Mniejsze klasy, wyższe pensje. Nowacka popiera nauczycieli. Gdzie jest haczyk?
Barbara Nowacka niespodziewanie poparła żądania nauczycieli, aby ich pensje nie zależały od widzimisię polityków. ZNP od pięciu lat domaga się powiązania wynagrodzeń nauczycieli ze średnimi zarobkami w gospodarce. Na razie bez skutku.
Rząd w tej sprawie zwłóczył. Teraz ministra edukacji zapewnia, że sprawę doprowadzi do końca. To nowa postawa. Wcześniej Nowacka opowiadała o podwyżkach, które jej rząd już dał nauczycielom. Po raz pierwszy słyszymy nie o tym, co było, lecz o planowanych wynagrodzeniach w oświacie.
Nowacka zapewnia, że zgadza się nauczycielami nie tylko w kwestii wyższych zarobków, ale też w sprawie poprawy warunków pracy. Na przykład klasy powinny być mniej liczne. Do tej pory rząd był głuchy na te apele. Promowana była narracja, że liczne klasy nie szkodzą ani dzieciom, ani pracownikom. Dzieciom nawet służą (w dużej grupie łatwiej nabywają kompetencji społecznych). Teraz ministra niespodziewanie mówi innym językiem. Czy coś się za tym kryje?
Więcej tutaj.