Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Kraj

Trzeba dziś i lepszej dyplomacji, i rzetelnej solidarności z innymi

Szefowie dyplomacji Mevlüt Çavuşoğlu i Zbigniew Rau. 4 października 2021 r. Szefowie dyplomacji Mevlüt Çavuşoğlu i Zbigniew Rau. 4 października 2021 r. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta
Nikła siła dyplomatyczna kraju, a przede wszystkim brak solidarności mści się dziś na polskich możliwościach pozyskania pomocy innych w rozwiązywaniu sztucznego kryzysu migracyjnego na naszej wschodniej granicy.

Sztucznie stworzony, lecz groźny napór migracji na naszą wschodnią granicę każe zapytać, co do tej pory polski rząd robił, by się zabezpieczyć przed taką sytuacją. Zilustrujmy te działania na konkretnym przykładzie stosunków Polski z Turcją. Turcja – jak słyszymy – jest dziś krajem, z którego najwięcej samolotów dociera na Białoruś z ludźmi szukającymi albo schronienia przed naprawdę złym losem (zwłaszcza w Syrii), albo po prostu lepszego losu w Europie (zwłaszcza zachodniej). Ale też Turcja od dawna jest krajem, który wziął do siebie największe na świecie, milionowe rzesze uchodźców.

Czytaj też: Czy Polska może zatrzymać Łukaszenkę?

Turcja. Duda wyszedł przed szereg

W 2016 r. Unia Europejska wynegocjowała porozumienie z Turcją: jeśli władze powstrzymają rzesze osób napływających morzem do Grecji (a w 2015 r., jak się ocenia, przebyło tam 850 tys. ludzi), to kraje UE wyasygnują ze wspólnych funduszy 6 mld euro na pomoc w utrzymaniu 4 mln uciekinierów wojennych, którzy schronili się tam i pozostawali czasem w bardzo prowizorycznych warunkach. W zamian za tych, których Unia nie chciała – po zbadaniu ich dossier – przyjąć i odsyłała z powrotem do Turcji, Unia godziła się przyjąć z Syrii taką samą liczbę bezpieczniejszych. Po zawarciu porozumienia UE była krytykowana, że sprzedaje szczytne zasady i zadaje się z coraz bardziej autokratycznym i represyjnym prezydentem Erdoğanem, ale cel został osiągnięty.

Od 2020 r. polski rząd podkreślał, że stara się wzmocnić stosunki z Turcją, aby zwrócić jej uwagę na zagrożenia płynące dla wschodniej flanki NATO, a zatem przede wszystkim dla Polski. Chodziło o zagrożenia militarne, nie takie jak obecnie. A konkretnie o to, że – jak zauważano – Turcja, przecież kraj sojuszu, jest politycznie za blisko Rosji. Chciano ją skłonić do przyjęcia zasady „NATO 360 stopni” – równoprawnego traktowania zagrożeń z różnych kierunków geograficznych.

W maju udał się z wizytą do Erdoğana prezydent Andrzej Duda i choć dziś nie widać specjalnych rezultatów tego spotkania, to trzeba go oszczędzić: i tak jest bardzo bierny w polityce zagranicznej i może dobrze, że coś próbował zrobić, wychodząc przed szereg.

Polska, sąsiad w potrzebie

Ale jest jedno ale. Zasada równoprawnego traktowania zagrożeń z różnych kierunków geograficznych dotyczy nie tylko sytuacji militarnych, lecz – dla prawdziwej wspólnoty, prawdziwej Unii – każdej sytuacji, w której jeden kraj ma kłopoty, a drugi wcale albo znacznie mniejsze.

Kiedy przed paru laty władze UE próbowały sprawiedliwiej rozdzielić wysiłek pomocy uchodźcom między kraje członkowskie, polski rząd – ku ubolewaniu i wstydowi wielu obywateli – odmówił przyjęcia skromnej naprawdę liczby kilku tysięcy ludzi w potrzebie. Brak reakcji unijnych partnerów na apele o pomoc płynące z Włoch, do których morzem docierali zdesperowani ludzie, był główną przyczyną rosnących nastrojów antyunijnych. „Co to za Unia, co to za solidarność krajów członkowskich?” – pytali Włosi i odpowiedzieli głosowaniem przeciwko własnemu prounijnemu rządowi.

Polski rząd tłumaczył wówczas, że przyjmowanie uchodźców to bezsensowna polityka, bo lepsza i ważniejsza jest pomoc na miejscu, tzn. tam, gdzie takie panują warunki życia, iż ludzie w desperacji uciekają. Myśl ta, może i niegłupia, wymaga jednak nie słów, a czynów. Powiedzmy jasno: nie miała i nie ma Polska się czym pochwalić w zakresie własnej pomocy zagranicznej w tej dziedzinie. Wielka szkoda. Wszelkie sojusze, wszelka współpraca między krajami opiera się na zasadzie solidarności, tak samo jak zwykłe sąsiedztwo zwykłych ludzi: pomogłam sąsiadowi niekoniecznie ze szczytnych, ale z prozaicznych przyczyn, liczę bowiem na to, że i sąsiedzi pomogą, kiedy sam się znajdę w potrzebie.

Apel czterech noblistek: Nie odwracajmy oczu od tragedii

Kraj rzekomo katolicki

Nikła siła dyplomatyczna kraju, a przede wszystkim brak solidarności mści się dziś na polskich możliwościach pozyskania pomocy innych w rozwiązywaniu sztucznego kryzysu migracyjnego na naszej wschodniej granicy.

Poza tym – żeby nie być źle zrozumianym. Nie uważam, by zagrożenie na granicy usprawiedliwiało sposób, w jaki nasz rząd traktuje te osoby, którym udało się przedostać na terytorium Polski. Ze wstydem i zgrozą przyjmuję wywożenie ludzi do lasu. To zdumiewające, że rozwinięty europejski kraj, w dodatku rzekomo katolicki, nie jest w stanie przyjąć, umieścić pod dachem, wyżywić, zapewnić szkołę i pracę nawet dziesiątkom tysięcy ludzi. Ludzi w potrzebie.

Czytaj też: Jak działa białoruska propaganda

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Katarzyna Nosowska dla „Polityki”: Jestem moim planem na życie

Dziś w stosunku do artystów jest coś chłodnego – mówi Katarzyna Nosowska, tegoroczna laureatka towarzyszącej Paszportom POLITYKI nagrody specjalnej Kreator Kultury.

Bartek Chaciński
20.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną