Kraj

Zaskakujący wywiad. Polska robi zwrot w sprawie wojsk USA z Niemiec?

Amerykańscy żołnierze podczas ćwiczeń w niemieckiej Nadrenii-Palatynacie Amerykańscy żołnierze podczas ćwiczeń w niemieckiej Nadrenii-Palatynacie COVER Images / Zuma Press / Forum
Ambasador Polski przy NATO mówi, że Warszawa wcale nie stara się o wojska USA przenoszone z Niemiec. Dzień wcześniej Pentagon zatwierdził plan relokacji jednostek, o których Trump mówił, że mogą trafić do nas.

Wywiad ambasadora Tomasza Szatkowskiego dla Teri Schultz, amerykańskiej dziennikarki zajmującej się m.in. NATO, jest co najmniej zastanawiający. Polski ambasador w sojuszu mówi bowiem, że według jego wiedzy Polska nie prowadzi żadnych konkretnych rozmów ze Stanami Zjednoczonymi na temat przeniesienia wojsk z Niemiec. Mało tego, Szatkowski stwierdza, że nie było na ten temat rozmów w czasie ostatniej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie.

Wszyscy słyszeli, jak na konferencji prasowej w Białym Domu Trump w obecności Dudy wspominał o przenoszeniu wojsk z Niemiec do Polski. Szatkowski tymczasem przekonuje, że Polska nie ma z tym pomysłem nic wspólnego. Zupełnie jakby przez ostatnie półtora roku on osobiście, Ministerstwo Obrony ani Pałac Prezydencki nie byli zaangażowani w przedsięwzięcie, które dziś kojarzone jest właśnie z wycofaniem USA z Niemiec.

Czytaj też: Skąd się w Niemczech wzięli Amerykanie? Niezwykła historia

Jak to było z Amerykanami

Przypomnijmy pokrótce historię rozmów rządu PiS z USA. Prawica zarzucała poprzednikom nieudolność, a nawet blokowanie „baz USA w Polsce”, ale nim doszła do władzy, NATO już planowało wielonarodowe oddziały dla wschodniej flanki, a Amerykanie wysyłali do nas pancerną brygadę.

PiS chciał jednak więcej. W maju 2018 r. Onet ujawnił, że Polska oferuje Amerykanom w rejonie Torunia i Bydgoszczy bazę dla dywizji wojsk lądowych. Pentagon nie zareagował, za to obiecał raport dla Kongresu na temat rozmieszczenia u nas sił wielkości brygady (drugiej, bo od stycznia 2017 r. była w Polsce rotacyjna brygada pancerna). Raport nigdy nie powstał, a Polska zainicjowała nowe rozmowy z administracją Trumpa.

Ostatecznie w czerwcu 2019 r. prezydenci obu krajów uzgodnili, że po sfinansowaniu przez MON infrastruktury do Polski przyjedzie dodatkowy tysiąc żołnierzy. Trump wyraźnie mówił, że będą to żołnierze z Niemiec lub innych miejsc, bo nie zamierza do Europy wysyłać dodatkowych wojsk (co powtórzył w czasie ostatniego spotkania z Dudą). Szatkowski był wtedy wiceministrem obrony, szefem zespołu negocjującego zwiększenie liczebności wojsk USA w Polsce. Kiedy Teri Schultz przypomniała mu te deklaracje, tłumaczył zdziwionej dziennikarce, że Polsce od początku chodziło o dodatkowe wojska USA, a nie te z Niemiec.

Czytaj też: Atomowy straszak Putina. Czy Rosja użyje swojej broni?

Sojusznicza narracja

To prawda, że Duda przy Trumpie podkreślał, jak ważna jest dla całego NATO obecność wojskowa USA w Europie. Amerykańskiego prezydenta miał nawet prosić o niewycofywanie wojsk z kontynentu. Duda słyszał jednak dwukrotnie słowa Trumpa o ewentualności przeniesienia do nas wojsk USA z Niemiec i ani razu nie zaoponował, zresztą tak jak urzędnicy MON – w tym Tomasz Szatkowski, gdy był jeszcze w resorcie.

Prawdą jest też, że sojusznicza narracja to nie nowość – już w 2018 r. minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz mówił, iż przesuwanie do nas wojsk z Niemiec nie jest pożądaną opcją, a Warszawa preferuje dodatkowe jednostki w Europie. Tym niemniej staranie się o więcej żołnierzy u Trumpa, który od dawna sugerował redukcję kontyngentu w Niemczech, wywołało wrażenie – a u niektórych sojuszników przekonanie – że Polska chce wykorzystać sytuację ze szkodą dla zachodniego sąsiada.

Znaczące tweety pani ambasador

Zapewne do powstania takiego wrażenia przyczyniły się wpisy amerykańskiej ambasador w Polsce wprost sugerujące, że to do nas trafią wojska z Niemiec. Georgette Mosbacher pisała o tym w sierpniu 2019 r. i – co istotne – jej wpis został podany dalej przez samego Trumpa. Trudno w tym przypadku przyjąć, iż retweet nie oznacza poparcia. Od tego właśnie momentu w Europie zaczęto dyskutować – i często krytykować – polsko-amerykańskie układy wojskowe jako potencjalnie szkodzące NATO.

Jeszcze większe zaniepokojenie dało się słyszeć w tym roku, gdy jedna z notek pani ambasador sugerowała, że do Polski trafić może broń jądrowa USA składowana w Niemczech. Tu strona polska ucięła sprawę stosunkowo szybko, wcześniejszych oświadczeń nie komentowała. Najprawdopodobniej ktoś jednak przekonał panią ambasador, że taka dyplomacja nie służy sprawie – krótko po spotkaniu Duda–Trump w Białym Domu mówiła bowiem, że nie wie, skąd do Polski przyjadą dodatkowi żołnierze USA.

Czytaj też: Amerykańska broń jądrowa w Polsce? Nie łudźmy się

Zbieranie rozlanego mleka

Sytuacja wygląda na próbę zbierania wylanego mleka. Jeśli nawet Polska nie miała od początku intencji zaszkodzenia Niemcom przez dwustronne rozmowy z USA, to od dawna takie wrażenie mieli niektórzy zachodnioeuropejscy sojusznicy – i dzielili się tym wrażeniem z dyplomatami i środowiskiem eksperckim w Warszawie. Dziś plan wycofania części wojsk z Niemiec jest już faktem, a Warszawa ze wszystkich sił stara się odsunąć podejrzenie, że się do tego przyczyniła.

Czytaj też: Ciekawe pomysły i puste hasła. Duda podpisał strategię

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną