Kraj

Weekend kampanii. Tusk wygrał konwencję, Kaczyński wygrywa w sondażach

Konwencja programowa Koalicji Obywatelskiej w Tarnowie Konwencja programowa Koalicji Obywatelskiej w Tarnowie Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl
Kampania wyborcza 2023 r. okazała się największą publiczną inwestycją ośmiu lat rządów PiS. Rok do roku ponad 70 mld zł deficytu więcej – licząc tylko budżet, bez wielomiliardowych wydatków wyprowadzonych poza ustawę budżetową.

W cyklu komentarzy „Weekend kampanii” dziennikarze, publicyści i współpracownicy „Polityki” co tydzień podsumowują najważniejsze wydarzenia kampanii, omawiają ich skutki oraz zmiany notowań partii.

Sobota miała być ostatnią przed wyborami do Sejmu i Senatu 15 października wymianą ciosów między partiami w postaci konwencji i programowych obietnic. PiS ją jednak przegrało – a mówiąc konkretniej, Kaczyński przegrał ją z Tuskiem, co po raz kolejny tłumaczy, dlaczego nie może sobie pozwolić na bezpośrednią debatę z przewodniczącym PO, skoro jest na granicy nokautu już w starciach pośrednich. Dlatego obóz rządzący ogłosił dogrywkę.

Ma się ona odbyć za tydzień lub dwa w Katowicach. Oficjalnie chodzi o to, aby „bogaty program PiS”, którego konkretne rozwinięcie „nie zmieściło się” na konwencji w Końskich, został przedstawiony w formie „bardziej precyzyjnych szczegółów”. Tłumacząc tę nowomowę na język polski, chodzi o to, aby niezbyt jasne zrzędzenie prezesa przełożyć na konkretne finansowe „dary”.

Tusk nokautuje Kaczyńskiego w wyszukiwarce

Zainteresowanie Jarosławem Kaczyńskim w Końskich i Donaldem Tuskiem w Tarnowie było takie, że w wyszukiwaniach Google′a Tusk pobił Kaczyńskiego w 13 z 16 województw. Oczywiście Tuska wyszukiwali nie tylko jego zwolennicy. Biorąc jednak pod uwagę to, że również słowa Kaczyńskiego (np. na temat jego troski o polskie kobiety) chcieli poznać nie tylko zwolennicy prezesa, znów mamy nokaut.

W licytacji na obietnice z PiS-em KO zdołało wreszcie skonfigurować adresata. Jednak klasa średnia (plus budżetówka, ale tu o wiarygodność obietnic będzie nieco trudniej) i jednak miasta. A na wsi jednak ci, którzy produkują i sprzedają (w obecnej strukturze polskiej wsi to wciąż mniejszość), a nie ci, którzy czasami mają nawet małe gospodarstwa, choć raczej w rozmiarach przypominających „chłoporobotniczą” autarkiczną przeszłość, a czasem nie mają, pozostając uzależnionymi od PiS-owskiej redystrybucji.

W obecnej strukturze polskiej wsi stosunek pomiędzy farmerami a małorolnymi i bezrolnymi wciąż nie kształtuje się na korzyść tych pierwszych. Do farmerów, do faktycznych producentów żywności w Polsce, kierował się Michał Kołodziejczak z propozycją „funduszu stabilizacyjnego” osłaniającego rolników przed zatorami płatniczymi ze strony mniej uczciwych albo także znajdujących się w kłopotach państwowych lub prywatnych kontrahentów.

To dlaczego Kaczyński wygrywa w sondażach

Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Dlaczego sondaże na miesiąc przed wyborami dają Kaczyńskiemu przewagę? Po pierwsze, brak jednej listy opozycji, która zapewniłaby jej zwycięstwo nawet przy obecnym poparciu dla PiS. Pod warunkiem że zostałaby stworzona przed półtora rokiem i gdyby realnie przez cały ten czas pracowała, budując wiarygodną synergię pomiędzy różnymi nurtami opozycji.

Po drugie, osiem lat rządów Kaczyńskiego, który skutecznie obsługiwał swój elektorat mieszanką redystrybucji i hejtu. Sprawiając, że twardy elektorat PiS (jest go całkiem sporo) ma wrażenie spełnionych obietnic. Po trzecie, ostatnie lata rządów Tuska i mającej go zastąpić Ewy Kopacz. Różniące się nieco na gorsze od lat 2007–11 z ich realizowaną wówczas wizją inwestycji infrastrukturalnych i modernizacji Polski.

Szczególnie końcówka tych rządów, która bazowała na coraz bardziej sypiącym się w posmoleńskiej Polsce status quo „ciepłej wody z kranu” i „wizji, z których trzeba się leczyć u dobrego lekarza”. Pamięć o tej końcówce, dodatkowo zmanipulowana zarówno przez prawicę, jak też przez „antylibkową” część radykalnej lewicy, tworzy nad głową Tuska betonowy sufit, który nie tak łatwo przebić.

Co jeśli PiS wygra? To zależy

Jeśli przez granice baniek dzielących od siebie elektorat obozu władzy i elektorat opozycji nie przebije się ani propozycja programowa KO, ani afera z pisowskim MSZ (który w przerzucie imigrantów z Afryki i Azji do Polski i UE okazał się skuteczniejszy niż niejedna mafia używająca ciężarówek czy łodzi), to wynik wyborczy nie będzie różnił się aż tak bardzo od obecnych sondaży.

A wówczas wybory będą „tylko” o to, czy Kaczyński znów zdobędzie samodzielną większość albo zlepi „śmieciową koalicję” z przekupionych lub/i zastraszonych posłów innych ugrupowań (jeśli do większości zabraknie mu kilkunastu posłów). Czy też będzie skazany na realnego koalicjanta (jeśli zabraknie mu 50 posłów). Każdy taki koalicjant, obojętnie czy byłaby to Konfederacja, czy PSL, stanie się jego priorytetowym przeciwnikiem. Tak jak Samoobrona i LPR były dla niego priorytetowymi przeciwnikami w 2006 r., co spowodowało jego klęskę w 2007 r.

Stopy, czyli dosypanie do portfeli

Kaczyński zagrał va banque, aby nie oddać władzy, zdemolował finanse państwa. Wisienką na torcie było nagłe skokowe obniżenie stóp procentowych przy nadal dwucyfrowej inflacji, które doprowadziło do natychmiastowego osłabienia złotówki, co może mieć długofalowe konsekwencje zarówno dla inflacji, jak też dla kosztów obsługi zadłużenia państwa. W takim razie po co było to robić?

Otóż tysiące klientów polskich banków (ze mną włącznie) nieomalże następnego dnia po decyzji RPP i Adama Glapińskiego otrzymało nowe harmonogramy spłaty swoich kredytów. Obniżające miesięczne raty o kilkadziesiąt lub kilkaset złotych. Oczywiście obdarowani zapłacą za to po wyborach wyższym „podatkiem inflacyjno-drożyźnianym” i innymi konsekwencjami osłabienia złotówki. Jednak dzień głosowania będzie wcześniej, a wielu wyborców zostało w ten sposób zmotywowanych („Polacy, nic złego się nie dzieje, a my właśnie dosypaliśmy wam do portfeli!”).

Kampania 2023 r. – największa inwestycja ośmiu lat PiS

Jeśli jednak Kaczyński nie dostanie samodzielnej większości, nie tylko rządzone przez niego państwo będzie w chaosie, ale też jego kontrola nad tym chaosem będzie osłabiona. Czy Unia da mu wówczas miliardy, żeby przetrwał spowodowany przez jego własną politykę kryzys? Z jednej strony Bruksela musi być pragmatyczna wobec tych, którzy faktycznie rządzą krajami członkowskimi, szczególnie w kontekście wojny w Ukrainie. Z drugiej jednak strony pieniądze z KPO były poza zasięgiem już wtedy, gdy Duda z Kaczyńskim, Ziobrą i Morawieckim wzajemnie się blokowali. Jak do tego towarzystwa dojdą Braun z Bosakiem i Mentzenem, będzie jeszcze większy chaos, kompromitacja, blokada.

Kampania wyborcza 2023 r. okazała się największą publiczną inwestycją ośmiu lat rządów PiS. Rok do roku ponad 70 mld zł deficytu więcej (licząc tylko deficyt budżetowy planowany przez rząd na 2024 r., który nie pokazuje wielomiliardowych wydatków państwa wyprowadzonych przez Morawieckiego poza ustawę budżetową) i ponad 300 mld więcej zadłużenia państwa. Czy w starciu z takim „inwestorem” można w ogóle wygrać? I drugie ważniejsze pytanie: czy państwo, które ma takie „priorytety inwestycyjne”, może w ogóle przetrwać?

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną