Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Kraj

Dziwna powściągliwość władzy ws. Przewodowa. Kompleksy? To źle wróży

Rada Bezpieczeństwa Narodowego, 15 listopada 2022 r. Rada Bezpieczeństwa Narodowego, 15 listopada 2022 r. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Taki paraliż komunikacyjny, którego doświadczyliśmy we wtorek, bardzo źle wróży na wypadek faktycznej sytuacji wojennej. Jest bowiem czytelną zapowiedzią paraliżu decyzyjnego.

Gdy we wtorek po południu media zaczęły pisać o dwóch rakietach, które spadły na terytorium Polski, i śmierci dwóch mężczyzn w położonej nieopodal granicy wsi Przewodów, z godziny na godzinę w gorączkowych komentarzach zaczęła się przebijać pełna niepokoju irytacja z powodu braku konkretnych informacji ze strony czynników oficjalnych.

Rzeczywiście, trzeba było czekać aż do późnego wieczora na krótkie oświadczenie szefa BBN, z którego wynikało, że nic jeszcze nie wiadomo na pewno. Także premier i prezydent z ministrem obrony narodowej nie mieli właściwie nic do powiedzenia. Przez kilka godzin źródłem wiedzy o przejmującym grozą wydarzeniu były zagraniczne media. Dzięki nim dość szybko dowiedzieliśmy się, że rakieta była tylko jedna, a nie dwie, oraz że prawie na pewno nie był to zamierzony atak ze strony Rosji, lecz nieszczęśliwy wypadek.

Powściągliwość informacyjna

Około północy zaczęły krążyć informacje, iż jest prawdopodobne, że do tragedii doszło w wyniku awarii rakiety ukraińskiej. W środę hipoteza ta zaczęła się umacniać, a koło godz. 11 została potwierdzona przez USA. Czy naprawdę jest konieczne, aby wypowiedzi ekspertów i dziennikarzy zastępowały oficjalne oświadczenia władz? Bynajmniej! Skąd więc ta dziwna powściągliwość informacyjna?

Przyczyn może być kilka i tytułem hipotezy pozwolę sobie je wymienić. Po pierwsze, dumne, lecz niekoniecznie bardzo dojrzałe i odpowiedzialne władze, mają skłonność do wyniosłej tajemniczości i milkliwości, które dodają jej splendoru. Informują więc oszczędnie i z opóźnieniem, w przekonaniu, że taki „suspens” doda im powagi i uspokoi nastroje. To, rzecz jasna, niemądra i anachroniczna postawa. Ludzie ufają władzy, która jest szczera i otwarta. Niestety, rząd PiS jest jak najdalszy od naśladowania demokratycznych wzorów władzy transparentnej i komunikatywnej.

Po drugie, polski rząd przez kilka godzin mało wiedział, a to, co wiedział, otrzymał głównie od Amerykanów. Nie informował, bo się wstydził, że nie ma własnej wiedzy. Niemądra ambicja! Cóż to za ujma powiedzieć, co przekazało NATO? Przecież jesteśmy w NATO!

Po trzecie, mało pewnym siebie i dość zakompleksionym dygnitarzom rządu PiS nie mieści się w głowie, aby komunikować społeczeństwu własną niepewność, mówić o hipotezach, a w dodatku – być może – coś odwoływać czy korygować. Lepiej więc być tajemniczym z ostrożności, ograniczając się do uspokajania i zapewnień o kontrolowaniu sytuacji.

Po czwarte, w takich autorytarnych strukturach, jak rząd PiS, w sytuacji kryzysowej na wszystkich ludzi władzy pada strach. Każdy się boi wyjść przed szereg i powiedzieć cokolwiek, zanim wypowie się „góra” i zostanie sformułowany „oficjalny przekaz”. A nim Jarosław Kaczyński wysłucha, jak to jego ludzie doskonale sobie radzą i co tam przekazali nam Amerykanie, musi minąć kilka godzin. Taki paraliż komunikacyjny bardzo źle wróży na wypadek faktycznej sytuacji wojennej. Jest bowiem czytelną zapowiedzią paraliżu decyzyjnego.

„Piarowcy” PiS już pracują nad strategią

Po piąte, władza znalazła się nagle w centrum uwagi całego świata, a to może onieśmielać. Pojawia się niezdrowe rozgorączkowanie, w którym „polityka informacyjna” schodzi na drugi plan. Tymczasem gdy rakieta już spadła i nie lecą kolejne, a śledztwo i tak będzie musiało trochę potrwać, przejęcie przez władzę dominującej roli w komunikacji ze społeczeństwem jest nie tylko słuszne i oczekiwane, lecz w dodatku stanowi „polityczne złoto”. Jak na razie władzom nie udało się po nie sięgnąć. Pewnie jednak jej „piarowcy” już myślą o tym, jak wykorzystać politycznie i propagandowo całą sytuację.

Po szóste, PiS boi się wypowiadać, bo nie wie, jak się zachować wobec Ukraińców, jeśli to faktycznie była ich rakieta. A przecież wystarczy powiedzieć, że to był okropny wypadek, który nie ma prawa się powtórzyć, ale nadal „My z Wami”. Czym szybciej, tym lepiej. To tylko wyliczenie możliwych wyjaśnień wstrzemięźliwości informacyjnej władz. Zarówno w tej kwestii, jak i w zasadniczej sprawie wyjaśnienia, skąd wzięła się ta rakieta i dlaczego zginęło dwóch mężczyzn, na razie zdani jesteśmy na domysły. Miejmy nadzieję, że wkrótce poznamy prawdę, a tragedia w Przewodowie przyczyni się do przyspieszenia prac nad ochroną przeciwrakietową naszego kraju.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną