Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kraj

Fiasko misji Kaczyńskiego. I przygrywka pod wybory

Wicepremier Jarosław Kaczyński i prezydent Wołodymyr Zełenski w Kijowie, 15 marca 2022 r. Wicepremier Jarosław Kaczyński i prezydent Wołodymyr Zełenski w Kijowie, 15 marca 2022 r. President Of Ukraine / Zuma Press / Forum
Prezydent Zełenski w rozmowie z niezależnymi dziennikarzami rosyjskimi nazwał pomysł Jarosława Kaczyńskiego „misji pokojowej pod ochroną NATO” w Ukrainie zamrożeniem wojny. To ostatecznie odsyła inicjatywę zgłoszoną podczas wyprawy kijowskiej do lamusa historii.

Była ona niedostatecznie skonsultowana z Zachodem i sprzeczna z kursem przyjętym przez Zachód. Przekraczała w jego ocenie czerwoną linię, jaką było bezpośrednie angażowanie Zachodu w wojnę w Ukrainie. Władze w Kijowie nie chcą przedłużania konfliktu, tylko jego rozwiązania. Podczas wojny nie da się skutecznie przeprowadzić misji pokojowej. A kiedy nastanie pokój, misja jest niepotrzebna.

Dwa pomysły nie wypaliły

Pomysł z „misją” okazał się więc poroniony. Podobnie było z pomysłem przekazania polskich migów lotnictwu Ukrainy via baza US Army w Ramstein w Niemczech. Ten pomysł nie był zły. Okazał się jednak poroniony, bo nie należało go nagłaśniać, tylko uzgodnić z partnerami i po uzyskaniu ich zgody wykonać pod kamuflażem. Ogłoszony publicznie przed realizacją musiał skończyć się fiaskiem. Bo dawał pretekst Rosji do ogłoszenia, że NATO bezpośrednio angażuje się ofensywnie w wojnę, czyli staje się stroną konfliktu. Co innego pomoc militarna dająca walczącej Ukrainie nowe środki do obrony przeciwlotniczej i przeciwpancernej, co innego pomoc w formie samolotów bojowych, które zestrzeliwują rosyjskie myśliwce bombardujące.

Oba pomysły spaliły na panewce z tego samego powodu. Były wyrwaniem się przed szereg, a stojące za nimi intencje nie przekonały partnerów. W tym sensie okazały się porażką polityczną. Co gorsza, przedstawiano je jako wynik uzgodniony z Zachodem, gdy w rzeczywistości tak nie było, jak oficjalnie deklarowali przywódcy NATO i UE. Mimo to obóz Kaczyńskiego podtrzymywał pomysł z „misją”. Premier Morawiecki zapewniał, że będzie nadal go lansował w Unii. Kaczyński sugerował, że jeśli nie pod egidą Sojuszu, to może da się go wdrożyć pod egidą ONZ, choć wiadomo, że Rosja może tam liczyć na wsparcie grupy państw równie niechętnych Zachodowi, a w Radzie Bezpieczeństwa ma blokujące weto.

Czytaj też: Wywiad Kaczyńskiego. Czego nie widzi prezes PiS

PiS robi przygrywkę pod wybory

Więc czemu to wszystko służyło? Napadnięta Ukraina, walecznie stawiająca opór agresji rosyjskiej, powinna mieć wszelkie wsparcie Zachodu, w tym Polski. I takie wsparcie otrzymuje w milionach dolarów i euro oraz w dostawach sprzętu obronnego. Niebywała jest skala pomocy humanitarnej w odpowiedzi na kryzys uchodźczy. Zarazem jednak pojawia się pokusa, by wykorzystać dramat w celach polityki wewnętrznej.

Przed 24 lutego Polska pod rządami Kaczyńskiego wychładzała latami stosunki z Zachodem, szczególnie z UE, i z samą Ukrainą. Prezydent Duda, który na wiecach wyborczych drwił z „wyimaginowanej wspólnoty”, teraz deklaruje, że obecność Polski w Unii i NATO to nasza racja stanu. Żeby zatrzeć w pamięci tamten niechlubny okres konfrontacji z zachodnim światem demokratycznym, opartym na poszanowaniu praw człowieka, praworządności i współpracy, zamiast ciągłego rozniecania konfliktów liderzy i spin doktorzy obecnej władzy grają teraz płytę, na której Polska robi dla Ukrainy więcej niż Zachód i musi go ciągnąć za frak w sprawie Ukrainy.

To przygotowanie propagandowe pod nadchodzące wybory. Przedstawią siebie jako jedynych sprawiedliwych, prawdziwych sprzymierzeńców Ukrainy, a demokratyczną opozycję jako pachołków „rzeźnika” Putina, którzy mu służą od Smoleńska. Kaczyński już wrócił do tej katastrofy. Z tragedii Ukrainy ukręcą bicz na Tuska, Grodzkiego oraz na Zachód. Już to robią.

Czytaj też: Jarosław Kaczyński. Pierwszy wandal RP

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną