Kraj

Wybory 28 czerwca. PiS to policzył co do jednego dnia

Prezes PiS nie widzi innej możliwości – wybory mają się odbyć 28 czerwca. Prezes PiS nie widzi innej możliwości – wybory mają się odbyć 28 czerwca. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Jeśli mamy zachować ciągłość władzy prezydenckiej, to wybory muszą się odbyć 28 czerwca. Tylko czy da się je w tak krótkim czasie dobrze przygotować? Szef PKW ma poważne wątpliwości.

Prezes PiS nie widzi innej możliwości – wybory mają się odbyć 28 czerwca. Każdy tydzień oddala partię od zwycięstwa Andrzeja Dudy, a bez „swojego” prezydenta Jarosław Kaczyński nie bardzo wyobraża sobie rządzenie. Skutki kryzysu pandemiczno-gospodarczego są coraz bardziej odczuwalne, a Polacy mogą wyrazić swoje niezadowolenie na karcie do głosowania.

Podkast „Polityki”: Jakie będą wybory prezydenckie?

Dni policzone, terminy skrócone

6 sierpnia mija kadencja Dudy, więc do tego czasu trzeba dokonać wyboru i zaprzysiąc nową (starą?) głowę państwa. Konstytucja nie przewiduje bowiem braku prezydenta z powodu nieodbycia się wyborów – i dobrze. Wyjściem byłoby wprowadzenie stanu nadzwyczajnego i przedłużenie kadencji, ale zdaniem PiS nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Jeśli z kolei wybory nie odbyłyby się w czerwcu, to po 6 sierpnia – jak twierdzi m.in. konstytucjonalistka Anna Rakowska-Trela – Duda powinien zrzec się urzędu, a jego obowiązki sprawować tymczasowo marszałek Sejmu.

PiS jednak chce za wszelką cenę doprowadzić do głosowania 28 czerwca. Wskazują na to m.in. terminy zapisane w ustawie o hybrydowych wyborach prezydenckich. Kaczyński i jego współpracownicy wszystko dokładnie policzyli. Drastycznie skrócono czas na składanie protestów wyborczych (z 14 do trzech dni) i stwierdzenie ważności wyborów dla Sądu Najwyższego (z 30 do 21 dni). Na te czynności po wyborach będą 24 dni, do tego dwa tygodnie między pierwszą i drugą turą – razem 38 dni. Dokładnie tyle, ile dzieli daty 28 czerwca i 5 sierpnia.

Wybory „w pełnej krasie”? Nie da się

Szef PKW Sylwester Marciniak ma wątpliwości, czy to się powiedzie: „Do 28 czerwca pozostał ponad miesiąc. Gdyby dzisiaj ustawa była ogłoszona w Dzienniku Ustaw i weszła w życie, to wydaje się, że byłoby to możliwe do zrealizowania”. Senat przyjmie ustawę najwcześniej w przyszłym tygodniu. Będą poprawki, więc wróci do Sejmu i najpewniej w czwartek 28 maja trafi na biurko prezydenta.

Szef PKW przypomniał, że poprzednia ustawa wyborcza weszła w życie 9 maja, przeddzień wyborów: „Mam nadzieję, że ten scenariusz nie zostanie powtórzony i że historia z poprzednią ustawą nauczyła nas, że trzeba usiąść i dojść do konsensusu. Cały czas liczę na otrzeźwienie klasy politycznej i takie unormowanie kalendarza wyborczego, że umożliwi przeprowadzenie wyborów w pełnej krasie, czyli ewentualnie z drugą turą, ze stwierdzeniem ważności przez SN”. Jego zdaniem jest jeszcze szansa, żeby zdążyć z zaprzysiężeniem nowego prezydenta przed upływem kadencji Dudy. Ale coraz mniejsza – każdy dzień zwłoki powoduje spiętrzenie kolejnych czynności wyborczych.

Wiadomo, że kalendarz ustali według wytycznych PiS Elżbieta Witek, a powinien on dawać realne szanse komitetom, by zebrały podpisy (nowym kandydatem jest przecież Rafał Trzaskowski). Mowa aż o 100 tys. podpisów. PKW musi mieć też czas na ich weryfikację – sprawdzenie list jednego kandydata zajmuje średnio trzy dni.

Wina Tuska, Budki, Grodzkiego...

PiS zastawił pułapkę na konkurentów Dudy. Dopóki ustawa o wyborach leży w Senacie, żaden kandydat nie może robić kampanii, zbierać podpisów, wydawać pieniędzy. Tymczasem nowy wicemarszałek Senatu PiS Marek Pęk znów wini opozycję: „Oczekujemy, abyśmy dzisiaj usłyszeli od marszałka Grodzkiego, że na początku przyszłego tygodnia zwołuje posiedzenie plenarne Senatu. Jeśli tak będzie, to czasu starczy na wszystko. Czasu starczy również prezydentowi Trzaskowskiemu na zbieranie podpisów”.

Przemysław Czarnek, który ma za zadanie sprawnie i bez zbędnych poprawek wyprowadzić ustawę z parlamentu, stwierdził, że jeśli Senat będzie zwlekał, to zabraknie czasu. A wtedy „wszystkie pretensje i wszystkie pytania o ilość dni na zbieranie podpisów przez Rafała Trzaskowskiego i innych kandydatów proszę kierować do marszałka Grodzkiego. To od niego dzisiaj i od większości senackiej zależy, ile tych dni na te podpisy będzie”. Dodał, że marszałek Witek zarządzi taki kalendarz wyborczy, na jaki pozwoli wyższa izba parlamentu.

PiS z jednej strony chce wymusić na Senacie szybkie prace, ale można też odnieść wrażenie, że szuka winnego na wypadek, gdyby wybory znów okazały się blamażem – tak jak Sasinowe niewybory 10 maja. Jeśli będą kłopoty z kartami, z dostarczeniem ich do tych, którzy zechcą skorzystać z opcji głosowania korespondencyjnego, jeśli wzrośnie liczba zachorowań wśród osób pracujących w komisjach (tak było przecież w Bawarii), jeśli pojawią się zarzuty organizacji międzynarodowych, że wybory nie spełniają standardów demokratycznych, to wiadomo, czyja to będzie wina. A czasu na wszystko jest naprawdę bardzo mało.

Czytaj także: Trzaskowski wchodzi do gry

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Niespotykanie niewidoczny człowiek. Minister Kościński

Tadeusz Kościński przyjął tekę ministra finansów, ale się nie cieszy. Nominacji nie zawdzięcza swoim kompetencjom, ale temu, że już w 2015 r. znalazł się w drużynie Morawieckiego. Teraz musi znaleźć pieniądze na wydatki projektowane na Nowogrodzkiej.

Joanna Solska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną