Kraj

Ziobro będzie dalej „reformował” sądy. Aż do zapaści

Zbigniew Ziobro Zbigniew Ziobro Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
Minister-prokurator generalny planuje dalszy etap „reformy”, który pomoże usunąć z zawodu sędziów zagrażających Polsce i Polakom. Usunąć w sposób szybszy i łatwiejszy niż żmudne postępowania dyscyplinarne.

Nie ugniemy się, nie oddamy naszej suwerenności – takie jest przesłanie konwencji Solidarnej Polski. Oddaniem suwerenności byłoby wycofanie się, pod naciskiem Unii Europejskiej, z „reformy” wymiaru sprawiedliwości, o czym napisał do uczestników konwencji w specjalnym liście Jarosław Kaczyński.

Walka o suwerenność jest heroiczna, a politycy Solidarnej Polski w europarlamencie niczym żołnierze wyklęci rzucają się na śmiertelny bój przeciw przeważającym siłom wroga: „Szanowne koleżanki i koledzy, zwracam się również do pana prezesa Kaczyńskiego i do pana, panie prezesie [Ziobro]. My tę bitwę w Parlamencie Europejskim uniesiemy. My damy radę. Róbcie swoje. Idźcie dalej po sprawiedliwość dla Polaków!” – mówiła łamiącym się ze wzruszenia głosem europosłanka Beata Kempa.

Ziobro nie pozostawił wątpliwości, że będzie zajadle i do ostatniego tchu zwalczał wroga, czyli sędziów: „Polska znalazła się w dramatycznym momencie, gdy bardzo wpływowa grupa sędziów w obronie swoich przywilejów wypowiedziała posłuszeństwo ustawom, konstytucji i polskiemu państwu. Za zakładników zdecydowała się wziąć miliony Polaków. Stwarzają stan zagrożenia anarchią i chaosem w polskich sądach”.

Czytaj też: Trzej muszkieterowie Ziobry

Kolejny etap „reformy”: spłaszczenie sądownictwa

Dlatego minister-prokurator generalny planuje dalszy etap „reformy”, który pomoże usunąć z zawodu sędziów zagrażających Polsce i Polakom. Usunąć w sposób szybszy i łatwiejszy niż żmudne postępowania dyscyplinarne. Nic nowego, mówił o tym już na początku 2016 r. zdymisjonowany wiceminister Łukasz Piebiak. Ten pomysł to „spłaszczenie” struktury sądownictwa. Miałyby zniknąć sądy rejonowe, a sędziowie byliby powołani od nowa i nie tak jak dziś, czyli na stanowisko w konkretnym sądzie, ale ogólnie – jako „sędziowie sądów powszechnych”.

Ponowne powołanie nie byłoby automatyczne, a więc to okazja do weryfikacji. Takie rozwiązanie pozwoliłoby ominąć konstytucyjną gwarancję nieusuwalności sędziego, bo art. 180 konstytucji pozwala przenieść sędziego bez zgody do innego sądu lub w stan spoczynku „w razie zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych”. O tym „konstytucyjnym” rozwiązaniu dla weryfikacji sędziów mówił jakieś pół roku temu sam Kaczyński.

Dlaczego PiS tego jeszcze nie zrobił? Powody mogą być dwa. Po pierwsze, to skomplikowane przedsięwzięcie logistyczne, które – jak niesławna reforma Gowina polegająca na przyłączaniu małych sądów do większych (po roku cofnięta) – spowoduje chaos i przewlekłość postępowań. Po drugie – skąd wziąć nowych sędziów po usunięciu tych o „niewłaściwej” postawie ideowej? Powiedzmy, że usunie się tylko 5 proc. – to już ok. 500 osób. Do tego dochodzą istniejące wakaty – również kilkaset. Kto miałby przyjść na to miejsce? Zawód sędziego stał się – w wyniku represji i politycznych nacisków – zawodem wysokiego ryzyka. Któremu adwokatowi czy radcy chciałoby się na to narażać? No, chyba że dla posady w Sądzie Najwyższym. Może prokuratorzy byliby chętni, ale kto w takim razie zostanie pracować w prokuraturze? PiS liczy na asesorów. Ale młodzi prawnicy też nie garną się do sądownictwa. Po co im ciężka praca i upokorzenia?

Czy w związku z tym rząd nie zrealizuje planu? Niekoniecznie. Władza już udowodniła, że nie liczy się z nikim i z niczym w realizacji swoich zamierzeń. W szczególności nie liczy się ze skutkami w postaci zrujnowania do reszty wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Ewa Siedlecka: Kto w Polsce sądzi i wydaje wyroki? Sędziowie czy PiS?

Ziobro chwali się „osiągnięciami”

Na nadzwyczajnej konwencji Solidarnej Polski przedstawiono krótki filmik na temat dotychczasowych osiągnięć „dobrej zmiany” w tym zakresie. Akcentowano – także w wystąpieniach – „obronę dzieci”, a w ramach tego „rejestr pedofilów” (raczej sprawców niektórych przestępstw seksualnych), zakaz wydawania dzieci za granicę przed wyrokiem polskiego sądu i zakaz odbierania ich z powodu biedy. Ten ostatni ma charakter wyłącznie propagandowy. W istocie dzieci nie odbierano wyłącznie z powodu biedy (nie pokazano takiego przypadku). Zwykle w grę wchodził też alkoholizm i rażące zaniedbanie, czasem znęcanie się. A „odbieranie” najczęściej było tymczasowe, do momentu ustabilizowania się sytuacji w domu rodzinnym. Tak było w wymienionym na konwencji przypadku państwa Bajkowskich, gdzie w grę wchodziły takie metody wychowawcze jak przywiązywanie dzieci do budy. Wróciły do rodziców, gdy ojciec zgodził się pójść na psychoterapię.

Natomiast „rejestr pedofilów” prawnie skonstruowany jest tak, że w jego publicznie dostępnej części nie ma skazanych księży. PiS uchwalił też w sierpniu zeszłego roku powstanie „Państwowej Komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15”, która ma badać zgłaszane jej przypadki i decydować o wpisywaniu ustalonych do „rejestru”. W ten sposób PiS zareagował na film braci Sekielskich o pedofilii w Kościele i na raport Watykanu. Komisja ma się składać z siedmiu członków: trzech powołanych przez Sejm, jednego przez Senat i po jednym członku powołanym przez prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka. Nie powstała do dziś. A pierwszy raport ma wydać w rok od wejścia ustawy w życie, czyli 25 września 2019 r.

Reformy szczątkowe i brzmiące jak żart

Kolejne punkty w dorobku „dobrej zmiany” w resorcie to walka z mafiami vatowskimi, wzrost o 108 proc. oskarżeń o korupcję (pytanie, czy skończą się skazaniem, bo oskarżyć można na podstawie złośliwego pomówienia) i 3 mld 800 tys. zł zabezpieczeń majątkowych w ramach postępowań karnych (znowu pytanie, ile z nich trzeba będzie po latach zwrócić, jeśli zarzuty okażą się nieuzasadnione). A także reforma komornicza, dzięki której jest mniej skarg na komorników. Tu rzeczywiście ograniczono przepisami możliwość nadużyć, choć mniej skarg może być spowodowanych także tym, że po dużej fali krytyki, jeszcze za rządów PO-PSL, samo środowisko może bardziej pilnować zasad.

Ziobro pochwalił się też „reformą procedury cywilnej”, chociaż to, co przeprowadzono, to reforma w formie szczątkowej. Najlepiej świadczy o tym fakt, że postępowania cywilne w sądach rejonowych się wydłużyły (w 2015 r. – cztery miesiące, w 2018 – 5,5; danych za 2019 r. nie ma). A średni czas rozpatrywania wszystkich spraw w sądach rejonowych wydłużył się z ok. 4,2 miesiąca do 5,4.

Kolejne osiągnięcie: „133 mln na pomoc pokrzywdzonym, w tym 25 mln dla organizacji pozarządowych” – oczywiście tych, które mają odpowiedni profil ideowy. I tu wypada przywołać raporty NIK z kontroli Funduszu Sprawiedliwości, z którego ministerstwo rozdaje tę pomoc: NIK oceniła jako „niecelowe i niegospodarne" udzielenie 33 mln 272 tys. zł dotacji, czyli 86 proc. skontrolowanych wydatków (kontrolowano wyrywkowo). Zakwestionowano m.in. 24 mln 123 tys. zł na kamizelki odblaskowe z logo Funduszu Sprawiedliwości, które dostała Fundacja Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Życia. Resort Ziobry zasilał też pieniędzmi dla ofiar przestępstw Straż Pożarną i CBA.

Na konwencji chwalono się obniżeniem stawek za pomoc adwokacką. Ale już nie podniesieniem opłat sądowych. Elektronicznymi księgami wieczystymi – co przygotowywano w resorcie w czasach sprzed Ziobry. I „najlepszą ochroną zwierząt od lat” (tu wymieniono podniesienie kar za znęcanie), co w świetle eksterminacji dzików i ostatnio uchwalonych przepisów chroniących wolność polowań brzmi jak ponury żart.

Niezaprzeczalnym sukcesem resortu jest natomiast wprowadzony przez byłego wiceministra Patryka Jakiego program podniesienia zatrudnienia skazanych.

Czytaj też: Sądy przejęte. „Niezłomny” Duda podpisał ustawę

W sądach już brakuje sędziów

Sądownictwo przeżywa za rządów PiS zapaść nie tylko z powodu bezprzykładnych akcji władzy przeciwko sędziom i zmian odbierających im samorządność – takich choćby jak tzw. ustawa kagańcowa, w świetle której mianowani przez ministra prezesi i wiceprezesi przejmują sędziowskie ciała kolegialne: Kolegia i Zgromadzenia.

Brakuje także sędziów do orzekania, bo minister Ziobro przez pierwsze dwa lata urzędowania, czyli do ukonstytuowania się neo-KRS, wstrzymywał obsadzanie wakatów. Trzymał je m.in. dla asesorów, na których powołanie i dalszą karierę ma wpływ. Polityka korumpowania delegacjami do ministerstwa i sądów wyższych instancji dezorganizuje pracę przede wszystkim sądów rejonowych, które sądzą 90 proc. spraw. Sędziowie rejonowi mają nawet po tysiąc spraw w referacie.

Ministerstwo nie ujawnia aktualnych danych o wakatach, ale w 2018 r. we wszystkich sądach było ich 801, czyli 8 proc. Wakatów w sądach rejonowych, według danych za 2018 r., było „zaledwie” 244, ale w tej liczbie nie ma miejsc zablokowanych przez delegowanych do resortu i wyższych instancji, bo nie są uznawane za wakaty. Delegacje potrafią trwać latami, a stanowiska nie można zapełnić.

Masowo odchodzą asystenci sędziów i obsługa biurowa. Mimo wywalczonych protestami 400-złotowych podwyżek ich sytuacja płacowa nadal jest fatalna. W niektórych sądach na cały wydział jest jeden asystent. Brak obsługi sekretarskiej, bo więcej można zarobić na przysłowiowej kasie w Biedronce. A to właśnie brak personelu pomocniczego jest najważniejszym powodem przewlekłości w polskich sądach (która zresztą mieści się w unijnej średniej). Rozprawy odwołuje się z braku protokolantów. Według zeszłorocznych informacji z resortu w apelacji białostockiej z 1814 spraw spadło z wokandy z tego powodu 90, w łódzkiej na 4767 – 1036, w szczecińskiej na 1629 – 194, w rzeszowskiej na 921 – 192, w krakowskiej na 2719 – 410, w katowickiej na 3239 – 52, a w przypadku apelacji warszawskiej na 1595 – 132. Niektórzy sędziowie sami protokołują rozprawy i sami wysyłają zawiadomienia do stron.

Właśnie zaczęły się kolejne cztery lata rządów PiS, koalicjantów i ich „reformy” wymiaru sprawiedliwości. Gdy zapaść, którą na razie odczuwają głównie przywaleni pracą sędziowie i pracownicy sądów, stanie się dramatycznie odczuwalna dla klientów sądów, telewizja rządowa poinformuje zapewne, że to wynik lenistwa „nadzwyczajnej kasty”, która zamiast sądzeniem zajmuje się „obroną własnych przywilejów”, politykowaniem i knuciem przeciwko suwerenności Polski. Tak jak w PRL kiepskie plony ziemniaków tłumaczono rozrzucaniem stonki na polach PGR-ów przez amerykańskich imperialistów.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Jak leczyć wyleczonych z raka

Pokonanie nowotworu nie oznacza końca leczenia. Rak staje się chorobą przewlekłą, wymagającą wielu lat szczególnego wsparcia. Zwłaszcza gdy coraz częściej przydarza się w młodym wieku.

Paweł Walewski
22.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną