Kraj

To było starcie Armii Czerwonej z Armią Hamletów

Wieczór wyborczy Andrzeja Dudy. Pułtusk, 12 lipca 2020 r. Wieczór wyborczy Andrzeja Dudy. Pułtusk, 12 lipca 2020 r. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Te wybory przyniosą raczej zwątpienie za granicą, że Kaczyński to wypadek przy transformacyjnej pracy. I szlag trafi to całe przekonywanie, że jesteśmy normalnym zachodnim krajem.

To było starcie Armii Czerwonej z Armią Hamletów. Rząd nie spotkał się od 12 czerwca, a zamiast tego każdy z ministrów objechał dziesiątki miejscowości i na czele z premierem Morawieckim wręczał czeki w kolejnych małych miejscowościach, żeby zmobilizować wyborców. Po drugiej stronie był sam Trzaskowski z kilkoma politykami PO. Kandydaci opozycji i inni politycy pojechali odpoczywać na wakacje. Poza Robertem Biedroniem mieli nawet wielki problem, żeby poprzeć Trzaskowskiego, a tak przecież kochają demokrację liberalną i przejęci są jej niszczeniem przez PiS.

Wiesław Władyka: Pękło na pół. Trzecia RP kontra Polska Ludowa

Wygraliśmy sondaże i przegraliśmy wybory

Skoro Szymon Hołownia tak płakał do komórki nad konstytucją, to dlaczego nie pojechał w Polskę pomagać pokonać Dudę – regularnego gwałciciela konstytucji? Dlaczego miał tak wielki problem, żeby poprzeć Trzaskowskiego? Przecież jego ruch polityczny miałby sens tylko w przypadku jego zwycięstwa. Wtedy była szansa na erozję władzy i przyspieszone wybory. Za trzy lata śladu po Hołowni i jego ruchu nie będzie. Dzień po pierwszej turze zapadł się pod ziemię Władysław Kosiniak-Kamysz. Też wielki demokrata. Pojawił się na chwilę, żeby skrytykować kilku polityków PSL, którzy poparcie dla Trzaskowskiego wyrazili.

Gdzie zniknęliście, panowie? Jak wygrać, jeśli opozycja od lat nie może w godzinie próby stanąć razem? Chociaż raz i na końcu. Kto nam na Zachodzie będzie chciał pomagać, jeśli opozycja nie potrafi się wspierać w momencie największego zagrożenia? Owszem, można znaleźć też deficyty samej kampanii Trzaskowskiego, ale najwięcej deficytów szukałbym po stronie pozostałych liderów opozycji.

Po raz kolejny wygraliśmy sondaże i przegraliśmy wybory. Sondaże pokazują rozkład poparcia, ale nie pokazują, kto pójdzie do wyborów. Polską rządzi radykalna mniejszość, która jest po prostu bardziej zdyscyplinowana. Duda wygrał tylko na wsi, przegrał w małych, średnich i dużych miastach, ale i tak zdobył tam sporo poparcia. Wyborcom PiS i Dudy bardziej zależało.

Nie mogę słuchać tych zachwytów nad wysoką frekwencją, że to jest święto demokracji. To była wojna domowa, a nie żadne święto demokracji. Do urn zerwali się po obu stronach ci, którzy drugich uważają za wrogów Polski. To nie było obywatelskie spełnienie powinności wobec wspólnoty, tylko walka na wyniszczenie. Wyborców mobilizowano budzeniem nienawiści i wywoływaniem zagrożenia. Oni chcą zniszczyć nas, bo dali sobie wmówić, że geje im dzieci będą seksualizować, zabiorą pieniądze i oddadzą je Żydom. A my rzuciliśmy się z obawy, że zniszczą resztki porządku prawnego, media prywatne i doprowadzą do całkowitej izolacji międzynarodowej. Tak wygląda święto demokracji?

Czytaj też: Wyniki PKW z 99,97 proc. komisji. Duda wygrywa

Oni wciąż są bardziej kreatywni

Trzeba powiedzieć, że to była najlepiej zorganizowana kampania PO po 2015 r. Okazuje się, że ten krytykowany stale w bańce lewicowo-liberalnej duopol to jedyne poważne partie w Polsce.

Jeśli szukać w kampanii Trzaskowskiego problemów, to brakowało jednego chwytliwego pomysłu. Opozycyjnego 500 plus. Żłobki i przedszkola oraz stypendia dla zdolnych na wsi (a co z niezdolnymi? tym nie należy pomagać?) to nie jest coś, co otworzy ludziom oczy. Oni wciąż są bardziej kreatywni, nawet jeśli to jest kreatywność w niszczeniu i populizmie. Nigdy nie rozumiałem tych zachwytów po naszej stronie, że Trzaskowski jest taki wykształcony i pięcioma językami mówi. „Na ch... nam to. Po angielsku będzie z nami rozmawiał?” – mówiono na wsi. Czy w chłopskim społeczeństwie arystokratyczne pochodzenie i najlepsze szkoły to naprawdę są atuty?

Ale determinacji, pracowitości Trzaskowskiemu i jego sztabowi nie da się odmówić. Brakowało jej za to u innych wielkich demokratów. Okazuje się, że demokracja kończy się tam, gdzie kończy się ich partia.

Czytaj też: Świat komentuje. Duda zwycięzcą w podzielonym kraju

Pięć celów Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński będzie teraz szukał zemsty na Gowinie, którego postara się oskubać z posłów i posłanek, a następnie wyskubać jakichś z Konfederacji i PSL-Kukiz ′16. Później zajmie się wszystkimi instytucjami, które są jeszcze niezależne od władzy. Tak by za trzy lata wybory były już tylko formalnością, a polska demokracja fasadą.

Jest pięć obszarów, których nie zdążył dokończyć. Ma na to trzy lata, więc może wszystko. W Sądzie Najwyższym czas działa na korzyść PiS, bo kolejni sędziowie będą odchodzić na emeryturę, a nowi będą już nominatami władzy. Zostanie jeszcze opór sędziów na dole, w ogromniej większości honorowych i niezależnych. Tylko że na nich czekają dyscyplinarki, a następcami mogą być (przynajmniej w części) oportuniści, których każdy w Polsce potrafił znaleźć.

Drugim kluczowym obszarem, który PiS będzie cisnął finansowo, są samorządy: przerzucał koszty „reform”, odbierał kompetencje, zmieniał prawo na niekorzyść. Trzecim – media prywatne. Jarosław Gowin już dziś rano zaczął wkupywać się z powrotem w łaski prezesa i oświadczył w Radiu Zet, że repolonizacja mediów jest dobrym kierunkiem. Nie ze wszystkimi pójdzie tak łatwo, bo TVN i częściowo Alex Springer należą do kapitału amerykańskiego. Polsat się już grzecznie podporządkowuje. Z niemieckimi mediami PiS sobie raczej poradzi. Ale największy opór mogą postawić czytelnicy. Kultura finansowania za pośrednictwem indywidualnych i cyklicznych wpłat dla takich mediów niezależnych jak „Krytyka Polityczna” czy OKO.press zaczęła się rozwijać i nasz los zależy od czytelników, a nie od PiS.

Czwartym obszarem, z którym nie pójdzie lekko, ale PiS będzie na pewno atakował, jest kultura. Na tym polu rządzi jeden z najbardziej zajadłych polityków władzy wicepremier i minister kultury Piotr Gliński, który z bezinteresownej nienawiści będzie dalej próbował przejmować teatry, muzea, odbierać datacje festiwalom i pismom. Praktycznie cała kultura w Polsce jest lewicowa, a na prawicy brakuje nawet grafomanów, którymi można byłoby cokolwiek obsadzić. Pisowscy artyści zmieściliby się w jednej windzie. Gliński jednak zawsze coś może chociaż sparaliżować albo zamknąć, jeśli nie da rady obsadzić swoimi.

Unia Europejska może odpowiedzieć, wprowadzając prawo uzależniające wypłatę funduszy europejskiej od respektowania reguły państwa prawa. Wydawało się, że Niemcy i Holandia straciły już cierpliwość i nie zamierzają dalej finansować autorytaryzmu w Polsce i na Węgrzech. Cztery lata to jednak akceptowały, więc uwierzę w zmianę tego monachijskiego appeasementu dopiero, gdy ją zobaczę. Niemcy za dobre interesy tu robią, żeby takie półdyktatury im naprawdę bardzo przeszkadzały. Przynajmniej są stabilne, gdy co drugi rząd w Europie chwieje się lub nie może sformować.

Czytaj też: Duda, Trump, dwa bratanki

To było samobójstwo demokratyczne

Te wybory przyniosą raczej zwątpienie za granicą, że Kaczyński jest tylko wypadkiem przy transformacyjnej pracy. I szlag trafi to całe nasze przekonywanie, że jesteśmy normalnym zachodnim krajem jak każdy inny za Odrą. Nie jesteśmy, niestety. Polska właśnie po raz trzeci w historii popełniła samobójstwo demokratyczne. I znowu trzeba będzie długo walczyć o chwilkę wolności.

Ewa Siedlecka: Smutny wybór, ale wybór

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rozmowa z lesbijkami, szczęśliwymi małżonkami

Gdy słyszę, że ktoś krzyczy za mną lesba, wzruszam ramionami i idę dalej. A nawet gdybym miała zareagować, powiedziałabym: tak, lesba, i co z tego? – rozmowa z Małgorzatą Rawińską i Ewą Tomaszewicz.

Joanna Cieśla
12.06.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną