Sejm wybrał sześcioro sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. To była najłatwiejsza część operacji
Marszałek Sejmu ogłosił z jednodniowym wyprzedzeniem nieprzekraczalny termin na zgłaszanie kandydatów. Sejmowa komisja sprawiedliwości zaopiniowała ich następnego dnia, a kolejnego (13 marca) zostali wybrani. Procedura krótka, by nie powiedzieć: ekspresowa.
Od lat krytykowano Sejm za nietransparentne zgłaszanie kandydatów i brak debaty publicznej nad nimi, ale tym razem był to rekord świata. 26 lutego ponad 30 organizacji pozarządowych ogłosiło „Apel w sprawie transparentności wyboru sędziów i funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego”. Pisały w nim, że „kluczowym warunkiem sprzyjającym budowie społecznego zaufania do TK jest odpowiedni czas poświęcony na wybór sędziów”, wzywały do publicznego wysłuchania kandydatów.
Czytaj także: Zabetonowane bastiony PiS. Decydujące starcie o sprawiedliwość: partia Kaczyńskiego broni pozycji
Sześciu nowych sędziów do TK
Zgłoszono w sumie ośmioro kandydatów: sześcioro przez Prezydium Sejmu (czyli rządzącą koalicję), dwóch przez PiS. Ci ostatni odpadli: pierwszy to adwokat i doktor prawa Michał Skwarzyński, absolwent KUL i ekspert m.in. Ordo Iuris, drugim był prof. Andrzej Kotowski, wykładowca Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego i pracownik Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego.
Sejm do Trybunału Konstytucyjnego wybrał natomiast:
- dr Magdalenę Bentkowską, adwokatkę z 30-letnim stażem, która w czasach rządów PiS broniła pro bono aktywistów opozycji ulicznej;
- dr. hab. Marcina Dziurdę, profesora w Katedrze Postępowania Cywilnego na UW, radcę prawnego, w latach 2006–12 Prezesa Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa;
- Annę Korwin-Piotrowską, sędzię z 26-letnim stażem, zaangażowaną we wprowadzanie i rozwijanie mediacji sądowej w Polsce, odwołaną faksem przez ministra Zbigniewa Ziobrę z funkcji wiceprezesa Sądu Okręgowego w Opolu, na co poskarżyła się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka;
- dr. hab. Krystiana Markiewicza, wykładowcę akademickiego i sędziego z 19-letnim stażem, ostatnio w Sądzie Okręgowym w Katowicach, członka Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądownictwa i Prokuratury powołanej przez ministra Adama Bodnara, do 2025 r. prezesa Stowarzyszenia Sędziów Iustitia;
- dr. hab. Dariusza Szostka, profesora Uniwersytetu Śląskiego, radcę prawnego i eksperta w dziedzinie cyberbezpieczeństwa i nowych technologii ze szczególnym uwzględnieniem sztucznej inteligencji;
- dr. hab. Macieja Taborowskiego, profesora w Instytucie Nauk Prawnych PAN, wykładowcę akademickiego, adwokata, b. zastępcę Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, członka Zespołu Ekspertów Prawnych Fundacji im. Stefana Batorego i eksperta prawa unijnego.
Wybór nowych sędziów TK poprzedziło przyjęcie przez Sejm, na wniosek posłów koalicji, uchwały „W sprawie działań niezbędnych do zapewnienia spełniania przez Trybunał Konstytucyjny wymogów sądu ustanowionego na mocy prawa, niezawisłego i bezstronnego”. Odwołując się do wyroków Trybunału Konstytucyjnego, Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, deklaruje w niej „podjęcie działań służących ukształtowaniu składu osobowego Trybunału Konstytucyjnego w taki sposób, by Trybunał ten spełniał wymogi sądu ustanowionego na mocy prawa, niezawisłego i bezstronnego, w tym w szczególności dokonania wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego na wolne miejsca, z uwzględnieniem potrzeby odbudowy zaufania publicznego do tego organu”.
Czytaj też: Święczkowski zgasi światło?
Taka sytuacja
Uchwała nie jest prawnie wiążąca, może co najwyżej podkreślać prawne i moralne znaczenie wyboru sędziów. Być może ma też stanowić cezurę, od której koalicja będzie uznawać wyroki TK (oczywiście te bez dublerów), a premier będzie je publikował. Może też stanowić alibi dla koalicji, że nie obsadzała w przewidzianym prawem terminie miejsc wtedy, kiedy się zwalniały, bo czekała na wyrok TSUE z grudnia zeszłego roku.
Trzy miejsca po Julii Przyłębskiej, Mariuszu Muszyńskim i Piotrze Pszczółkowskim wakują od grudnia 2024 r., a „najmłodsze” – po Krystynie Pawłowicz i Marcinie Warcińskim – od grudnia 2025 r. Tymczasem wybór sędziego Trybunału według prawa powinien się odbyć tak, by następca odchodzącego sędziego mógł być zaprzysiężony w momencie końca kadencji poprzednika.
Teraz owo zwlekanie i chomikowanie miejsc opozycja zarzuca koalicji. Dzięki temu bowiem niejako przedłuża okres, w którym będzie miała w Trybunale Konstytucyjnym większość. Jak? Dziewięcioletnia kadencja kolejnego sędziego zaczyna się w momencie objęcia przez niego urzędowania, a nie w momencie końca kadencji jego poprzednika.
Spekulowano, że ta taktyka może być pretekstem do odmowy przyjęcia przez prezydenta Karola Nawrockiego przyrzeczenia od nowych sędziów. Tymczasem posłowie PiS dali prezydentowi mocniejszy argument: zaskarżyli przyjęty we własnej ustawie z 2016 r. tryb wyboru sędziów do TK. Zaskarżyli – a jakże – do Trybunału Konstytucyjnego. Sprawę w składzie bez dublerów, a więc prawidłowym, ma on rozpatrzeć 17 marca.
Możliwe, że wybór sędziów odbył się tak nagle i właśnie teraz, bo koalicja chciała zdążyć przed tym wyrokiem TK. Wprawdzie premier zapewne nie opublikowałby tego wyroku, podobnie jak wszystkich, które zapadły po zmianie władzy, co dałoby koalicji argument, by twierdzić, że skutecznie wybrała sędziów, ale musiałaby do tego przekonać jeszcze prezydenta, co byłoby raczej misją niemożliwą.
Antycypując odmowę prezydenta, wymyślano zastępcze formy złożenia przyrzeczenia przez sędziów: przed notariuszem, z użyciem megafonu pod Pałacem Prezydenckim, przed Sejmem czy przez Zgromadzeniem Narodowym. Tyle że tu wyrasta kolejna rafa, o którą skuteczne obsadzenie wakatów w TK rozbije się niechybnie. Otóż jest w zasadzie pewne, że obecny prezes Trybunału Bogdan Święczkowski nie uzna takiego zastępczego zaprzysiężenia i nie dopuści sędziów wybranych głosami koalicji do orzekania.
Ale po wyborze nowych sędziów Trybunał i po orzeczeniu 17 marca też będzie w pułapce. Żeby ten wyrok mógł podważyć najnowszy wybór, powinien ogłosić, że jego wyrok obowiązuje z mocą wsteczną. Czyli wybrani głosami PiS sędziowie zanegowaliby także własny wybór i TK opróżniłby się całkowicie.
Jeśli zaś orzeknie o skutku z dniem ogłoszenia lub z vacatio legis – prezydent Nawrocki nie będzie miał pretekstu do odmowy przyjęcia przyrzeczenia od nowych sędziów, a prezes Święczkowski – do niedopuszczania ich do orzekania.
Taka sytuacja.