Referendum w stolicy: klęska PiS

„W” jak Waltz
Frekwencja 27,2 proc. – te dane z exit poll TNS Polska wskazują na to, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nie została odwołana w referendum, największej bitwie politycznej tej jesieni.

Cokolwiek by mówić o wynikach referendum w Warszawie, jest ono przede wszystkim ciężką przegraną PiS. Potwierdziła się więc prognoza Polityki Insight. To Jarosław Kaczyński był twarzą kampanii referendalnej, pozostałych referendalistów – Piotra Guziała, Ryszarda Kalisza, Przemysława Wiplera, Ludwika Dorna i Andrzeja Rozenka – PiS zepchnął do roli statystów. Oni postawili niewielką stawkę, PiS zagrał w Warszawie o wszystko – i wszystko przegrał. Widomym tego znakiem było odwołanie konferencji Jarosława Kaczyńskiego zapowiadanej na niedzielę po ogłoszeniu wyników.

Przerwana została passa sukcesów PiS – Elbląg, Rybnik, Podkarpacie. Ktoś za to w PiS zapłaci, a pierwszym kandydatem na kozła ofiarnego jest rzecznik partii Adam Hofman i tak mający problemy w związku z aferą obyczajową na Podkarpaciu.

PiS musi przemyśleć swoją strategię. Trend wzrostowy w sondażach został zahamowany, przewaga nad Platformą nie rośnie, a referendum w Warszawie pokazało, że PiS wciąż nie potrafi dotrzeć do części wyborców, a agresywną kampanią wielu potrafi zrazić. Litera „W” z plakatów PiS powinna śnić się politykom tej partii po nocach.

PiS może mieć też uzasadnione pretensje do swego skarbnika, który poskąpił pieniędzy na kampanię. Wielu warszawiaków nie wiedziało w ogóle, że jest jakieś referendum; zabrakło billboardów, ulotek, plakatów. Zawiedli działacze – jako warszawiak nie widziałem śladu aktywności radnych PiS różnych szczebli, warszawskich posłów – z wyjątkiem Kaczyńskiego, wolontariuszy. Występy w mediach to trochę mało, by skłonić do wyjścia z domu 400 tys. ludzi.

Gronkiewicz-Waltz przetrwała, ale jest poobijana. Ponad 90 proc. głosujących było za jej odwołaniem, a w jej ratowanie musiał zaangażować się prezydent i premier. Pytanie, czy wyciągnie lekcję z tej kampanii. Ostatnie kilka miesięcy było zaprzeczeniem tego, jak prezentowała się przez ostatnie siedem lat. Może zrozumie, że nie jest urzędnikiem, lecz politykiem, i to jednym z ważniejszych w Polsce.

Dla PO sama wygrana w Warszawie nic jeszcze nie znaczy, ale jest oddechem, którego Donald Tusk bardzo potrzebował. To może być wstęp do kontrataku, którego elementami będzie listopadowa rekonstrukcja rządu.

Największymi wygranymi referendum są jednak warszawiacy. Nikt się o nich nie troszczył tak, jak przez ostatnie miesiące władze miasta i kraju.

Ale następne referendum będzie nieprędko, nikt teraz nie zaryzykuje podobnej wpadki.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną