Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Kraj

Ma dwie patronki, z Szydło mu po drodze. Nowy rzecznik PiS

Rafał Bochenek i Beata Szydło. Zdjęcie z 2016 r. Rafał Bochenek i Beata Szydło. Zdjęcie z 2016 r. Krystian Maj / Forum
Rafał Bochenek został nowym rzecznikiem prasowym PiS. Stanowiska już pogratulowała mu na Twitterze Beata Szydło, jedna z dwóch jego partyjnych patronek.

W czwartek Komitet Polityczny PiS zdecydował, że Rafał Bochenek (rocznik 1986) zostanie nowym rzecznikiem partii. Lobbowały za nim była premier Beata Szydło i marszałek Sejmu Elżbieta Witek.

Bochenek przez dwa lata był rzecznikiem rządu Szydło, a w jej kancelarii blisko współpracował z obecną marszałkinią Sejmu. Do dziś utrzymuje z nimi bliskie polityczno-towarzyskie relacje. O tym, że zostanie nowymi ustami partii, zdecydowało jego doświadczenie medialne i wsparcie tych dwóch patronek. Szydło już napisała na Twitterze: „Gratulacje dla Rafała Bochenka, nowego rzecznika PiS! Z Rafałem wspaniale współpracowało nam się, gdy był rzecznikiem mojego rządu, i nie wątpię, że równie dobrze poradzi sobie z nowym zadaniem”.

Czytaj też: Co z nich wyrośnie? PiS nie odpuścił młodych. Kusi i zasiewa ziarno

Po drodze mu z Szydło

Bochenek ma dużą swobodę w wypowiadaniu się przed kamerami, podobno potrafi wytłumaczyć, „co prezes miał na myśli”. I ogólnie – jak stwierdził w rozmowie z nami jeden z polityków PiS – „umie lać wodę”. – Fakt też jest taki, że nie było zbyt wielu kandydatów i możliwości wyboru, więc padło na Bochenka. Ale nie wszyscy byli entuzjastami tego awansu – twierdzi nasz rozmówca. Dodaje, że niektórzy w kierownictwie PiS wytykają mu współpracę z Szydło i Witek, które nie przepuszczają okazji, by zaatakować środowisko premiera Mateusza Morawieckiego. Inni twierdzą, że była premier i jej otoczenie są w zbyt bliskich relacjach z ziobrystami, więc i Bochenkowi z Ziobrą po drodze. Jest więc ta nominacja z pewnością wzmocnieniem frakcji przeciwnej Morawieckiemu. Otoczenie premiera bagatelizuje sprawę i zwraca uwagę, że nową funkcję zawdzięcza przede wszystkim krótkiej partyjnej ławce.

Rafał Bochenek to poseł debiutant. Startował z okręgu w Małopolsce, gdzie parlamentarzystką zostawała przed nim... Beata Szydło. W Sejmie do tej pory nie był szczególnie aktywny, głos zabrał zaledwie 12 razy na pięciu posiedzeniach. W partii kojarzony jest raczej z bardziej radykalną światopoglądowo frakcją. W 2020 r., po zwolnieniu łódzkiego kuratora oświaty (powiedział w mediach: „Jesteśmy na etapie wirusa, ale myślę, że ten wirus LGBT, wirus ideologii, jest znacznie groźniejszy, bo to jest wirus dehumanizacji społeczeństwa”), Bochenek bronił go na Twitterze: „Panie wojewodo, proszę rozważyć przywrócenie Pana kuratora Grzegorza Wierzchowskiego. Podjęta decyzja uderza w wartości, o jakie walczymy, zwłaszcza w kontekście wielkiej nagonki LGBT na naszą kulturę, tradycję i porządek społeczny”.

Ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, zrobił aplikację notarialną. Przez dwa lata pracował w TVP3 Kraków jako prezenter pogody, zajmował się także konferansjerką. W 2015 r. prowadził konwencje wyborcze Andrzeja Dudy, w tym tę najważniejszą, inaugurującą całą kampanię. Był też gospodarzem partyjnych imprez PiS. To wtedy zauważył go i docenił Jarosław Kaczyński.

Bochenek pochodzi z majętnego domu i, jak opowiadają ludzie, którzy go znają, pieniądze mają dla niego duże znaczenie. W 2016 r. „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że młody polityk, już wtedy rzecznik rządu i zarazem wiceprzewodniczący rady powiatu wielickiego, aż przez cztery miesiące nie pojawiał się na sesjach rady. Mimo to cały czas przysługiwały mu diety radnego, ok. 800 zł miesięcznie. Zaraz po tekście „GW” zrezygnował z mandatu. W 2018 r. był radnym wojewódzkim PiS w sejmiku małopolskim, a rok później już posłem.

Kiedy dostał się na Wiejską, nie chciał zrezygnować z pracy w państwowej spółce PGNiG. Chciał być posłem niezawodowym, pozostać dyrektorem marketingu i pobierać wynagrodzenie ze spółki. Okazało się, że przez osiem miesięcy zarobił tam w sumie 183 tys. zł, średnio ponad 20 tys. zł brutto miesięcznie. Po zeszłorocznych podwyżkach dla posłów w Sejmie zarabia trochę mniej. Z posady w gazowym gigancie ostatecznie zrezygnował, choć długo się przed tym bronił. Zamówił nawet ekspertyzy prawne, z których miało wynikać, że łączenie funkcji parlamentarzysty niezawodowego z posadą w PGNiG jest zgodne z prawem. – W partii uznaliśmy, że nie będzie to dobrze wyglądać, żeby młody poseł pracował w państwowej spółce za całkiem wysoką pensję – mówi wpływowy polityk PiS.

Czytaj też: Czarneckich dwóch kariery i afery. W PiS nie mają przyjaciół

„Lepiej okazać skruchę, niż się stawiać”

Bochenek w pierwszej wypowiedzi po wyborze na rzecznika dziękował Jarosławowi Kaczyńskiemu i Komitetowi PiS za zaufanie. „Będę robił wszystko, aby komunikacja z mediami była sprawna, a obywatele byli na bieżąco informowani o działaniach PiS”. Dodał, że liczy na wsparcie odchodzącego Radosława Fogla, który od lat jest związany z Nowogrodzką, pracował w sztabach, był szefem biura poselskiego Jarosława Kaczyńskiego. W 2019 r. debiutował jako parlamentarzysta. Pierwszym jego patronem w partii był Marek Suski.

W październiku Fogiel został przewodniczącym sejmowej komisji spraw zagranicznych. Zastąpił Marka Kuchcińskiego, który w miejsce Michała Dworczyka został z kolei szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Tydzień temu Fogiel oświadczył, że będzie „powoli przekazywał pałeczkę rzecznikowania”, żeby móc wykonywać obowiązki komisyjne.

Tak właśnie oficjalnie tłumaczy odejście z funkcji rzecznika PiS. Ale już parę dni wcześniej kilku naszych rozmówców z PiS zwracało uwagę, że „Nowogrodzka skarży się na Radka”. – Często go nie było, ciągle gdzieś podróżował służbowo. A już apogeum niezadowolenia u prezesa wywołała sprawa z jego wyjazdem do USA na obserwację wyborów do Kongresu – opowiada nasz informator. Był potrzebny na miejscu – Kaczyńskiego nie miał kto bronić, gdy podczas jednego z wyjazdów powiedział, że młode kobiety „dają w szyję”.

Fogiel znalazł się w „kręgu niezadowolenia prezesa”, więc zdecydował, że lepiej będzie posypać głowę popiołem i zrezygnować. Wyciągnął wnioski z doświadczenia swoich poprzedników, rzeczników Adama Hofmana i Marcina Mastalerka. – Lepiej okazać skruchę, niż się stawiać. Radek wie, że za mniej niż rok są wybory parlamentarne i przyda mu się dobre miejsce na liście – zauważa jeden z posłów PiS.

Czytaj też: Skąd PiS i Solidarna Polska biorą pieniądze

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną