„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kraj

TSUE o systemie delegowania sędziów. Czy Ziobro się tym przejmie?

Siedziba Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Siedziba Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Transparency International EU Office / Flickr CC by 2.0
„Wymóg niezawisłości sędziowskiej wymaga, by przepisy dotyczące delegowania przewidywały niezbędne gwarancje dla uniknięcia ryzyka wykorzystywania go do politycznej kontroli treści orzeczeń sądowych, w szczególności w obszarze prawa karnego” – zdecydował dziś Trybunał Sprawiedliwości UE.

TSUE odpowiedział dziś na pytania prejudycjalne, które we wrześniu 2019 r. skierowała do niego sędzia wydziału karnego Sądu Okręgowego w Warszawie Anna Bator-Ciesielska. Za samo ich zadanie i za wypowiedzi do mediów władza zafundowała jej postępowanie dyscyplinarne.

Czytaj także: Konfrontacyjny wyrok TK. PiS idzie na wojnę z UE

Delegacja jako nagroda albo kara?

Sędzia orzekała w dwóch sprawach karnych w składzie z Michałem Lasotą i Przemysławem Radzikiem. To zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego dla Sędziów, którzy orzekali w Sądzie Okręgowym w Warszawie delegowani tam przez ministra sprawiedliwości z sądów rejonowych. Bator-Ciesielska odmówiła wyjścia z nimi na salę w dniu rozprawy – byli wymieniani w publikacjach dotyczących afery hejterskiej skierowanej przeciwko sędziom walczącym o niezależność sądownictwa.

„Prawo Unii Europejskiej stoi na przeszkodzie obowiązującemu w Polsce systemowi zezwalającemu ministrowi sprawiedliwości na delegowanie sędziów do sądów karnych wyższej instancji, z którego to delegowania minister sprawiedliwości, będący zarazem Prokuratorem Generalnym, może odwołać sędziego w każdym czasie i bez uzasadnienia” – uznał w dzisiejszym orzeczeniu TSUE. Sędziowie europejskiego trybunału dodali, że „wymóg niezawisłości sędziowskiej wymaga bowiem, by przepisy dotyczące takiego delegowania przewidywały niezbędne gwarancje w celu uniknięcia ryzyka wykorzystywania takiego delegowania do politycznej kontroli treści orzeczeń sądowych, w szczególności w obszarze prawa karnego”.

Polskie przepisy o delegowaniu sędziów są zawarte w art. 77 Prawa o ustroju sądów powszechnych. Według nich minister może delegować sędziego, za jego zgodą, do pełnienia obowiązków sędziego lub czynności administracyjnych w „innym sądzie równorzędnym lub niższym, a w szczególnie uzasadnionych wypadkach także w sądzie wyższym, mając na względzie racjonalne wykorzystanie kadr sądownictwa powszechnego oraz potrzeby wynikające z obciążenia zadaniami poszczególnych sądów”. A także do pracy w resorcie. Delegacja może trwać dwa lata lub czas nieokreślony. Sędzia delegowany może być odwołany bez uprzedzenia i okresu wypowiedzenia.

Problem w tym, jak opisywała niedawno dziennikarka „Polityki” Ewa Siedlecka, że za rządów Zbigniewa Ziobry na delegacjach „w górę” przebywało wielu sędziów uważanych za zwolenników „dobrej zmiany”, nierzadko pełniąc funkcje kierownicze. „Z kolei odwołania z delegacji mogą być odbierane jako forma kary za orzeczenia, które nie spodobają się władzy. „Tak było z sędzią Justyną Koską-Janusz orzekającą na delegacji, którą minister z niej odwołał (we wrześniu 2016 r.). Oficjalnym powodem było wysłanie – wiele miesięcy wcześniej – przez sędzię podejrzanej na badania psychiatryczne, co uznano za nieudolność. Poza tym przypomniano, że Koska-Janusz wydała też kiedyś niekorzystny dla Ziobry wynik w sprawie o ochronę dóbr osobistych” – opisywała Ewa Siedlecka.

Czytaj też: Kaczyński o likwidacji Izby Dyscyplinarnej. To gra na czas?

Rzecznik TSUE pisze o „piekielnym przymierzu”

W sprawie pytań prejudycjalnych sędzi Bator-Ciesielskiej wypowiedział się już w maju rzecznik generalny TSUE Michal Bobek (taka wypowiedź rzecznika jest zapowiedzią ostatecznego wyroku trybunału). Trzy z czterech pytań odrzucił (jako niedopuszczalne, bo hipotetyczne). Odniósł się merytorycznie tylko do pierwszego: czy sąd, w składzie którego orzeka sędzia delegowany arbitralną decyzją ministra sprawiedliwości, który w dodatku może być w każdej chwili przez ministra z delegacji odwołany, spełnia wymóg zasady praworządności (art. 2 traktatu), zasady skutecznej ochrony sądowej (art. 19), w tym niezawisłości sądownictwa, oraz wymóg wynikający z Dyrektywy 2016/343 traktującej o gwarancjach domniemania niewinności w postępowaniu karnym?

Bobek uznał, że system delegacji, który obowiązuje w Polsce, narusza wynikający z prawa UE obowiązek państw zapewnienia prawa do bezstronnego sądu. „Każda decyzja dotycząca (rozpoczęcia lub zakończenia) delegowania sędziego powinna być podejmowana na podstawie znanych ex ante kryteriów i zostać należycie uzasadniona” – stwierdził Bobek. Tymczasem – wyjaśniał dalej – w Polsce „sędziowie delegowani podlegają pod wieloma względami nie zwykłym zasadom, ale dość szczególnemu – i bardzo niepokojącemu – reżimowi prawnemu” .

Bobek stwierdził też: „Poważne obawy budzi fakt, że delegowanie następuje na czas nieokreślony i może zostać zakończone w każdej chwili według uznania ministra sprawiedliwości będącego zarazem Prokuratorem Generalnym. W istocie trudno o bardziej ewidentny przykład bezpośredniego zderzenia z zasadą nieusuwalności sędziów”.

„Konsekwencją tego jest oczywiście to, że niektórzy sędziowie mogą mieć (delikatnie mówiąc) motywację do orzekania na korzyść prokuratora lub, bardziej ogólnie, na korzyść ministra sprawiedliwości będącego zarazem Prokuratorem Generalnym. Sędziowie sądów niższej instancji mogą bowiem poczuć się skuszeni możliwością otrzymania nagrody w postaci delegowania do sądu wyższej instancji, co może im zapewnić lepsze perspektywy kariery i wyższe wynagrodzenie. Z kolei sędziowie delegowani mogą czuć się zniechęceni do niezależnego działania, aby uniknąć ryzyka zakończenia delegowania przez Ministra Sprawiedliwości będącego zarazem Prokuratorem Generalnym” – dodał w maju Rzecznik Generalny TSUE.

Bobek napisał też o kolejnym kręgu „piekielnego przymierza”: sytuacji, gdy niektórzy sędziowie delegowani mogą zajmować stanowiska rzeczników dyscyplinarnych. „Z pewnością nie jest przesadą sądzić, że sędziowie mogą być niechętni, aby nie zgadzać się z kolegami, którzy pewnego dnia mogą wszcząć przeciwko nim postępowanie dyscyplinarne”.

Czytaj też: Rząd odmawia Unii i stawia na konfrontację

Wyrok TSUE. Co zrobi pisowska władza?

Czy rząd PiS, a zwłaszcza minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, przejmą się dzisiejszym wyrokiem TSUE? Mało prawdopodobne. Władza w Warszawie od dawna podważa orzeczenia europejskiego trybunału, a alibi dają jej niedawne wyroku polskiego TK pod prezesurą Julii Przyłębskiej.

W lipcu Trybunał Przyłębskiej uznał, że władza w Polsce nie musi wykonywać tymczasowych zabezpieczeń TSUE w sprawach związanych ze zmianami w sądownictwie. Kilka tygodni później poszedł jeszcze dalej, odpowiadając na pytanie premiera Mateusza Morawieckiego. Z październikowego wyroku wynika bowiem, że to Trybunał Przyłębskiej będzie decydował, który wyrok TSUE jest w Polsce legalny, a który nie. Co mieści się w granicach prawa Unii, a co nie. Będzie orzekał, w którym wyroku TSUE przekroczył swoje uprawnienia, czyli działał „ultra vires”. Tych wyroków polskim sędziom nie będzie wolno stosować.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną