Kraj

Sprawa sędziego Tulei. Prokuratura Ziobry szuka alibi

Sędzia Igor Tuleya Sędzia Igor Tuleya Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Trudno uwierzyć, że nagle prokuratura Zbigniewa Ziobry przejęła się konstytucją i sędziowską niezawisłością, choć byłoby to ze wszech miar pożądane. Bardziej prawdopodobne, że chce się podzielić z sądem odpowiedzialnością za tę skandaliczną sprawę.

Prokuratura chce przymusowo doprowadzić na przesłuchanie sędziego Igora Tuleyę, żeby pokazać i wyegzekwować swoją władzę nad nim. „W związku z tym, że sędzia Tuleya już po raz trzeci, mimo prawnego obowiązku, nie stawił się na przesłuchanie w prokuraturze, Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej wystąpi do Sądu Najwyższego o zgodę na jego przymusowe doprowadzenie” – napisał jej dział prasowy. Dziś wniosek wpłynął do Izby Dyscyplinarnej SN.

Zamiar zatrzymania w celu doprowadzenia na przesłuchanie nie zaskakuje. Sędzia Tuleya od początku stawiał sprawę jasno: chroni go immunitet, bo jego uchylenie przez Izbę Dyscyplinarną – formalnie zawieszoną postanowieniem TSUE, uchwałą trzech połączonych Izb Sądu Najwyższego i złożoną z osób nieprawidłowo wyłonionych w konkursie na stanowiska sędziów – jest prawnie nieważne. Zapowiedział więc, że nie zgłosi się na wezwanie prokuratury, i słowa konsekwentnie dotrzymuje.

Co może w tej sprawie zaskakiwać, to że prokuratura Zbigniewa Ziobry chce mieć pozwolenie sądu na przymusowe doprowadzenie sędziego.

Czytaj też: Polowanie na sędziów

Sprawa Tulei i ostrożność prokuratury

Do tej pory PiS, jego instytucje i prawnicy będący na jego usługach zawsze stosowali taką wykładnię prawa, jaka im była w danej chwili wygodna. Niezależnie od zasad, prawa, logiki czy przyzwoitości. Przejęcie sankcjonowanym bezprawiem opartym na kuglarskich interpretacjach Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa czy – częściowo – Sądu Najwyższego jest tego najlepszym dowodem.

Dlatego w sprawie Tulei – któremu postawiono zarzut karny na podstawie tak samo kuglarskiej, wręcz surrealistycznej interpretacji prawa – prokuratura mogła sobie uznać, że skoro Izba Dyscyplinarna uchyliła mu immunitet w celu odpowiedzialności karnej, to sędzia go nie ma i podlega jak każdy śmiertelnik zatrzymaniu w celu doprowadzenia. Taka interpretacja budziłaby jednak wątpliwość konstytucyjną. Konstytucja pozwala bowiem na zatrzymanie sędziego tylko na gorącym uczynku. Mówi o tym art. 181: „Sędzia nie może być, bez uprzedniej zgody sądu określonego w ustawie, pociągnięty do odpowiedzialności karnej ani pozbawiony wolności. Sędzia nie może być zatrzymany lub aresztowany, z wyjątkiem ujęcia go na gorącym uczynku przestępstwa, jeżeli jego zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania. O zatrzymaniu niezwłocznie powiadamia się prezesa właściwego miejscowo sądu, który może nakazać natychmiastowe zwolnienie zatrzymanego”.

Rozumowaniu, że skoro sędzia ma już uchylony immunitet, to dodatkowej zgody na zatrzymanie nie trzeba, trzeba więc przeciwstawić inne: że w przypadku sędziego obowiązują silniejsze gwarancje związane z trójpodziałem władz i ochroną niezależności sądownictwa i niezawisłości sędziowskiej. I dlatego – ostrożnościowo – należy przyjąć, że na zatrzymanie w celu doprowadzenia potrzebna jest osobna zgoda sądu. I tu niespodzianka: prokuratura przyjmuje tę drugą, ostrożnościową interpretację! Dlaczego?

Czytaj też: 13 sędziów wezwanych przez prokuraturę. „Presja i zastraszanie”

Prokuratura Ziobry odpowiedzialnością chętnie się podzieli

Jakoś trudno uwierzyć, że nagle przejęła się konstytucją i sędziowską niezawisłością, choć byłoby to ze wszech miar pożądane. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że po prostu chce się podzielić odpowiedzialnością za skandal, jaki wywołałaby scena przymusowego doprowadzania sędziego przez policję do prokuratury na przesłuchanie. Z pewnością odbyłoby się to w takiej oprawie jak kilka lat temu „wprowadzanie” pierwszej prezes Małgorzaty Gersdorf do Sądu Najwyższego. Wtedy władza także kuglarskim prawem (zniesionym potem pod naciskiem TSUE) pozbawiła ją stanowiska przed upływem kadencji. Można się również spodziewać, jak w Marszu Tysiąca Tóg sprzed dwóch lat, obecności sędziów z całej Europy, telewizji z całego świata i wielkiej demonstracji obywatelskiej solidarności. A wszystko to w czasie, gdy Unia szykuje się do dzielenia pieniędzy, które mają wspomóc odbudowę gospodarczą po pandemii, a których wydawanie ma być kontrolowane pod kątem przestrzegania praworządności. Ta zaś zależy wprost od gwarancji niezależności i niezawisłości sędziów.

Do tego jeszcze dwa tygodnie temu Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie orzekł, że sędzia Tuleya ma nadal immunitet, bo stworzona przez obecną władzę Izba Dyscyplinarna SN nie jest niezawisłym, ustanowionym zgodnie z prawem sądem, więc jej decyzje są nieważne. Prokuratura Ziobry najwyraźniej nie chce tylko na własne barki brać odpowiedzialności za cały ten skandal. Chce mieć podkładkę.

Czytaj też: Bruksela nie odpuszcza Warszawie sprawy sędziów

I tu władza PiS ma problem

Pytanie, czy taką podkładkę dostanie?

Swój wniosek prokuratura skierowała do Izby Dyscyplinarnej. Obsadzeni tam ludzie byli dobierani pod kątem zgodności ich poglądów z poglądami rządzącej ekipy, a szczególnie prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, który ściga – jako szef wszystkich prokuratorów – sędziego Tuleyę, a jako minister sprawiedliwości zasiada w neo-KRS, która wybrała sędziów do Izby Dyscyplinarnej.

Ale prof. Włodzimierz Wróbel, sędzia Izby Karnej SN, zwrócił uwagę, że prawo – które uchwalono z inicjatywy PiS i ministra-prokuratora Ziobry – nie daje Izbie Dyscyplinarnej kompetencji do udzielania zgody na zatrzymanie w celu doprowadzenia. Ustawa o SN mówi, że „do właściwości Izby Dyscyplinarnej należą sprawy (...) o zezwolenie na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej lub tymczasowe aresztowanie sędziów”. Zatrzymanie w celu doprowadzenia nie jest tymczasowym aresztowaniem. Dlatego zdaniem prof. Wróbla wniosek o zgodę na zatrzymanie Tulei powinien trafić do Izby Karnej SN jako ogólnie wyznaczonej do rozpatrywania wszystkich spraw dotyczących kodeksu postępowania karnego.

Teraz więc można oczekiwać, że prezes Izby Karnej Michał Laskowski zwróci się do pierwszej prezes SN Małgorzaty Manowskiej, zgłaszając spór kompetencyjny. A ona zdecyduje, jak zechce. Ale może nie być skłonna decydować szybko. I w ogóle w tej sprawie wszyscy, łącznie z prokuraturą, mogą nie być zainteresowani szybkim rozstrzygnięciem, które oznaczać będzie wzięcie odpowiedzialności za potężny skandal.

Czytaj też: Gdy władza nie wykonuje wyroków

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Agnieszka Graff i Elżbieta Korolczuk dla „Polityki”: Prawica nauczyła się grać w gender

Rozmowa z Agnieszką Graff i Elżbietą Korolczuk o kobietach, które na ulicach pokazują nowy feminizm, i mężczyznach zakażonych ultrakonserwatyzmem.

Katarzyna Czarnecka
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną