Kraj

Andrzej Duda ma dwie ręce. Co po zakończeniu kadencji?

„Jestem zdrowy, mam dwie ręce. Poradzę sobie” – obwieścił Andrzej Duda. „Jestem zdrowy, mam dwie ręce. Poradzę sobie” – obwieścił Andrzej Duda. Patryk Ogorzalek / Agencja Gazeta
„Jestem zdrowy, mam dwie ręce. Poradzę sobie” – obwieścił Andrzej Duda, gdy tygodnik „Sieci” zapytał go, co będzie robił po odejściu z posady prezydenta RP.

A zmiana zatrudnienia jest w jego wypadku nieunikniona – konstytucja przewiduje bowiem dla tej funkcji maksimum dwie kadencje (inna sprawa, że historia, także ta najnowsza i to z bliskiego sąsiedztwa, zna przypadki obchodzenia takich barier przez zdeterminowanych zwolenników prawdziwych przywódców narodu).

Andrzej Duda pochwalił się nadto, że ma przecież wyższe wykształcenie. Ba, „nawet doktorat”. I że w życiu robił „wiele rzeczy”. Owszem, to wszystko fakty.

UJ sztorcuje głowę państwa

Faktem jest jednak i to, że Rada Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, który ukończył student (a potem mgr i dr) Duda od samego początku sprawowania przez swojego absolwenta urzędu głowy państwa mocno jakoś go sztorcowała, wzywając do poszanowania „wartości, których Krakowska Wszechnica jest strażnikiem, czyli prawa i wolności obywatelskich”. Napomnienie takie pierwszy raz wystosowała już w listopadzie 2019 r. w reakcji na sygnowanie przez Andrzeja Dudę forsowanych przez PiS zmian w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym.

Przypomniała wtedy rzeczy tyleż oczywiste, co podstawowe: że Andrzej Duda swoim podpisem i działaniami przyczynia się do przejmowania, a de facto demontażu, Trybunału i pozbawienia obywateli tej „podstawowej instytucji ochrony praw fundamentalnych”. I w efekcie – naruszenia kluczowej dla demokratycznego państwa prawnego równowagi między trzema władzami: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Między wierszami można było dostrzec zarzut łamania konstytucji i uczestniczenia na zasadzie współwiny w niszczeniu demokracji oraz osłabianiu państwa.

Podobną w tonie i powadze zarzutów uchwałę Rada Wydziału Prawa UJ przyjęła dwa lata później, gdy PiS przystąpił do aneksji kolejnych instytucji: Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego. Znowu: antydemokratycznej, łamiącej zasady ustrojowe państwa, a także standardy Unii Europejskiej. Rada ponownie wezwała wtedy Andrzeja Dudę jako „członka wspólnoty akademickiej Uniwersytetu Jagiellońskiego”, by „w tej trudnej chwili wypełnił swoją powinność strażnika Konstytucji i dotrzymał złożonej Narodowi przysięgi prezydenckiej” – czyli nie dopuścił do wejścia w życie uchwalonych ustaw. Absolwent Duda zamiast rad akademickich kolegów i mistrzów wybrał jednak posłuszeństwo towarzyszom z partii.

Czytaj także: Duda nabrany i nagrany przez pranksterów z Rosji. Kto za to odpowie?

Po co się rozpraszać

Choćby dlatego nie spełni się piękne marzenie, które Andrzej Duda zdradził w omawianym wywiadzie: że swoją drugą kadencję chciałby „zakończyć z podniesioną głową”. Na to, powtórzmy, szans już nie ma.

Zapewne dlatego Duda pocieszył się (czy może zaasekurował?) od razu, dodając, że nie jest ważne, co będą sądzić „różni ludzie”, ale to, jakie samopoczucie będzie miał… on sam. Zauważył przy tym, że wątpliwości mogłyby zaprzątać jego głowę, „rozpraszać”, a w konsekwencji szkodzić „służbie prezydenckiej”.

Czytaj także: Niezłomny 2. Czy Duda urwie się prezesowi?

Andrzej Duda żadnej pracy się nie boi?

Niby może to wszystko Andrzej Duda opowiadać, bo przecież jest jasne, że z zaklętego kręgu polskiej polityki wypaść trudno, a i partia pewnie zginąć mu nie pozwoli. Nie mówiąc o tym, że przecież – jak sam zapewniał – ciągle się uczy, więc mnóstwo zawodów stoi przed nim otworem…

Skądinąd jako uczeń podstawówki czy może już liceum Andrzejek Duda oglądał pewnie pokazywany wielekroć w PRL-owskiej telewizji serial „Czterdziestolatek”. Niezapomniana Irena Kwiatkowska powtarzała w nim maksymę: „Ja jestem kobieta pracująca – żadnej pracy się nie boję”.

Teraz więc – już jako dojrzały mężczyzna – Andrzej Duda postanowił to powiedzenie wykorzystać. Zrobił to wszelako jak zwykle w swoim niepowtarzalnym, by tak rzec, stylu. By pozostać w konwencji równie dobrze mógłby jednak wykorzystać inną popularną w jego nastoletnich latach, a pochodzącą z piosenki grupy Shakin’ Dudi frazę: „Au, sza, la, la, la, mam dwie lewe ręce”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Droga sztuka – w co się teraz inwestuje

Aukcyjny rynek sztuki w Polsce w swojej 30-letniej historii przeżywał hossy i bessy, mody i nagłe zwroty. Ale mniej więcej od roku po prostu staje na głowie.

Piotr Sarzyński
22.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną