Kraj

Sejm nie sąd

Awantura ws. upamiętnienia G. Przemyka

W awanturze wokół upamiętnienia Grzegorza Przemyka najważniejszy nie jest poseł Iwiński czy SLD, ale to, że tabuny rozmaitych komentatorów próbują bagatelizować ten spór.

Jedni sprowadzają parlament do roli legislacyjnej maszynki , sugerując, że wobec masy problemów gospodarczych i społecznych nie powinien tracić czasu na zajmowanie się – choćby w takiej symbolicznej formie, jaką miała być rocznicowa uchwała – pamięcią i historią. Inni dostrzegają wyłącznie polityczny wymiar sprawy – jako następnej przepychanki między partiami. Są wreszcie tacy, którzy – co jest zwyczajnie obrzydliwe – dezawuują samego Przemyka (przedstawiając go – w najłagodniejszej wersji – jako zwykłego rozwydrzonego chuligana).

Tymczasem jest to kolejny ważny przyczynek w dyskusji o traktowaniu najnowszej historii. Oto przecież Iwiński wykazał się skrajnym cynizmem (albo – co jednak mniej prawdopodobne – zwykłym nieuctwem).

Akurat sprawa śmierci Grzegorza Przemyka była od początku – w przeciwieństwie do niektórych przypadków śmierci ludzi związanych z antykomunistyczną opozycją – oczywista. Nikt znający PRL-owską rzeczywistość nie wierzył w przedstawianą przez władze – uosabiane przez rzecznika rządu Jerzego Urbana – wersję, jakoby maturzysty nie skatowali milicjanci, lecz sanitariusze pogotowania. Było jasne, że władze znowu kłamią – a nadto, co wróżyło najgorzej, chroniąc swoich siepaczy dają milicji i bezpiece dalsze przyzwolenie na używanie siły i łamanie prawa.

Dlatego tak cynicznym jest sprzeciw Iwińskiego wobec umieszczenia w uchwale poświęconej śmierci Przemyka zdania wskazującego, że to w tej sprawie „na polecenie najwyższych władz partyjnych i państwowych fabrykowano dowody”. Opowiadanie, że nie zapadł w tej kwestii wyrok sądowy, więc i Sejm nie powinien się w niej wypowiadać jest nieporozumieniem: nie trzeba studiów prawniczych, by wiedzieć, że wymogi w postępowaniu sądowym są nader surowe zwłaszcza w powiązaniu z upływem czasu i mechanizmem funkcjonowania totalitarnego państwa. Uchwała parlamentu nie ma jednak statusu werdyktu karnego, lecz wymiar głównie symboliczny – stąd i inne mogą być jej podstawy.

Jeśli już Iwiński mógł coś podważać, to inny fragment proponowanego tekstu: ten o potępieniu „inspiratorów tego politycznego mordu”. Otóż nic nie wskazuje na to, by zabójstwo Przemyka było przez władze ukartowane. Jeśli mówić o ich odpowiedzialności, to w tym sensie, że przyzwalały na brutalne zachowania i samowolę na komendach. Najprawdopodobniej milicjanci doprowadzili do śmierci maturzysty przez przypadek – tyle że było to możliwe dlatego, bo bicie zatrzymanych było tolerowaną od dawna praktyką.

Rzecz w tym, że owa nieuzasadniona supozycja o politycznym mordzie znalazła się w tekście uchwały przyjętej w końcu przez Senat – a tym samym przeciwnicy upamiętnienia sprawy zamordowania niewinnego maturzysty przez policjantów totalitarnego państwa zdobyli kolejną amunicję.

Historia wymaga precyzji – także ta w wersji parlamentarnej.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną