Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Kraj

TSUE zajął się filarami pisowskiej „reformy” sądownictwa

Siedziba TSUE w Luksemburgu Siedziba TSUE w Luksemburgu Transparency International EU Office / Flickr CC by 2.0
Wyrok w sprawie skargi Komisji Europejskiej, który zapadnie w przyszłym roku, będzie kategoryczny, a rząd będzie miał obowiązek go wykonać.

Wielka Izba Trybunału Sprawiedliwości UE oceni, czy zmiany, które wprowadziła ostatnio ustawa prezydencka, unieważniają skargę Komisji Europejskiej na „ustawę kagańcową”. W istocie będzie to także ocena, czy Polska wypełnia praworządnościowe „kamienie milowe”.

Czytaj też: Drugie wejście Dudy. Czy prezydent znów uratuje prezesa

Rachunek kar do dziś: 237 mln euro

We wtorek i środę przed TSUE odbywają się dwie rozprawy dotyczące dwóch filarów pisowskiej „reformy” sądownictwa: mianowania i awansowania sędziów wyłącznie przez ciała polityczne, z wykluczeniem opinii samorządu sędziowskiego, oraz represji wobec sędziów za kwestionowanie takich powołań i obronę praworządności. Dzisiejszą sprawę wniosła do TSUE Komisja Europejska, a dotyczy właśnie tych represji, czyli tzw. ustawy kagańcowej. Sprawa jutrzejsza dotyczy pytań prejudycjalnych sędziów Krystiana Markiewicza i Waldemara Żurka o legalność powołań sędziów z udziałem neo-KRS. Czyli o legalność nowej, stworzonej przez obecną władzę Krajowej Rady Sądownictwa.

Wyrok w sprawie skargi KE, który zapadnie w przyszłym roku, będzie kategoryczny, a rząd będzie miał obowiązek go wykonać. Wyrok w sprawie pytań prejudycjalnych będzie adresowany do pytających sądów: dostaną wskazówki, co wziąć pod uwagę, żeby rozstrzygnąć zagadnienie, o które pytali.

Warto też przypomnieć, że skardze Komisji na „ustawę kagańcową” towarzyszyło postanowienie tymczasowe TSUE o zawieszeniu prowadzonych w Izbie Dyscyplinarnej SN postępowań dyscyplinarnych i uchylania immunitetów sędziom. Za jego niewykonanie płacimy karę miliona euro za dzień (zebrało się już tych milionów 237). Dziś na rozprawie rząd argumentował, że skarga Komisji straciła aktualność w odniesieniu do Izby Dyscyplinarnej, bo 15 lipca wchodzi w życie ustawa prezydencka znosząca tę Izbę. Jednak zachowuje ona w mocy przepisy „ustawy kagańcowej”, które karzą sędziów za kwestionowanie legalności powołania neosędziów.

Czy prezydencka ustawa spełniła drugi punkt skargi Komisji: że w sprawach niezależności sądów i niezawisłości sędziów może orzekać wyłącznie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN? Z jednej strony ustawa przekazuje sprawy skarg na brak bezstronności i niezawisłości sądu w pierwszej instancji sądom powszechnym, a w drugiej orzekać mają sędziowie wylosowani do takiej sprawy z całego składu SN. Jednak mogą badać niezawisłość i bezstronność sądu tylko w konkretnej sprawie, przy czym skarga nie może się opierać wyłącznie na trybie powołania sędziego. TSUE oceni, czy to wystarcza.

Wydaje się, że nie bardzo. Tym bardziej że przepisy, które rezerwują dla Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN orzekanie w sprawie prawidłowości powoływania sędziów, zostały. Izba ta je przyjmuje oraz – jak podkreślił prezes stowarzyszenia Iustitia Krystian Markiewicz – umarza. A więc aktualny pozostaje zarzut KE, że w Polsce nie ma realnego trybu badania prawidłowości sędziowskich powołań.

Czytaj też: Szybka neokariera protegowanej Ziobry

Czy PiS potknie się o „kamienie milowe”?

Pozostaje ostatni zarzut Komisji: nałożenie na sędziów obowiązku składania w Biuletynie Informacji Publicznej deklaracji o członkostwie w zrzeszeniu lub stowarzyszeniu, o funkcjach pełnionych w fundacjach nieprowadzących działalności gospodarczej i o przynależności do partii politycznej przed sędziowską nominacją. Komisja uważa, że narusza to prawo do ochrony życia prywatnego, danych osobistych i przepisy RODO. Są już sędziowie (i prokuratorzy), którzy mają sprawy dyscyplinarne za odmowę podporządkowania się temu obowiązkowi, a ustawa prezydencka tego tematu nie tyka.

Skarga KE jest rozpatrywana razem z pytaniami prejudycjalnymi Igora Tulei i Piotra Gąciarka dotyczącymi legalności działania Izby Dyscyplinarnej, w tym prawomocności wydawanych przez nią rozstrzygnięć. Obaj sędziowie zadali je, zanim Izba Dyscyplinarna uniemożliwiła im orzekanie (uchyliła immunitety).

Wyrok, który wyda TSUE, oceni w gruncie rzeczy, czy przyjmując ustawę prezydencką, Polska wypełnia tzw. kamienie milowe w dziedzinie praworządności, od których realizacji UE uzależnia wypłatę środków z Krajowego Planu Odbudowy. Jednak zapadnie dopiero w przyszłym roku, bo na grudzień zapowiedziano opinię Rzecznika Generalnego, która jest podstawą wyroku. Prawdopodobnie wcześniej KE oceni realizację tych „kamieni”, bo ma to zrobić przy spodziewanym jesienią wniosku Polski o zwrot wydatków na realizację pierwszego zadania KPO. Świadomość, że TSUE może w wyroku ocenić, że ustawa prezydencka nie naprawiła wskazanych naruszeń unijnego prawa do bezstronnego sądu, może sprawić, że KE będzie surowsza dla Polski w ocenie realizacji kamieni milowych.

Jerzy Baczyński: Między kompromisem a kompromitacją

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną