki Polityki

Brigitte, ach, Brigitte!

Brigitte Bardot Brigitte Bardot Wikipedia
Brigitte Bardot pisze o sobie w swoich „Pamiętnikach”: „Moje nazwisko, wraz z wieżą Eiffla i de Gaulle'em, jest synonimem Francji na całym świecie. Tworzymy nierozdzielną trylogię, choć tak bardzo różnimy się wyglądem”.

Rzeczywiście; jest w tym prawda do tego stopnia, że Brigitte posłużyła jako wzór dla popiersia Marianne, symbolizującego Republikę, jakie znajduje się w gabinecie każdego mera we Francji, zaś gen. de Gaulle osobiście wyraził podziękowanie pannie Bardot za uzyskanie dla kraju większej ilości dewiz niż zakłady Renaulta.

Jednak w kontraście do tego tryumfu są: zniewagi, rękoczyny oraz brak dostatecznej miłości, na co skarży się Brigitte. W Genewie podczas filmowania „Życia prywatnego” (1961), „nagle, w środku sceny, którą właśnie kręciliśmy, trzy centymetry od mojej głowy spadła doniczka z pelargonią, po czym obrzucono nas pomidorami, starymi koszykami, dzbankami wypełnionymi wodą, posypały się obelgi: kurwa do Francji! niech zdechnie! śmieci do śmieci! niech wsadzą ją do burdelu z jej kamerą!” Reżyserowie też nie traktowali jej czule: „Clouzot (przy filmowaniu „Prawdy”, 1960) wymierzył mi dwa siarczyste policzki; natychmiast mu oddałam. Nieprzytomny z wściekłości, zmiażdżył mi stopy obcasami swoich butów. Byłam boso, krzyknęłam i zaczęłam płakać z bólu”.

Bili ją również kochankowie – wylicza ich dwudziestu dwóch – jeden zamknął ją w szafie, zaś rodzimy mąż (drugi z kolei) Jacques Charrier wdał się z nią „w nie dającą się opisać bójkę, była to walka na śmierć i życie, nienawidziłam go, wymierzałam mu kopniaki kolanem w krocze, chcąc go zranić w to, czym mnie najbardziej upokorzył... z trudem nas rozdzielili, leżałam na ziemi ze spuchniętą twarzą”.

Zaś owe ruchliwe życie uczuciowe nie przyniosło Brigitte szczęścia: „Przez całe życie, kiedy się tylko zakochiwałam, nie znajdowałam mężczyzny prawdziwego: musiałam się zadowalać zbyt młodymi, zbyt zepsutymi, zbyt niedoświadczonymi, którzy przynosili mi tylko rozczarowania, kłopoty, problemy. A przecież tak bardzo chciałabym mieć towarzysza godnego tego miana, MĘŻCZYZNĘ, który mógłby mi dać siłę – czasem tak bardzo mi jej brakuje!”

Otóż jest ciekawe, że ten autoportret odpowiada, w zakresie osobistym, wizerunkowi, jaki Brigitte reprezentowała na ekranie: dziewczyny niepodległej, która szuka miłości nie oglądając się na rygory i nie bacząc na zagrażające ryzyko. Był to wtedy cały program. Czy Brigitte zdawała sobie z niego sprawę? Aktor jest wykonawcą idei, która pochodzi nie od niego, czy też nie tylko od niego; ale nie mógłby jej służyć, gdyby nie odczuwał, co ona wyraża. Taka właśnie była sytuacja Brigitte: reprezentuje ona etap postępu obyczajowego.

Pocałunek na trzy sekundy

Był to przełom. Dziś nie odczuwa się jego wagi. Bowiem gdy wreszcie coś udało się osiągnąć, przyzwyczajamy się, uważamy, że to oczywistość i zapomina się, co było, zanim się do tego doszło. Uważamy Amerykę za kraj wolności, tymczasem jeszcze w ciągu tego stulecia była to ojczyzna zakazów, które zresztą podzielała reszta świata. Ja sam pamiętam z lat chłopięcych, jak do naszej okolicy przyjeżdżali na wakacje pochodzący stąd rodacy z Polonii, po to tylko, by móc się urżnąć, ponieważ w Ameryce objętej wtedy prohibicją można było za posiadanie flaszki whisky dostać się na rok do kryminału. W kulturze funkcjonowała cenzura i Nabokow przez lata nie mógł wydać swojej „Lolity”, zaś w kinie, uważanym, zresztą słusznie, za medium najbardziej sugestywne, była ona najsurowsza.

Jeszcze do wczesnych lat 70. obowiązywał tzw. kodeks Haysa; czyta go się dzisiaj ze zdumieniem. Osoba płci żeńskiej poprawiająca urodę przed lustrem nie miała prawa na ekranie perfumować się za jednym i drugim uchem, bo mogło to wyglądać lubieżnie. Jeżeli para, niekoniecznie różnej płci, leżała na sofie czy kanapie, zresztą ubrana po szyję, jedno z dwojga było obowiązane trzymać stopę opartą na podłodze. Pocałunek mógł trwać najwyżej trzy sekundy. Kino obchodziło te rygory w sposób wyczynowy. W filmie Hitchcocka Ingrid Bergman i Cary Grant całowali się przez trzy sekundy, odrywali się od siebie, patrzyli sobie w oczy, rzucali się znów do pocałunku na trzy sekundy, znowu się rozdzielali wpijając się jedno w drugie wzrokiem i jeszcze raz odbywali pocałunek trzysekundowy, co w sumie wyglądało tak rozdygotane, że widzowie obgryzali sobie palce z przejęcia.

Motorem erotyzmu jest bowiem wyobraźnia i potrafi ona znaleźć sobie byle jaki pretekst; dawne kino było domeną fetyszyzmu. Za moich czasów sensacją w tym zakresie była scena powolnego, napiętego, intensywnego zdejmowania długiej czarnej rękawiczki przez Ritę Hayworth w „Gildzie”. Byli amatorzy, którzy wybierali się na ten film wielokrotnie, przesiadywali go w hallu popijając lemoniadę i wchodzili dopiero, gdy Rita brała się za odchylanie rąbka przy łokciu, co trwało, trwało... Jeszcze dzisiaj miga mi się przed oczyma, gdy to wspominam. Ale ówczesna pruderia tyczyła nie tylko obrazu: tworzyła system moralny. W Hollywood, które było światowym centrum filmowym, producenci dbający o jak najszerszą dystrybucję ustalili zasady obyczajowe jakoby powszechnie obowiązujące: np. doszli do wniosku, że zdrada małżeńska jest potępiona wszędzie, nawet przez Eskimosów pod biegunem. W rezultacie osobę niewierną spotykał obowiązkowo los tragiczny. Ja sam, jako kinoman od dziecka, przyjąłem do wiadomości ten kodeks i gdy dowiedziałem się, że żona sąsiada go zdradza, wypatrywałem, kiedy szlag ją trafi.

Najważniejsze jest uczucie

Otóż na tym tle pojawia się w roku 1956 film pod znaczącym tytułem: „I Bóg stworzył kobietę”, i staje się z miejsca światową sensacją. W nadmorskim miasteczku podniecenie budzi dziewczyna o prowokacyjnej urodzie, która nie waha się opalać nago na dachu (co jednak było wówczas wciąż pokazane dyskretnie, tylko od strony pleców). Wychodzi ona za mąż za poczciwego J.L. Trintignanta, którego zazdrośni o nią miejscowi masakrują pod byle pretekstem; ma on brata Christiana Marquand, ówczesnego francuskiego ostrego samca „macho”, który Brigitte pociąga, więc nie waha się ona mieć z nim pożycie. A jest tu jeszcze imponujący zamożny przedsiębiorca Curd Jurgens, którego Brigitte również bierze pod uwagę; jednak na koniec decyduje się na swojego cichego małżonka, dlaczego? Bo mimo jego niepozorności, w nim pali się najgoręcej, zaś dla Brigitte najważniejsze jest uczucie.

Po drodze jednak wypróbowała wszystkie możliwości i to właśnie była sensacja: oto dziewczyna, która bez skrupułów kieruje się już nie tylko sercem, lecz też głosem swojego ciała, lekceważąc przepisy, opinię i moralność, zaś przy tym ma naszą aprobatę i zachowuje całą swoją ludzką wartość. Puszcza się, lecz nie jest to kurwiszon! Zaczęło się coś nowego: proces wyzwolenia kobiety. W tymże czasie głośny staje się raport prof. Kinseya o życiu seksualnym mężczyzn oraz „ludzkiej samicy” („human female”, brzmi termin uniwersytecki), na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród 12 tysięcy panów i 8 tysięcy pań. Oto wnioski: 1. instynkt seksualny przejawia się znacznie wcześniej, niż następuje dojrzałość, 2. seksualizm nie ma na celu wyłącznie rozmnażania, lecz jest częścią życia duchowego, 3. miłość może przybierać najrozmaitsze formy, zależnie od potrzeb indywidualnych. Oraz teza sumująca: „Nie istnieje żaden obowiązujący, jednolity, stale taki sam wzór życia seksualnego”.

Bardotka na barykadzie

Jest to naukowa manifestacja ruchu wyzwolenia od rygorów, które buntują człowieka przeciwko samemu sobie, zaś kobietę umieszczają w klatce zakazów. Wkrótce wybucha ferment młodzieżowy: wśród postulatów tyczących obyczajów znajduje się poparcie dla tez Kinseya, film „I Bóg...” okazuje się kultowy, zaś postać Brigitte staje się sztandarowa. W maju 1968 bunt wychodzi na ulicę. Jest to ostatni podobny wstrząs o charakterze rewolucyjnym na Zachodzie, ale czy aby na pewno rewolucyjny? Wygląda na to, sądząc po gestach takich np. jak stawianie barykad. Jednak w gruncie rzeczy były one bez sensu i stanowiły li tylko wizualną manifestację, z aluzją do tradycji i przewrotów ludowych. Barykada miała wówczas uzasadnienie jako zapora przeciwko szarży kawaleryjskiej i zasłona w razie ataku policji, ale w wieku helikopterów odgrywała rolę zaledwie romantycznej dekoracji. Jedna z nich znajdowała się w Paryżu w impasie St. Antin, w zaułku, z którego w ogóle nie było wyjścia.

Zaniepokojona opinia mówi o „wstępie do rewolucji”, co było nieporozumieniem: ruch miał na celu nie obalenie porządku, lecz zmianę.

Szło nie o zniszczenie systemu, lecz o stworzenie w jego ramach innej cywilizacji, była to rewolta kulturalna, nie polityczna, żądała nowego sposobu życia, co wreszcie udało się przeprowadzić. Był to protest przeciwko rygorom ciągle trwającym, pomimo wyłonienia się nowej mentalności. Protest tyczył pruderii, hipokryzji, załgania w stosunkach płci, żądał niepodległości kobiety, i tu Brigitte okazała się „Marianną” dla owych zbuntowanych pionierów.

Czy była nią rzeczywiście? Z pewnością tak, jako kreacja swojego otoczenia, które stanowił jej ówczesny mąż i reżyser Roger Vadim oraz młode środowisko dziennikarzy i filmowców, późniejszych autorów Nowej Fali. Ile w tym było jej udziału? Była sławna jak wieża Eiffla i de Gaulle, ale oto jak ona sama opisuje rezultaty spotkania z nim: „Kiedy wyszłam z pałacu, dziennikarze zapytali mnie o wrażenia. Jest o wiele wyższy ode mnie – tak brzmiała moja odpowiedź”. Brigitte wyciągnęła niewiele wniosków w tym wypadku i podobnie jest z innymi sytuacjami. Jedno jest pewne: jej poczucie wolności, jako reprezentantki jej płci, jest szczere: kocha się często, ale zawsze demonstracyjnie, całą duszą i ciałem jak suka, i tu spełnia przypisywaną jej rolę. Jednak jej znaczenie społeczne jest poza nią: rewolta majowa 68, która przecież powołuje się na nią, niepokoi ją jako bałagan, anarchia i nawet rujnowanie kraju. Nie wyraża sprecyzowanego poglądu politycznego, nie interesuje ją to, ale np. oburza ją panoszenie się Arabów i ma słabość dla skrajnie prawicowego Le Pena. Niemniej z okazji wizyty u Balmaina powiada: „To istny obłęd, jak drogie są suknie kreatorów mody! Można zostać komunistą!”

W tym względzie pamiętniki B.B. przynoszą jej obraz minorowy. Niemniej stanowią pozycję żywotną, na tle innych podobnych wspomnień gwiazd, z reguły sporządzanych przy pomocy anonimowych profesjonalnych literatów, co jednak niewiele im pomaga. Czy Brigitte również postarała się o podobne wsparcie? Nie wiadomo, niemniej jej książka ma wigor, zaś jej odzywki wyglądają na autentyczne: „Właściciel hotelu był to kmiot, który z człowieka miał tylko dowód osobisty”. „Co za cielę! Należy posłać ją na zieloną trawkę, co byłoby szczytem szczęścia dla cielęcia”. „Zamknęłam się na cztery spusty, gryzłam się i zimne udko kurczaka”.

Brigitte ma dzisiaj 64 lata. Gdy niedawno w TV szedł film z Brigitte, namówiłem syna mojego sąsiada, by obejrzał idola naszych czasów; przyszedł do mnie z pretensją: „To ma być ta wasza piękność? Z tym końskim ogonem?” (ulubiona fryzura Brigitte). Paryskie „L'Echo” zamieszcza karykaturę dwóch starych rozdeptanych babsztyli: „Pamiętasz, że chciałyśmy wyglądać jak Brigitte Bardot?” „Owszem, a o co chodzi?” „Właśnie się stało”. Bowiem Brigitte, nie bacząc na swój obecny wygląd, pokazuje się w TV w akcjach na rzecz opieki nad zwierzętami.

Od premiery „I Bóg stworzył kobietę” minęło pół wielu. Film wygląda na naiwny, oczywisty i staroświecki; pionierstwo Brigitte stało się dziecinne, co pozostaje? Na szczęście istnieje sztuka fotograficzna, i nie da się zaprzeczyć, nie dam sobie tego wybić z głowy, że dzięki niej Brigitte trwa jako obraz wdzięku w galerii damskiej naszego stulecia.

Inicjały B.B. – Pamiętniki. Przełożyła Aleksandra Mańka–Chmura. Wyd. Videograf II, Katowice 1998, s. 656

Polityka 30.1998 (2151) z dnia 25.07.1998; Kultura; s. 38
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną