Kraj

Już wszystko szło po naszej myśli, kiedy oni przyszli

Obrady Sejmu, 27 października 2020 r. Obrady Sejmu, 27 października 2020 r. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
„Ich” można obarczyć odpowiedzialnością za własną nieudolność w walce z pandemią. A to, że po „nas” choćby potop, to sprawa drugorzędna, byle władza była „nasza”.

Tytuł pochodzi chyba od Mariana Załuckiego, niegdyś znanego satyryka. Pewnie zgodziłby się dzisiaj, że „my”, wspaniały polski rząd, wyprzedzamy pandemię o krok (tak sądzi p. Gowin, a Książę Pan Konstanty, wojewoda mazowiecki – że nawet o kilka). Władza wszystko przygotowała, zorganizowała, wdrożyła zbilansowaną strategię ochrony zdrowia i gospodarki, reagowała błyskawicznie i „trafnie” przewidywała wydarzenia, nie mylili się np. p. Niedzielski w symbiozie z p. Pinkasem, bo przecież różnica między 1000–1500 zakażeń oczekiwanych przez obu futurologów a 9 tys. rzeczywistych ok. 15 października jest matematycznie nieistotna.

„Europa zazdrości nam rządu”

W kwietniu znany z obiektywizmu organ wPolityce.pl grzmiał: „Rządu zazdrości nam cała Europa, a Polska z 36 śmiertelnymi ofiarami koronawirusa jest jaśniejącą perłą na tle Europy i świata”. Niedawno p. Gowin oświadczył, że priorytet Polski w wyprzedzaniu pandemii o krok został uznany przez Komisję Europejską. Wspomniany Książę Pan nawet oględnie (jak na niego) stwierdził, że idzie nam nieźle, ale zaraz wyliczył mnóstwo sukcesów.

Tytułowe powiedzenie jest znakomitym wytłumaczeniem, dlaczego „my” nie poczuwamy się do odpowiedzialności, natomiast „oni” powinni jak najbardziej. „Oni” to opozycja, niekarni obywatele, a wedle p. Sasina i p. Terleckiego – część lekarzy (teraz władza prześciga się w komplementowaniu medyków, ale to musztarda po obiedzie). Przypomnę słowa p. Niedzielskiego, zacytowane w poprzednim felietonie: „Jestem przerażony brakiem odpowiedzialności osób prześcigających się w pomysłach na obejście obowiązujących obostrzeń. Nie szkodzicie tylko sobie, ale narażacie na niebezpieczeństwo innych – szczególnie osoby z grup ryzyka. To skrajny egoizm”. Już w felietonie 5 sierpnia napisałem: „dobrozmieńcy chcą przekonać, że to ludzie winni, a nie rząd”. Sprawdziło się, niestety.

Jak Polacy przestrzegają zasad

Dyscyplina społeczna jest oczywiście bardzo ważna w walce z epidemią. Społeczeństwa są populacjami statystycznymi i zawsze znajdzie się jakiś odsetek tych, którzy nie przestrzegają rygorów chroniących przed zakażeniem. W przypadku pandemii jest to szczególnie groźne z uwagi na charakter takich zjawisk – zakażenie jednej osoby może mieć i z reguły ma wpływ na stan zdrowia innych osób (np. wypadki samochodowe są najczęściej wzajemnie niezależne). Dlatego respektowanie zasad sanitarnych jest tak ważne.

Czytaj też: Lockdown na raty. Czy wyhamuje wzrost zachorowań?

Próbuje się nawet szacować „udział” poszczególnych czynników w rozwoju pandemii, np. p. Horban ocenia, że 70 proc. stanowią codzienne zachowania ludzi, 20 proc. – organizacja życia publicznego, w tym służby zdrowia, a 10 proc. – właściwości samego wirusa. Nie wiem, na czym opiera się krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych, a więc osoba związana z władzą, ale chyba minimalizuje drugi i trzeci czynnik, natomiast maksymalizuje pierwszy. Przypuszczalnie nie da się wyliczyć omawianego rozkładu w sposób nawet przybliżony, chociażby z uwagi na ich współdziałanie, ale nie ma wątpliwości, że zachowania ludzi mają poważne znaczenie. Wszelako sprowadzanie wszystkiego do niesubordynacji wobec nakazów sanitarnych jest grubym uproszczeniem, gdyż transmisja wirusa i rozmiary pandemii są efektem interakcji niemożliwych do uniknięcia nawet przy najostrzejszym lockdownie, zależą od gęstości zaludnienia, wielkości miast itd.

Dopiero na tym tle można oceniać respektowanie zasad bezpieczeństwa i inne wspomniane czynniki. W Polsce ponoć 25 proc. społeczeństwa nie wierzy w epidemię covid-19 lub bagatelizuje jej skutki, a 5 proc. otwarcie odmawia noszenia maseczek. To znaczy, że jakieś 9 mln Polaków ma lekceważący stosunek do koronawirusa, a ok. 1,6 mln ignoruje nakazy sanitarne. Obserwacja potoczna pokazuje, że bardzo wiele osób nie stosuje maseczek w sposób poprawny, w szczególności nie zakrywa nosa. A przecież chodzi nie tylko o maseczki, ale także o tzw. dystans społeczny i liczebność osób kontaktujących się w jednym miejscu.

Czytaj też: Jaką maseczkę wybrać? Przewodnik dla wkurzonych

Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie

Nie mając danych porównawczych, trudno ocenić, czy Polacy zachowują się bardziej nagannie niż obywatele innych państw. Warto jednak zastanowić się nad tym, dlaczego u nas jest, jak jest. Wielokrotnie wskazywano, że „polski”, tj. lekceważący stosunek do prawa ma długą tradycję. A teraz do tego dochodzi systematyczne niszczenie autorytetu prawa przez tzw. dobrą zmianę. I oto mamy skutek – w szczególnej sytuacji, wymagającej surowego przestrzegania zasad wprowadzonych drogą administracyjno-prawną.

Dalszym elementem wpływającym na niską świadomość pandemiczno-prawną Polaków jest zły przykład idący z góry. Ileż to razy p. Kaczyński i inni dobrozmieńcy okazywali wręcz ostentacyjne lekceważenie rekomendowanych przez siebie masek? Szczególnie naganna jest historia p. Dudy. Pomijając jego durnowate wypowiedzi o tym, że jedni lubią maseczki, a inni nie, czy o tym, że bezpieczniej iść do sklepu niż na wybory, okazało się, że sam zapadł na covid-19. Cóż, zdarza się nawet czasowemu rezydentowi Pałacu Namiestnikowskiego (dobra nazwa). Został poddany testowi. Przyczyną mógł być wychwycony kontakt z kimś zakażonym. Jeśli tak, to p. Duda winien odwołać wszelkie spotkania zaraz po powzięciu wiadomości o rzeczonym kontakcie, czego nie zrobił, a więc naruszył prawo.

Inna możliwość jest taka, że p. Duda jest testowany co jakiś czas, a więc traktowany w sposób specjalny, co także nie przynosi mu chluby. A skoro lepszy sort nie musi przestrzegać prawa, to nie ma powodu, by przeciętny obywatel miał postępować inaczej – przecież szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. Kolejny „impuls” dają instytucje kościelne. Mamy sporo interwencji policji w związku z naruszaniem zasad bezpieczeństwa w kościołach, biskupi niby apelują o rozwagę, co światlejsi wprowadzają dyspensę od praktyk religijnych, ale wiadomo, co jest wybrukowane dobrymi chęciami. A może jednak chodzi o tacę? Nadto hierarchowie sami dają zły przykład, by wspomnieć p. Jędraszewskiego czy sławne pozowanie do zdjęcia całego episkopatu bez maseczek, notabene skutkujące zakażeniem kilku biskupów.

Szczyt pandemii. Trzeba było działać wcześniej

Rozwojowi sytuacji do stanu obecnego (kilkanaście tysięcy zakażeń dziennie i sto kilkadziesiąt zgonów, a w możliwej perspektywie dwa lub więcej razy; p. Niedzielski rżnie teraz głupa, że rząd może i jest zaskoczony, ale brał to pod uwagę) sprzyjało sporo błędnych posunięć, np. praktyczne zawieszenie prac rządu z powodu jego nadaktywności w kampanii prezydenckiej na rzecz p. Dudy, stymulowanie wyjazdów na wakacje przez kolejne przekupstwo socjalne w postaci bonu turystycznego w sytuacji przewidywalnego przepełnienia miejsc wypoczynku (vide: obrazki z plaż), ignorowanie ostrzeżeń przed otwarciem szkół w trybie stacjonarnym (p. Piontkowski, współodpowiedzialny za to, został nagrodzony stanowiskiem wiceministra po rekonstrukcji rządu), nazbyt liberalne normy uczestnictwa w nabożeństwach czy pozwolenie na zawody sportowe z kibicami aż do ostatniej chwili przed ogłoszeniem całego kraju strefą czerwoną.

W konsekwencji wzrosła liczba interakcji, a to (patrz wyżej) jest głównym generatorem wzrostu zakażeń. Osobnym problemem jest służba zdrowia. Oczywiście nie da się naprawić wieloletnich zaniedbań w kilka miesięcy. Ale można było coś zrobić, np. wyszkolić więcej personelu, zmniejszyć biurokrację, uruchomić izolatoria i szpitale polowe przed nadejściem szczytu epidemii, a nie w jego trakcie, czy bardziej zaangażować wojsko i policję w działania antypandemiczne (armia jest na razie neutralna pod tym względem, a policja wystawia mandaty). Być może dość rozbudowane siły mundurowe uznawane są za rezerwę na wypadek, gdyby covid-19 zaczął nadmiernie „kosić” czołowych dobrozmieńców i ich familie. Ot, opróżni się szpital MSW w Warszawie, pacjentów drugiego sortu przeniesie się do tzw. Szpitala Narodowego i sprawa załatwiona. A p. Morawiecki nawija, że służby mundurowe walczą z pandemią na pierwszej linii frontu na równi z personelem medycznym. Wyjątkowa bezczelność! Nie wiadomo, jak rozwiąże się sprawę cmentarzy 1 listopada. Czyżby Srebrny Deweloper jeszcze nie zdecydował, czy chce powtórzyć spektakl otwarcia tylko jednego cmentarza i tylko dla niego? Rząd „płacze”, że nie ma wystarczających funduszy, ale jest to także efekt roztrwonienia rezerw na kiełbasę wyborczą, co jest kolejnym dowodem politycznego szaleństwa tzw. dobrej zmiany.

Od początku podawano niepełne dane o rozmiarach zakażeń, głównie wypływające ze zbyt małej liczby testów. A co gorsza, próbowano „im” (tj. nam) wmówić, że są rzeczywiste. Jakoś można zrozumieć taką propagandę, która ma przeciwdziałać panice, ale gorzej, gdy jest ona stowarzyszona z notorycznym łgarstwem, a przynajmniej mataczeniem w sprawie „oszałamiających sukcesów” i zaprzeczaniem oczywistym oczywistościom w sprawie przygotowań do drugiej fali.

Czytaj też: Otwarte cmentarze to będzie katalizator epidemii

Rządowe dyrdymały o wzrostach zakażeń

Do tego dochodzi wręcz porażający prymitywizm argumentacyjny czynowników tzw. dobrej zmiany. Wskazywałem na to wielokrotnie, ale nie zawadzi raz jeszcze. Pan Morawiecki co raz musi się tłumaczyć ze swoich słów o odwrocie wirusa i zachęcających do tłumnego udziału w wyborach zwłaszcza seniorów. Twierdzi, a pomaga mu w tym p. (Na)Dworczyk, jego główny giermek, że miał prawo do takiej opinii, bo wykresy pokazują, że sytuacja była wówczas (tj. ok. 30 czerwca) opanowana.

Porównując stosowne diagramy (i przyjmując dość ryzykowne założenie, że liczba testów pozwalała na właściwe oszacowanie) z 20, 25 i 29 czerwca, widzimy, że liczby zakażeń wynosiły odpowiednio 544, 298 i 247. Spadek między pierwszą i drugą datą był rzeczywiście wyraźny. Handlarz Pokościelnym Mieniem Bezspadkowym i jego giermek „przeoczają” (cudzysłów zamierzony), że rzeczona różnica wzięła się stąd, iż dał znać o sobie wcześniejszy lockdown Śląska. Natomiast druga różnica nie oznacza spadku, ale jest dopuszczalna z uwagi na naturalne fluktuacje w liczbie zakażeń.

Eksperci natychmiast zwrócili uwagę, że przyrost zakażeń jest liniowy, tj. wzrasta o pewną, mniej więcej stałą wartość, ale może radykalnie się zmienić w wyniku wzrostu kontaktów międzyludzkich, co też się stało także w wyniku nieodpowiedzialnej późniejszej polityki rządu, pokrywanej trwającymi do dzisiaj dyrdymałami o wypłaszczaniu krzywej itd. W tej sytuacji można, a nawet trzeba ocenić agitację p. Morawieckiego jako obrzydliwą i amoralną propagandę wyborczą.

Innym przejawem ignorancji dobrozmiennych czynowników jest natrętna gadanina o różnicach wśród ekspertów i związanych z tym trudnościach prognostycznych. Dwie rzeczy muszą być odróżnione, mianowicie: matematyczne modele epidemii i możliwe strategie zapobiegawcze. Te pierwsze bazują na rozumowaniach statystycznych i mogą dawać różne, aczkolwiek łatwo porównywalne wielkości. Natomiast przewidywanie działań społecznych chroniących przed pandemią i jej skutkami to inna sprawa i częściowo niezależna od twardych danych matematycznych. Pan Morawiecki i jego ferajna mieszają obie te rzeczy i biadolą, że niestety eksperci nie pomagają, bo różnią się. Ale dzielny rząd wie swoje.

Czytaj też: Gastrokryzys i wielka improwizacja rządu

Mały Mińsk na ulicach

Rząd wreszcie przyjął do wiadomości, że liczba zakażeń jest bliska krytycznej. Pan Morawiecki wygłosił orędzie 23 października, a jego nietęga mina w czasie tej oracji wyraźnie wskazywała na niepokój, a nawet przerażenie, chociaż zapewniał, że „my” panujemy nad zagrożeniem. Dobrozmieńcy prawią, że mamy odpowiednią liczbę respiratorów i miejsc szpitalnych, ale to jakoś koliduje z dramatycznymi informacjami od służb medycznych, peregrynacjami transportu chorych wymagających natychmiastowej interwencji od szpitala do szpitala czy już pierwszymi zgonami w karetkach w trakcie oczekiwania na wolne łóżko.

Do tego dochodzą trudne do zrozumienia decyzje oświatowe (dlaczego nauka w klasach I–IV odbywa się dalej w trybie stacjonarnym?), trwanie faktycznego stanu nadzwyczajnego bez wprowadzenia formalnego (wiele krajów to czyni), niejasne przepisy (nie wiadomo, czy seniorzy są proszeni o pozostawanie w domu, czy mają taki obowiązek, nie mówiąc już o wyjątku dopuszczającym wyjście do kościoła), wadliwe (tylko objawowe) i nierówne (tj. „mój” test jest ważniejszy niż twój) zasady testowania, niedostatki informacyjne itd. Ale stale ponawiane są apele o współdziałanie, w czym celują p. Morawiecki, p. Duda i episkopat, a wszystko dzieje się w stylu gierkowskiego „pomożecie?”.

Wicepremier ds. bezpieczeństwa państwa i narodu dał dyla i skrył się za kordonem policji chroniącym jego bezcenny mir domowy (a może respektuje obowiązki seniora?). Mamy już chyba mały Mińsk na ulicach miast polskich (nawet Żandarmeria Wojskowa została wezwana na pomoc).

Czytaj też: Karetki od szpitala do szpitala

Po nas choćby potop

Władza puszcza też oko do opozycji. Niekiedy w stylu kabaretowym, jak np. p. Piecha chwalący włączenie do tzw. ustawy antycovidowej przepisu umożliwiającego odmowę sprzedaży towaru klientowi bez maseczki jako dobry przykład współpracy rządzących i opozycji.

Więcej mówią komentarze o protestach po orzeczeniu TK w sprawie aborcji. Wokanda na 22 października została ustalona przez mgr Przyłębską w połowie września, gdy znaczący wzrost zakażeń w październiku był oczywisty dla ekspertów (nadal nie jest dla p. senatora Jackowskiego – pewnie był absolutnie gdzie indziej). Trudno przyjąć, że towarzyskie odkrycie p. Kaczyńskiego nie działało za jego zgodą, tj. poleceniem. Jeśli tak, to ewentualne (ale prawdopodobne) „epidemiologiczne” skutki obecnych protestów przeciwko wyrokowi TK obciążają dobrozmieńców – odpowiadają nie tylko za bezpośrednie skutki swoich działań, ale także za te, które mogli i powinni przewidzieć.

Nadto posiedzenie TK mogło być odwołane, przedstawiciel wnioskodawców miał prawo wycofać wniosek, ewentualnie wnieść o odroczenie rozpoznania. Wiele wskazuje na to, że PiS świadomie wywołał aferę aborcyjną, aby ludzie wyszli na ulice i można było oskarżyć opozycję o organizowanie protestów i tym samym przyczynienie się do wzrostu zakażeń. Zaczęli p. Mucha (nie siada), p. Horała, p. Ociepa czy p. „Tatataj” Kowalski, a za nimi idą inni gadający, jak propagandziści w 1968 (znowu „Kur wie lepiej”) i 1981 r., o „cynicznych graczach” wykorzystujących młodzież i klasę robotniczą do realizacji swych „brudnych celów politycznych”. I to jest właściwy znak stosunku tzw. dobrej zmiany do opozycji i reszty drugiego sortu: „już wszystko szło po naszej myśli, kiedy oni przyszli”, tj. zasady każdego antydemokratycznego reżimu. A przy okazji można „ich” obarczyć odpowiedzialnością za własną nieudolność w walce z pandemią. A to, że po „nas” choćby potop, to sprawa drugorzędna, byle władza była „nasza”.

Totalna opozycja, totalitarny reżim

Z ostatniej chwili. Niezwykły Wicepremier pojawił się w Sejmie we wtorek 27 października. Nie został zbyt sympatycznie powitany przez posłanki lewicy, na odsiecz wezwano straż marszałkowską. Jeszcze przed tym incydentem p. Terlecki, prowadzący obrady, rzekł: „Z przykrością stwierdzam, że na sali wśród posłów Lewicy i PO są posłowie, którzy mają maseczki ze znakami [chodzi o błyskawicę, symbol protestu kobiet] do złudzenia przypominającymi symbole Hitlerjugend i SS”, a potem dodał, że wskazuje to na nawiązywanie totalnej opozycji do totalitarnych reżimów.

Pomijając przyczyny złudzeń p. Terleckiego, których somatycznej genezy trzeba chyba szukać w tym, co konsumował kilkadziesiąt lat temu, p. wicemarszałek zdecydował się rozpocząć obrady od niedwuznacznej prowokacji. Jest to dobra ilustracja rzeczywistych zamiarów dobrozmieńców w sprawie współpracy z opozycją i jednoczenia społeczeństwa. Równocześnie podano, że padł rekord ujawnionych zakażeń, mianowicie 16 300, a zmarły 132 osoby.

Czytaj też: Nadciąga wojna kaczyńsko-polska?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Styczeń 2021: pięć książek dla młodszych czytelników

Jak co miesiąc proponujemy książki mądre, ciekawe i estetycznie wydane. Dla najmłodszych czytelników.

Sebastian Frąckiewicz
19.01.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną