Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Palade kontra Flis. Spór o to, kto lepiej przelicza procenty poparcia na sejmowe mandaty

Opozycja dla własnego interesu powinna zakładać, że ma w tej chwili najwyżej te 217–220 mandatów, a PiS 35 proc. poparcia – i do tych wyników dopasowywać dalsze strategie i chwyty wyborcze. Miłe zaskoczenie może być bonusem, ale nierozsądne byłyby kalkulacje na wyrost, a nuż się uda, bo to przepis na klęskę. Opozycja dla własnego interesu powinna zakładać, że ma w tej chwili najwyżej te 217–220 mandatów, a PiS 35 proc. poparcia – i do tych wyników dopasowywać dalsze strategie i chwyty wyborcze. Miłe zaskoczenie może być bonusem, ale nierozsądne byłyby kalkulacje na wyrost, a nuż się uda, bo to przepis na klęskę. Anna S. Kowalska / Polityka
Politologowie nie są zgodni co do metod przeliczania procentów poparcia dla partii na liczbę miejsc w Sejmie. A ma to kluczowe znaczenie dla właściwej oceny sytuacji przed wyborami, ustawiania kampanii, ewentualnych koalicji. W tej kwestii jest istotna kontrowersja, a różnice są na tyle duże, że zmieniają obraz politycznej konfrontacji.

Kiedy ukazują się kolejne sondaże partyjne, gazety i portale przeliczają te wyniki na sejmowe mandaty. Chyba najczęściej korzystają z algorytmu, który kilka lat temu zaproponował prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego metoda jest jednak od dawna kwestionowana przez uznawanego za eksperta sondażowego Marcina Paladego, który twierdzi, że ma ona wadę, ponieważ nie oddaje precyzyjnie struktury poparcia w poszczególnych okręgach wyborczych: „wadliwy, acz prodemokratyczny” – ironizuje o metodzie krakowskiego politologa. Krótko mówiąc: zdaniem Paladego kalkulator Flisa regularnie zaniża liczbę mandatów PiS, a zawyża wynik Platformy Obywatelskiej (formalnie KO).

Niedawno Palade zamieścił na Twitterze zestawienie bazujące na ostatnim sondażu pracowni United Surveys (dla Wirtualnej Polski), gdzie według metody Flisa wyliczono dla PiS 181 mandatów, a Palade daje aż 193. Platformie Flis przyznaje 154 mandaty, a Palade – tylko 146. W przypadku Konfederacji i Trzeciej Drogi (Polska 2050 i PSL) różnice między dwoma algorytmami są minimalne, w granicach dwóch mandatów, choć już Lewicy daje Flis o sześć miejsc w Sejmie więcej niż Palade. W efekcie według kalkulatora Flisa „antypis” ma teraz prognozowanych 231 mandatów, a więc minimalną większość w Sejmie i przewagę nad PiS łącznie z Konfederacją. Palade zaś oblicza ten wynik na 217 mandatów, a Konfederacji i PiS – na 243. A to już zupełnie inna polityczna sytuacja.

Pytanie, czy jest jakiś trzeci test. Jest. Tym trzecim politologiem, udzielającym się w social mediach, jest dr Maciej Onasz z Uniwersytetu Łódzkiego, który na swoim profilu cierpliwie przelicza na mandaty chyba wszystkie sondaże, jakie się ukazują, także te, których np. Palade z różnych paragrafów nie poważa, czyli CBOS, Social Changes albo Kantar. W zestawieniu, o którym mówimy, Onasz jest wyraźnie bliżej wyników Paladego – daje „antypisowi” 220 sejmowych mandatów. Zarzuca się ponadto Flisowi, że jego metoda poniosła porażkę wręcz „na żywo”, kiedy w wyborczą noc w 2019 r., już po wynikach exit poll, politolog z dużą pewnością wyliczał, że PiS nie zdobędzie większości, a było w końcu 235 mandatów dla Kaczyńskiego – czyli pomylił się co najmniej o sześć mandatów. Niedawno w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział: „Sondaże zawsze są punktem odniesienia, który trzeba brać pod uwagę, ale nie należy patrzeć na nie jak na wyrocznie delfickie”.

Czytaj też: Trwa bitwa na partyjne mity. Nie muszą być prawdziwe. Na razie jest remis

Co z tymi „niezdecydowanymi”?

Na czym mogą polegać problemy z kalkulatorami? W poszczególnych okręgach wyborczych do zdobycia są różne liczby mandatów. W części z nich (głównie na wschodzie i południu kraju) PiS ma ogromną przewagę nad Platformą i nad całą opozycją. Platforma w żadnym „swoim” okręgu nie ma nawet zbliżonej przewagi do tej, jaką PiS ma w niektórych „swoich”. Wystarczy powiedzieć, że wspomniany dr Onasz, przeliczając znany sondaż Kantara z czasu marszu 4 czerwca, gdzie Platforma zdobyła 32 proc. i wyprzedziła PiS z 31 proc., doszedł do wyniku: 182 mandaty dla PiS i tylko 173 dla Platformy. Czyli jednoprocentowa przewaga Platformy nad PiS dała stratę dziewięciu mandatów wobec tej partii. Ma to wynikać właśnie ze struktury poparcia.

Ponadto partie czasami znajdują się na granicy otrzymania kolejnego mandatu, wzięcie go lub nie może zależeć od bardzo niewielkiej liczby głosów, a to z kolei odbiera lub dodaje tenże mandat innej formacji. Są jeszcze inne zmienne, co w sumie powoduje spory margines błędu.

Ale kontrowersje związane z prezentacją i interpretacją dotyczą także samych sondaży. Palade wypomina Flisowi wadliwy kalkulator, Palademu z kolei wielu zarzuca jego metodę przedstawiania sondaży polegającą na odrzucaniu z wyników poszczególnych partii tzw. niezdecydowanych, co w praktyce oznacza dodawanie im procentów, bo zmniejsza się pula branych pod uwagę wyborców. W efekcie z takiej prezentacji wyników sondaży nie można się dowiedzieć, jakie są oryginalne dane pracowni, które badanie wykonywały, trzeba szukać materiałów źródłowych. Bywa to irytujące, zwłaszcza że Palade podaje niżej stopkę badania, czyli tak jakby pracownia autoryzowała wyniki, których de facto nie ma w jej oficjalnym komunikacie. Ten czasami tłumaczy – z wyraźnym znudzeniem – że to znana, rutynowa metoda, stosowana przez inne pracownie i internetowe platformy. Powoduje ona przy okazji, że PiS u Paladego od wielu miesięcy nie spada poniżej 35–36 proc., a czasami ląduje w granicach 37–38 proc., co ma pewien walor propagandowy.

Odrzucanie niezdecydowanych, jak twierdzi wielu krytyków tej metody, to tak naprawdę nie odejmowanie, ale doliczanie ich partiom według proporcjonalnego klucza: więksi dostają więcej, a mniejsi mniej. Ma to wynikać z przekonania, że struktura poparcia w grupie tzw. niezdecydowanych jest bardzo zbliżona do struktury politycznych sympatii wśród tzw. zdecydowanych. Pojawia się jednak opinia, że sama definicja „niezdecydowanych” nie powinna pozwalać na automatyczne doliczanie ich preferencji do wyniku jakiejkolwiek partii, bo skoro oni jeszcze nie wiedzą, na kogo będą głosować, to skąd to wie np. Palade? Wszak nie jest jasne, jak zagłosują ci „odrzuceni niezdecydowani”, kiedy jednak pójdą do urn, a statystyka może być tu zawodna.

Czytaj też: Jak się nie zgubić? Brytyjski politolog o polskich sondażach

Budź optymizm z chłodną głową

To rzeczywiście niełatwy problem. Zdarzające się duże niespodzianki wyborcze, na świecie i w Polsce, świadczą o tym, że nie zawsze grupa niezdecydowanych powiela poglądy wcześniej zbadanych zdecydowanych. Bywa, że pojawia się jakaś szara strefa, a część wyborczych decyzji zapada naprawdę w ostatniej chwili, na podstawie trudnych do przewidzenia czynników i kryteriów. Choć z drugiej strony zdarzają się sondaże – jeszcze przed exit pollem – uderzająco trafnie, niemal do 1 proc. pkt przewidujące wynik wyborów.

Nie przesądzając, kto w tych sporach ma rację, warto zwrócić uwagę na aspekt czysto praktyczny, który powinien skłaniać partie i ich liderów do brania pod uwagę wariantów najmniej korzystnych i do zabezpieczania się przed nimi. Wynika z tego, że punkt przełomu i polityczne rachuby muszą być ustawione wyżej, z odpowiednim zapasem. Zwłaszcza że rezultat wyborów i wielka polityczna zmiana mogą zależeć dosłownie od kilku mandatów w jedną lub drugą stronę. Opozycja więc dla własnego interesu powinna zakładać, że ma w tej chwili najwyżej te 217–220 mandatów, a PiS ma 35 proc. poparcia – i do tych wyników dopasowywać dalsze strategie i chwyty wyborcze. Miłe zaskoczenie może być bonusem, ale nierozsądne byłyby kalkulacje na wyrost, a nuż się uda, bo to przepis na klęskę. Podstawowa zasada politycznego marketingu jest taka: trzeba budzić gorące emocje i optymizm, ale robić to z nadzwyczaj chłodną głową i programowym pesymizmem. Nagroda przyjdzie później.

Adam Szostkiewicz: Sondaże nie wygrywają wyborów

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną