Karbowy na fali
Największa kula u nogi PiS, czyli Trybunał Konstytucyjny – wysadzony.

Tego wieczoru Filharmonia Narodowa była szczelnie otoczona kordonem policji. W środku wielka feta. Główny karbowy Polski zostanie za chwilę Człowiekiem Wolności. Brawa. Wszyscy wstają, twarze mają wzdęte wielkością chwili. Tylko karbowy zapadł się w tapicerkę, bo nie wie, że z szacunku dla tytułu, którym go honorują, też powinien wstać. Siedzi. Tytuł sam sobie wymyślił, sam sobie nadał – narobił się, więc teraz odpoczywa w fotelu. O, zaraz coś powie o wolności. Już mówi. Aż chce się słuchać, że dopiero ostatnio fala wolności zaczęła się przelewać przez świat. Rozglądam się i potwierdzam – po Białorusi płynie, po Turcji, po Syrii. Kąpią się w niej od dawna w Chinach i w Rosji. Do USA też zawitała wraz z dekretami o murze na granicy z Meksykiem i deportacji osób z wizami czy statusem uchodźcy.

Rozumiem, że karbowy na tej właśnie fali płynie, zapowiadając wybuch niezwykłej wolności w Polsce. Pierwsze eksplozje już mamy za sobą. Największa kula u nogi PiS, czyli Trybunał Konstytucyjny – wysadzony. Konstytucja, na którą przysięgał Andrzej Duda, coraz częściej okazuje się zbędnym rekwizytem. Za chwilę ordynacja wyborcza do samorządów zostanie tak uregulowana, by bokser radziecki zawsze zwyciężał, nawet jeśli nie stanie do walki. Ta dobrze sprawdzona zasada z czasów realnego socjalizmu dawała gwarancję, że nie będzie patologii w sporcie. Teraz PiS ją zastosuje, by nie było patologii w samorządach.

Podobny manewr oczyszczający ma zamiar zaaplikować trzeciej władzy. Minister wojny domowej testuje go już na Żandarmerii Wojskowej, która sama przeciwko sobie prowadzi obiektywne dochodzenie w sprawie karambolu spowodowanego przez nią pod Toruniem. Aby pogłębić uczciwość procedur, śledztwu przewodzi prokurator wojskowy mianowany niedawno przez Antoniego Macierewicza. Jak wiadomo, minister zbiegł z miejsca wypadku, by później mógł uczciwie powiedzieć, że nic nie widział, a doniesienia medialne były w przeważającej części nieobiektywne. Portrety kierowców czekających na czerwonych światłach w całej Polsce będzie sukcesywnie udostępniać opinii publicznej policja. Na pewno podniesie to bezpieczeństwo konwojów rządowych.

Dobrze jest też wiedzieć, że (pisze „Gazeta Prawna”) za występy polityków PiS uczelnia ojca Rydzyka pobiera od słuchaczy opłatę za wstęp. Macierewicza przed rajdem wyceniono na 60 zł od osoby. Po wypadku stawka z pewnością pójdzie w górę.

Wolności trzeba bronić, powiedział karbowy w filharmonii. Inną koncepcję (za 40 zł od osoby) ma chyba minister Waszczykowski. – Drugiej Jałty nie będzie – poinformował. – Wprawdzie Trump będzie dogadywał się ze światem (czyt. z Putinem), ale nie kosztem Polski.

Skąd ta pewność? Z wielu oświadczeń amerykańskich leżących na biurkach w MSZ, wtrąca nasz wielki dyplomata. A biurek ciągle przybywa – dodaje. Pamiętam, że gdy miałem dwa lata, przemawiał do mnie marszałek Śmigły-Rydz. Uspokajał, że o moją niebieską koszulkę nie muszę się martwić, bo nie oddamy wrogom ani guzika.

Dziś Waszczykowski i Macierewicz ględzą w duecie, że obca agresja nigdy Polski nie dotknie. Daj Boże. Jednak wydawanie budżetu MON na 30 wypasionych limuzyn i tzw. obronę terytorialną jest tragicznym nieporozumieniem. Co prawda zostały nam jeszcze myśliwce F-16 (z czasów III RP), lecz ich piloci zaczęli odchodzić z wojska. A wyszkolenie jednego takiego specjalisty kosztuje tyle co 15 pojazdów Macierewicza.

Czeka nas wybuch wolności, jesteśmy coraz bliżej prawdy – powtarza radośnie karbowy. I na brzozowej gałęzi, z którą nie zderzył się samolot w Smoleńsku, nacina sobie kolejne zwycięstwo.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną