Komorowski zaprezentował komiet poparcia

Komitet obrony marszałka
Uroczystość w warszawskich Łazienkach, kiedy Bronisław Komorowski pokazał swój komitet, nie mogła być przełomowym wydarzeniem. Była jednak okazją do podkreślenia głównych wątków kampanii kandydata Platformy.

Honorowe komitety poparcia dla prezydenckich kandydatów mają znaczenie wtedy, kiedy powstają i są prezentowane opinii publicznej, potem tracą większą wagę. Każdy z głównych kandydatów jest w stanie zdobyć wsparcie znanych osób i licytacja w tej mierze nie ma większego znaczenia.

Dlatego uroczystość w warszawskich Łazienkach, gdzie Bronisław Komorowski pokazał swój komitet, nie mogła być przełomowym wydarzeniem. Była jednak okazją do podkreślenia głównych wątków kampanii kandydata Platformy. Ponadprzeciętnie ciepłe wystąpienie premiera Tuska pokazuje, że szef partii zdecydował się jednak na większe zaangażowanie w lansowaniu Komorowskiego. Teoria, według której Tuskowi dotąd niespecjalnie zależało na zwycięstwie marszałka Sejmu, bo ważniejsze były dla niego wybory parlamentarne, nawet jeśli była prawdziwa, straciła rację bytu.

Prezydentura Jarosława Kaczyńskiego mogłaby wytworzyć falę, która wyniosłaby także PiS do władzy i to niebezpieczeństwo, jak widać doszło do świadomości polityków PO. Premier, inni przemawiający oraz sam Komorowski podkreślali trzy wątki: patriotyczne, szlacheckie korzenie kandydata PO, jego solidarnościową, opozycyjną przeszłość oraz koncyliacyjne przymioty charakteru, wrodzone skłonności do kompromisu. Na tych polach Komorowski będzie chciał się zmierzyć z Jarosławem Kaczyńskim.

Problem w tym, że sam Kaczyński teraz także prezentuje się jako człowiek porozumienia i kompromisu i na razie z tej roli nie dał się wytrącić. Widać było, zwłaszcza w wystąpieniach Władysława Bartoszewskiego i Andrzeja Wajdy, pewną irytację, iż przeciwnik kandydata PO schował się za podwójną gardę, że prezes PiS nie daje nowych przykładów na swoją wojowniczość. A stare dowody zostały w dużej mierze zniwelowane przez żałobę po smoleńskiej katastrofie. Jakby członkowie honorowego komitetu marszałka trochę tracili cierpliwość w tłumaczeniu innym tego, co dla nich samych jest naturalne i bezdyskusyjne.

Może ta irytacja była momentami zbyt słabo skrywana, rozbiła wrażenie jakiejś niepewności, obawy przed przegraną. Tak zabrzmiały też słowa o „komitecie obrony” Komorowskiego. Trzeba bronić kandydata, który wciąż ma nad głównym rywalem znaczącą przewagę w sondażach? Spotkanie w Łazienkach było nieco pastelowe, bezbarwne, sprawiało wrażenie rutynowej imprezy, która nie wzbudziło większych emocji. Nie było żadnego zaskoczenia, jakiegoś nowego autorytetu, nieoczywistego dotąd głosu poparcia. Trochę za bardzo było to przewidywalne. Kampania Komorowskiego jest wciąż w defensywie i przed sztabem Komorowskiego jeszcze wiele pracy.

Pojawia się też pytanie: skąd u Komorowskiego ta skłonność do niewymuszonych niczym gaf? Zasugerowanie, nawet żartem, skąpstwa mieszkańcom Poznania i Krakowa (Szkocji nie licząc) było niezrozumiałym strzałem we własną stopę i przykryło cały efekt przekazania marszałkowi kibicowskiego szalika przez Donalda Tuska. Ba, przykryło chyba całą imprezę i było pokazywane w niezliczonych powtórkach. Komorowski musi się czasami chronić przed sobą samym. To też wyzwanie dla jego sztabowców.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj