Społeczeństwo i politycy zaczynają być zadowoleni, że to Kościół ma problem

Sekret papieski
Rozmowa po watykańskim szczycie przeciwko pedofilii z koordynatorem ochrony dzieci i młodzieży z ramienia episkopatu Polski, ks. dr. Adamem Żakiem, jezuitą.
Debata o kryzysie pedofilskim w Kościele pokazuje, że potrzeba również zmian systemowych, instytucjonalnych, które by pomogły reagować na zło szybko i skutecznie.
Pixabay

Debata o kryzysie pedofilskim w Kościele pokazuje, że potrzeba również zmian systemowych, instytucjonalnych, które by pomogły reagować na zło szybko i skutecznie.

Ks. dr Adam Żak
Grażyna Myślińska/Forum

Ks. dr Adam Żak

ADAM SZOSTKIEWICZ: – Delegatem polskiego Kościoła rzymskokatolickiego na szczyt miał być szef episkopatu, abp Stanisław Gądecki, ale poważnie zachorował, i zastąpił go jego zastępca, abp Marek Jędraszewski. Ojciec był jego asystentem podczas obrad i obserwował je z kuluarów. Jak reagował?
ADAM ŻAK: Był pod ogromnym wrażeniem spotkania, wystąpień, dyskusji. I świadectw ofiar odtworzonych czy wypowiedzianych osobiście przed biskupami.

Pięknie, ale gdy wybuchła sprawa abp. Paetza, to Jędraszewski jako jego ówczesny bliski współpracownik świadectw ofiar ordynariusza nie chciał słuchać. Czy to nie podważa jego wiarygodności?
Prawdopodobnie znamy tylko część prawdy o tamtej sprawie.

Ale przecież tak się zwykle rozmywa sprawy pedofilii i przestępstw seksualnych w Kościele?
Nie o to mi chodzi. Mnie po prostu przy tym nie było i nie mam żadnych źródłowych informacji na ten temat.

Zachodnie media katolickie, że przekaz ze szczytu jest jasny, ale obserwatorzy ze środowisk osób skrzywdzonych uznali spotkanie za zmarnowaną szansę.
Do praktyki organizacji osób pokrzywdzonych należy wywieranie presji na Kościół, żeby ich sprawa szła szybciej. Nie spodziewałbym się od nich kadzenia czy laurek. Uważam, że mają prawo oczekiwać postępu. I ten postęp jest. Trzeba pamiętać, że te organizacje zrzeszają głównie ofiary przestępstw zwanych historycznymi, sprzed wielu lat, kiedy sytuacja, także kulturowa, była całkiem inna. Rozwiązywanie tych spraw jest szczególnie trudne.

Dlaczego?
Bo Kościół to jest struktura globalna. W małej organizacji pozarządowej łatwiej jest w razie potrzeby wykonać manewr naprawczy.

Stąd ta metafora o wielkim okręcie potrzebującym czasu na zmianę kierunku?
Tak, z tym, że tu mówimy o żywym organizmie, o poszczególnych Kościołach i tradycjach i związanych z nimi różnych uwarunkowaniach historycznych, różnych percepcjach rzeczywistości społecznej, różnych mentalnościach, czasem wspólnych, a czasem zupełnie odrębnych. Mówimy o potrzebie głębokiej zmiany mentalności, której nie da się osiągnąć tylko poprzez prawo. Mówimy o sprawie tak żywo dotykającej ludzi, że uruchomiającej reakcje zaprzeczania, wypierania, usprawiedliwiania, rozmywania. To jest cały ciąg i nim dojdzie do etapu, który socjologia nazywa instytucjonalizacją problemu, to upływa wiele lat. Tak było także w krajach o wysokiej kulturze transparentności, jak choćby w USA.

No dobrze, ale tam w końcu sobie poradzono. Ofiarom wypłacano odszkodowania, przeproszono, otoczono wsparciem duszpasterskim; winnych, jeśli to było możliwe, osądzono; archiwa otworzono.
Ale szło to długo i opornie, a „wierchuszki” nie ruszono. Dopiero teraz doszło do wydalenia z Kościoła byłego kardynała McCarricka. W tak nabrzmiałych społecznie i emocjonalnie sprawach potrzebna jest masa krytyczna. Ona musi się zrodzić wewnątrz, na poziomie wspólnot, które też są przecież w tej sprawie podzielone. Podziały są silniejsze w krajach tradycyjnie katolickich, niż w krajach, gdzie katolicyzm jest w mniejszości.

Od kogo zależy, żeby ta masa krytyczna ruszyła?
Od szefostwa, od władzy kościelnej. Dlatego papież wezwał na szczyt szefów konferencji episkopatów w nadziei, że będą dobrymi przekazicielami treści i ducha konferencji do biskupów.

Jednak debata o kryzysie pedofilskim w Kościele pokazuje, że potrzeba również zmian systemowych, instytucjonalnych, które by pomogły reagować na zło szybko i skutecznie. W szczególności chodzi o to, kto kontroluje kontrolera, czyli biskupów.
Tak, chodzi o to, co Anglosasi nazywają accountability, potrzebą odpowiedzialności, przejrzystości, zdawania sprawy ze swego włodarstwa. Mówił o tym na szczycie bardzo konkretnie kardynał Cupich. Proponował rozpisaną na konkretne punkty procedurę ułatwiającą pociąganie do odpowiedzialności kościelnej biskupów, którzy nie podjęli działania w znanych im sprawach przestępstw seksualnych, albo podjęli błędnie.

No tak, ale sam Franciszek już cztery lata temu zaakceptował projekt utworzenia watykańskiego trybunału dla takich opieszałych biskupów, a trybunału ciągle nie ma. A na scenę powinna wkroczyć jakaś kontrola całkowicie niezależna od władzy kościelnej, tak jak stało się to w Irlandii?
Generalnie mogę się zgodzić. Tylko że w realiach polskich, gdzie wszystko stało się przedmiotem bezpardonowej walki politycznej albo propagandy, ta droga by nas prowadziła donikąd. Podam bliski mi przykład instytucji rzecznika praw dziecka i tego, jak potraktowano propozycję poprzedniego RPD dotyczącą budowania narodowej strategii ochrony małoletnich przed przemocą i jak wyłaniano jego następcę. Jak w takiej sytuacji można oczekiwać, że będzie w Polsce działała niezależna instytucja zdolna zgromadzić informacje pomocne w walce z przestępstwami seksualnymi? Albo sprawa raportu, czy właściwie prasówki, fundacji „Nie Lękajcie się”. Jednego dnia posłanka Scheuring-Wielgus wręcza go w Watykanie papieżowi, następnego zapowiada, że chciałaby wytoczyć proces Kościołowi w Trybunale Haskim i tak zaczyna swoją kampanię wyborczą.

To może Kościół powinien opublikować własny raport, a nie od razu dezawuować inny?
Sam to od lat postuluję. Ale nastawienie jest takie, że wszyscy z góry wiedzą, że to będzie do niczego. To jest ten nasz polski problem nieufności i podejrzliwości. Teraz pracujemy nad danymi statystycznymi z lat 1990-2018, które przekazują nam diecezje i zakony męskie. I słyszymy, że Niemcy nad takim raportem pracowali osiem lat, czyli że od nas oczekiwało się tempa ekspresowego, aby teraz nam powiedzieć, że to niemożliwe, by w krótkim czasie mogło powstać coś rzetelnego. Raport statystyczny, odzwierciedlający to, co w kuriach jest udokumentowane, powinien być gotowy za kilka miesięcy.

Uważa Ojciec, że statystyki będą wiarygodne?
A jak inaczej? To jest żmudna praca, bo trzeba na przykład precyzować u źródła pojęcia używane w odpowiedziach na naszą ankietę – czy słowo użyte oznacza, że sprawa została przedawniona, czy coś innego. A państwo nie prowadzi rejestrów skazanych z podaniem ich zawodu, czyli też nie pomoże. Można się więc spodziewać, że nasz raport będzie budził opór w środowisku duchownych m. in. dlatego, że statystyk dotyczących innych zawodów nie ma, więc czemu publikować statystyki księży przestępców seksualnych?

A jednak widok Franciszka całującego w rękę przedstawiciela fundacji pomagających ofiarom pedofili w sutannach chyba powinien dać Kościołowi w Polsce do myślenia?
Kościół w Polsce musi się włączyć w politykę przejrzystości i odpowiedzialnego działania. Ale czy uważa pan, że media są tu bezstronne? Moimi wypowiedziami nieraz manipulowano.

Ubolewam, ale z kolei media kościelne temat pedofilii albo przemilczają, albo unieważniają, bo przedstawiają jako atak na wiarę i Kościół.
Widzę w środowiskach duchownych i parafian ogromne deficyty wiedzy, ale widzę też, jak się one zamykają, gdy podlegają konfrontacji. Ludzie mają swoje emocje, lęki, oczekiwania, a ton agresywny wydłuża w nich fazę odrzucania i wypierania. Mam spore doświadczenie w kontaktach z osobami pokrzywdzonymi. Wiedzą, że muszą się liczyć z tym, że ich personalia mogą być ujawnione, a miejsce zamieszkania zlokalizowane. To jest bardzo hamujące.

Czytaj także: Czy da się wyleczyć pedofila?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną