Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

PiS chce deportować Ukraińców, licytuje się z Braunem. Kaczyński przekroczy każdą granicę

Preferuj w Google
Konferencja programowa PiS, 6 sierpnia 2026 r. Konferencja programowa PiS, 6 sierpnia 2026 r. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
PiS przebija Konfederację i licytuje się z Grzegorzem Braunem. Pomysł, by deportować Ukraińców, to kolejny Rubikon.

Urządzanie konwencji programowej w dzień hucznie obchodzonej rocznicy prezydentury Karola Nawrockiego było z założenia skazane na porażkę. Chyba że organizatorzy i uczestnicy pomyśleli o odpowiednim nagłośnieniu. Wykazał się w tej materii europoseł Tobiasz Bocheński, który zapowiedział deportację niepracujących Ukraińców. Bynajmniej nie jest to wybryk czy przejęzyczenie partyjnego delfina; pomysł potwierdził prezes Jarosław Kaczyński. Refleksje mam dwie: PiS brunatnieje, a ja tęsknię za Andrzejem Dudą.

Ukraińcy mają walczyć

Europoseł Tobiasz Bocheński wystąpił pod koniec dwugodzinnej konwencji, na której przysypiali nawet Kaczyński z namaszczonym na premiera Przemysławem Czarnkiem. Niedoszły prezydent stolicy opowiadał o polityce migracyjnej przyszłego, w domyśle pisowskiego rządu. Oprócz rozwiązań skopiowanych zza oceanu – jak szczelny system kontroli, deportacje, ostre kary dla migrantów i osób im pomagających – zapowiedział deportację niepracujących Ukraińców. „Żeby Europa Środkowo-Wschodnia była bezpieczna i wolna, Ukraina musi zwyciężyć. W związku z tym jedną z pierwszych, istotniejszych decyzji rządu będzie decyzja o deportacji mężczyzn, Ukraińców w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie w Polsce. Będą mieli okazję walczyć o swoją ojczyznę, żeby horror tej wojny szybko się zakończył” – tłumaczył.

Taki postulat nie został postawiony nawet przez polityków Konfederacji, choć co niektórzy o tym wspominali. PiS przelicytował więc bezpośredniego konkurenta i rzucił rękawicę trzeciemu tygrysowi prawicy. Kaczyński twierdzi co prawda, że tylko przysłuży się Ukrainie. „Przecież to nie jest deportacja wszystkich, tylko tych, którzy tutaj są, a nie pracują. W każdym razie legalnie nie pracują i są w wieku poborowym. To pomoc dla Ukrainy, jeżeli chodzi o mobilizację, bo jeżeli druga strona podobno po wyborach w Rosji to planuje, przeprowadzi mobilizację, to trzeba skądś ludzi brać, a z tym jest duży kłopot” – mówił w Sejmie.

Prezes pozwolił przekroczyć kolejną granicę w pogoni za sympatią najradykalniejszych grup w Polsce i sięgnął po metodę, która w 2015 r. dała mu władzę absolutną. Dekadę później nie chodzi już o budzenie lęków, a o licytację z ich największym siewcą Grzegorzem Braunem. Z drugiej strony: wajcha w relacjach z Ukrainą przestawiła się już do końca. Od braterstwa w 2022 r., przez chłodną przyjaźń, po spory, niechęć, wreszcie cynizm skrywany pod płaszczykiem „pomocy”.

PiS idzie ku nowemu

Konwencja PiS przebiegła pod hasłem „Ku nowemu rządowi”. Oprócz Kaczyńskiego i Bocheńskiego przemawiali Przemysław Czarnek czy Mariusz Błaszczak. Motywy przewodnie były dwa. Pierwszy to podkreślanie nierozerwalnej niczym węzeł gordyjski relacji łączącej PiS z Karolem Nawrockim. Prezydent był przywoływany w kontekście dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego czy kampanijnego wsparcia pisowskiej machiny. Błaszczak stwierdził krótko: „Czy możemy liczyć na wsparcie prezydenta? Tak, możemy!”. Wiceprezes PiS dwukrotnie nawoływał do oklasków dla Kaczyńskiego za „dobre wskazanie kandydata”.

To wyraźny sygnał dla Pałacu Prezydenckiego, że mimo problemów i rozłamu w partii to Jarosław Kaczyński poczuwa się do roli woźnicy na prawicowym taborze. Oczywiście, że Nawrocki został namaszczony i poprowadzony za rękę przez PiS i w dużej mierze realizuje politykę partii. Jednak zmienił się kontekst: Kaczyński zauważył, że Nawrocki realizuję politykę partii, gdy jest tożsama z jego interesem, a jego plan to przywództwo na prawicy. Głośne przypomnienie, od kogo jest zależny i komu zawdzięcza urząd, ma zbliżyć PiS do odsuwającego się prezydenta.

Drugim motywem były już wyborcze plany. Kaczyński silnie akcentował: „Mamy patriotycznego prezydenta, musimy mieć patriotyczny rząd”. Patriotyczny oznacza w tym przypadku nie tylko prawicowy, ale i działający pod patronatem PiS.

Oprócz szczucia na Ukraińców powrotowi do władzy ma pomóc obietnica rozliczeń i powrotu do tego, co było. Przemysław Czarnek chce m.in. wyjść z ETS i powołać „Straż Praw”, efemeryczną organizację, która „będzie stała na straży praworządności bez względu na to, kto zarządza innymi służbami”. Byłemu ministrowi edukacji udało się przy okazji trafnie zauważyć, że musimy się w Polsce zdecydować, czy mamy mieć ustrój prezydencki czy kanclerski.

O ile więc Mateusz Morawiecki chce przywrócić rząd Zjednoczonej Prawicy, ale bez maślarzy, o tyle PiS chce po prostu wrócić do władzy za wszelką cenę. W rocznicę powołania prezydenta nie pozostaje nic innego jak z rozrzewnieniem wspomnieć Andrzeja Dudę, który chociaż w sprawie Ukrainy umiał zachować się przyzwoicie.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Redpille z manosfery. Rozpanoszył się samczyzm, atakują stadnie. Politycy też zwęszyli kapitał

W sieci rozpanoszył się samczyzm: promowany jest patriarchalny porządek świata, męski szowinizm i tzw. prosty chłopski rozum. Emancypacja kobiet, ruch #MeToo i coraz większe aspiracje pań dały mężczyznom w kość. Na tę falę, ciągnącą zresztą z zagranicy, próbują wskoczyć nie tylko influencerzy, ale też politycy.

Malwina Dziedzic
21.07.2026
Reklama