Na sali rozpraw, jak to ostatnio częste, nie było przedstawicieli ani Sejmu, ani Prokuratora Generalnego. Nie było też – co dziwne – przedstawiciela prezydenta, mimo że wniosek go dotyczył.
Czytaj także: Zabetonowane bastiony PiS. Decydujące starcie o sprawiedliwość: partia Kaczyńskiego broni pozycji
Na salę wchodzi „dubler”
W tej sprawie, w przeciwieństwie do wielu innych wnoszonych do Trybunału Konstytucyjnego w interesie PiS, TK działa z dziwną dla siebie rezerwą. Przede wszystkim, mimo wniosku posłów partii Jarosława Kaczyńskiego, nie wydał postanowienia o zabezpieczeniu postępowania, nakazując Sejmowi zawieszenie działań zmierzających do wyboru sędziów. Sejm, a konkretnie rządząca większość, wybrała więc sędziów spokojnie, nie musząc argumentować, że Trybunał wydał zabezpieczenie bezprawnie.
Dalej: pierwotnie w piątce wyznaczonej do rozpatrzenia tej sprawy nie było tzw. dublera, a więc skład miał być prawidłowy. Jednak zamieniono byłego posła PiS Stanisława Piotrowicza na dublera Jarosława Wyrembaka. Prawdopodobnie Piotrowicza wyłączono (lub sam się wyłączył), ponieważ brał wyjątkowo aktywny udział w przygotowywaniu i uchwalaniu zaskarżonych przepisów (wcześniej mu to nie przeszkadzało).
Czytaj też: Święczkowski zgasi światło?