Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Mówił Zbigniew Ziobro, Boston, Massachusetts. Ucieczka Ziobry do USA robi z niego postać kuriozalną

Mówił Zbigniew Ziobro, Boston, Massachusetts. Ta ucieczka robi z niego postać kuriozalną

Zbigniew Ziobro Zbigniew Ziobro Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl
Zbigniew Ziobro salwował się ucieczką do USA, co w oczywisty sposób podważa narrację o sprawczości koalicji rządowej. Ale to również kłopot dla samego zbiega, bo są granice śmieszności w unikaniu odpowiedzialności. Oraz dla PiS, zwłaszcza jeśli Ziobro będzie zza oceanu wygłaszał orędzia.

Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek w poniedziałek rano zwołał konferencję prasową, aby piętnować katastrofę budżetową, zapaść w systemie ochrony zdrowia i kilka innych przewin rządu Donalda Tuska. Jednak ku irytacji kandydata media najbardziej zainteresowane były jego komentarzem do transatlantyckiej eskapady partyjnego kolegi. Bo ucieczka Zbigniewa Ziobry do Stanów Zjednoczonych jest dla Prawa i Sprawiedliwości wizerunkowym kłopotem: ogniskuje uwagę opinii publicznej, odwracając ją od innych politycznych aktywności, i ośmiesza partię Jarosława Kaczyńskiego, która ze śmiertelnej powagi oraz wielkich słów i gestów uczyniła swój znak rozpoznawczy.

Ziobro nadaje z USA

Ziobro w USA nie jest ani męczennikiem, ani groźnym, mrocznym mścicielem, który tuż za rogiem, w Budapeszcie, pod skrzydłami prawicowego strongmana Orbána czeka na powrót do Polski. Dziś odgrywa rolę uciekającego w popłochu przegranego polityka bez przyszłości.

Jak ogłoszono, Ziobro został teraz oficjalnym komentatorem politycznym telewizji Republika w USA. „Myślę, że spojrzenie z perspektywy amerykańskiej będzie miało swoją wartość dla stacji” – obwieścił na antenie były prokurator generalny, co jest bardzo zabawnym oświadczeniem, biorąc pod uwagę, że „amerykańską perspektywę” będzie prezentował człowiek przebywający w USA ledwie od niedzieli. Ziobro, kiedyś wszechwładny minister sprawiedliwości, dziś coraz bardziej upodabnia się do Mariusza Maxa Kolonki, który po latach na zawodowym szczycie wygłasza swoje karykaturalne orędzia ze schowka na szczotki za oceanem. I tylko czekać, aż Ziobro będzie kończył swoje korespondencje dla Republiki podobnie do pierwowzoru: „Mówił Zbigniew Ziobro, Boston, Massachusetts”.

Każda odezwa Ziobry w Republice będzie przypominała mniej przywiązanym do partyjnych szyldów prawicowym wyborcom o aferach ośmiu lat rządów PiS i stanowiła dowód na to, jak politycy Prawa i Sprawiedliwości postrzegają odpowiedzialność za swoje działania, lojalność wobec współpracowników i elektoratu, a także to, jak rozkładają akcenty między polityczną determinacją a dbałością o interes własny.

Czytaj też: Sytuacja Ziobry nie jest komfortowa. Ale jego ucieczka obnaża słabość wymiaru sprawiedliwości

Przekroczona granica śmieszności

Ucieczka Ziobry jest również problemem dla koalicji 15 października, a już na pewno dla tej jej części, która zapowiadała twarde, skuteczne i szybkie rozliczenia afer rządów PiS.

Choć od początku było oczywiste, że ten proces musi potrwać, uwikłany w prawne i sądowe procedury, spora część wyborców dzisiejszego obozu władzy uwierzyła, że jest możliwa ścieżka ekspresowa. Najpierw przeszkodą miał być minister sprawiedliwości Adam Bodnar, którym – jak głosiły liczne opinie – targać miały zupełnie niepotrzebne skrupuły, typowe dla jajogłowego intelektualisty nadmiernie przywiązanego do procedur. Receptę miała stanowić wymiana Bodnara na twardego praktyka Waldemara Żurka, ale – jak widać na załączonym obrazku – łatwiej nagrywać kolejne ogniste filmy w mediach społecznościowych, niż znaleźć jeden magiczny sposób na pokonanie realnych przeszkód systemowych i prawnych.

Podobny skutek mogą mieć obecne zapewnienia, że Polska zwróci się o wyjaśnienia do Amerykanów i będzie starać się sprowadzić Ziobrę w procedurze ekstradycyjnej. Cóż, i te nadzieje są raczej płonne, a odpowiedź administracji Donalda Trumpa będzie zapewne podobna do odpowiedzi Departamentu Stanu na pytanie o Ziobrę, które zadał Marek Wałkuski z Polskiego Radia: „Stany Zjednoczone i Polskę łączą bliskie więzi polityczne, gospodarcze i społeczne, zakorzenione w wielowiekowej przyjaźni między naszymi narodami i rządami. Ze względu na poufny charakter danych wizowych nie udzielamy żadnych informacji na ten temat”.

Być może dla rządu Donalda Tuska i całej koalicji to dobra okazja, żeby temat rozliczeń w sensie politycznym i narracyjnym nieco wygaszać, tym bardziej że – choćby według badań CBOS – zainteresowanie nim wśród Polek i Polaków gwałtownie spada. A patrząc na sprawę racjonalnie, fakt, że ustosunkowany i majętny przedstawiciel elit podejrzany o poważne przestępstwa skutecznie i długo unika wymiaru sprawiedliwości, nie jest czymś bardzo nadzwyczajnym. Ale nie będzie też czymś szczególnie zaskakującym, jeśli epopeja Ziobry ostatecznie dobiegnie końca i zbieg stanie pewnego dnia przed polskim sądem. Wystarczy tylko poczekać. A na razie skupić się na czymś innym, czerpiąc przy tym satysfakcję z faktu, że jakiś rodzaj kary jednak Ziobrę dosięgnął: jego kariera publiczna w Polsce wydaje się definitywnie skończona, bo przekroczył granicę śmieszności, co bywa w polityce bardziej dyskwalifikujące niż łamanie prawa.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Łatwogang rozbił bank. Diss na raka i cud w kawalerce. Jaki będzie ciąg dalszy akcji?

Łatwogang zaatakował raka klinicznego, ale postanowił też walczyć z tym społecznym: z obojętnością.

Katarzyna Kaczorowska
06.05.2026
Reklama