Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Trybunał zjadł ciastko i ma ciastko. Wpędził Nawrockiego w niezręczną sytuację

. . Lukas Plewnia / Flickr CC by SA
Trybunał Konstytucyjny odroczył bezterminowo rozpatrywanie wniosku posłów PiS zmierzającego do unieważnienia zeszłotygodniowych wyborów sędziów do TK. Dzięki temu prezydent będzie uzasadniał wstrzymywanie się od przyjęcia przyrzeczenia od nich. Przy okazji jednak Trybunał wpędził go w niezręczną sytuację.

Na sali rozpraw, jak to ostatnio częste, nie było przedstawicieli ani Sejmu, ani Prokuratora Generalnego. Nie było też – co dziwne – przedstawiciela prezydenta, mimo że wniosek go dotyczył.

Czytaj także: Zabetonowane bastiony PiS. Decydujące starcie o sprawiedliwość: partia Kaczyńskiego broni pozycji

Na salę wchodzi „dubler”

W tej sprawie, w przeciwieństwie do wielu innych wnoszonych do Trybunału Konstytucyjnego w interesie PiS, TK działa z dziwną dla siebie rezerwą. Przede wszystkim, mimo wniosku posłów partii Jarosława Kaczyńskiego, nie wydał postanowienia o zabezpieczeniu postępowania, nakazując Sejmowi zawieszenie działań zmierzających do wyboru sędziów. Sejm, a konkretnie rządząca większość, wybrała więc sędziów spokojnie, nie musząc argumentować, że Trybunał wydał zabezpieczenie bezprawnie.

Dalej: pierwotnie w piątce wyznaczonej do rozpatrzenia tej sprawy nie było tzw. dublera, a więc skład miał być prawidłowy. Jednak zamieniono byłego posła PiS Stanisława Piotrowicza na dublera Jarosława Wyrembaka. Prawdopodobnie Piotrowicza wyłączono (lub sam się wyłączył), ponieważ brał wyjątkowo aktywny udział w przygotowywaniu i uchwalaniu zaskarżonych przepisów (wcześniej mu to nie przeszkadzało).

Czytaj też: Święczkowski zgasi światło?

Reklama