Mickiewicz Adam

Wieszcz kochliwy
Adam Mickiewicz – wieszcz narodowy. Wydaje się, że wszystko o nim wiemy. Jednak wiele z tego, czego nas uczono w szkole, jest tylko legendą.
Celina Mickiewicz. Żona wieszcza chorowała psychicznie i cierpiała na manię wielkości.
Muzeum Literatury w Warszawie/Materiały promocyjne

Celina Mickiewicz. Żona wieszcza chorowała psychicznie i cierpiała na manię wielkości.

Konstancja Łubieńska. Ta matka pięciorga dzieci straciła głowę dla wieszcza Adama
Muzeum Literatury w Warszawie/Materiały promocyjne

Konstancja Łubieńska. Ta matka pięciorga dzieci straciła głowę dla wieszcza Adama

Legendą romantyczną i piękną, ale legendą. Kogo kochał? Jak żył? Jakim był człowiekiem? Spróbujmy sobie odpowiedzieć na te pytania.

Urodził się w 1798 r. w Nowogródku albo w Zaosiu. Badaczom nie udało się tego ustalić. Ojciec: Mikołaj Mickiewicz, prawnik, prowincjonalny kauzyperda, zajmujący się podejrzanymi procesami.

Na początku XIX w. szlachta polska musiała udowadniać swoje szlachectwo. Był to rodzaj represji wymyślonych przez carat, by zmniejszyć jej liczebność. Zagrożenie wojskiem (chłopów obowiązywała aż 25-letnia służba) powodowało, że masowo stawano przed sądami, by udowadnić swe szlacheckie pochodzenie. W tej epoce wiele rodzin szlacheckich utraciło swoje prawa przez zaniechanie lub niemożność udokumentowania genealogii, a że natura próżni nie lubi, przy okazji weszło do stanu szlacheckiego sporo zamożniejszych mieszczan i chłopów.

Udowadnianiem szlacheckiego pochodzenia zajmował się właśnie Mikołaj Mickiewicz. Przy okazji i swoje udowadniał – dwukrotnie negowano szlacheckie korzenie rodziny Mickiewiczów. Drobna to bowiem była szlachta. Ojciec Mikołaja, Jakub, ledwo piśmienny, ożenił się bogato, co zdaje się zdecydowało o awansie całej rodziny i pozwoliło Mikołajowi skończyć studia.

Mickiewiczowie był to ród krewki, skory i do szabli, i do szklanki. Jak odnotowały annały, dwaj stryjeczni dziadkowie poety zginęli w bójkach. Jeden z nich, Bazyli, z ręki swojego wspólnika w różnych łajdackich przedsięwzięciach, niejakiego Jana Saplicy.

Matką poety była Barbara z Majewskich, córka ekonoma. Niezbyt to wysoka parantela. Kobieta ta intrygowała zawsze biografów, ponieważ stugębna plotka głosiła, że była frankistką, czyli Żydówką.

Matka naszego narodowego wieszcza Żydówką? Coś strasznego!! – wykrzykiwali dziewiętnastowieczni mieszczanie. I nie dopuszczali tego do wiadomości i świadomości. A to ciekawa historia: na Litwie działał w owych czasach głośny reformator Jakub Frank, który doprowadził do asymilacji kilku tysięcy Żydów. Chrzcili się oni i przyjmowali polskie nazwiska. Szlachta i arystokracja dopuszczała konwertytów do swoich herbów. Niekiedy nazwiska tych nowych szlachciców wywodziły się od nazw miesięcy, w których odbywał się chrzest. Nazwisko Majewska pochodzi od maja. A więc, może?

Ksawery Branicki, wspierający różne przedsięwzięcia polityczne Adama Mickiewicza, twierdził, że ten sam przyznał mu się do żydowskiego pochodzenia matki. Ale są to tylko słowa. Nie mamy żadnych dokumentów na ich poparcie.W tym miejscu wypada powiedzieć, że też raczej mieć ich nie będziemy. Syn naszego wieszcza, Władysław, życie strawił na tworzeniu legendy ojca między innymi poprzez niszczenie listów i dokumentów, które by rzuciły jakiekolwiek negatywne, w jego mniemaniu, światło na postać poety. Straty przez niego poczynione są nie do odrobienia.

Jak to było z Marylą

Rodzinie Mickiewiczów powodziło się nieźle aż do śmierci ojca w 1812 r. Później było już bardzo ciężko. Braci Mickiewiczów było aż czterech. Adam zdecydował się na studia w Wilnie. Uczył się dobrze i mógł wybrać sobie kierunek, ale potrzebował stypendium. Myślał o medycynie, zaczął jednak studiować w seminarium nauczycielskim, gdzie to stypendium udało mu się uzyskać. Zasady stypendialne były proste – za każdy rok studiów dwa lata pracy pedagogicznej w miejscu wskazanym przez uczelnię.

Na początku XIX w. Uniwersytet Wileński stał na wysokim poziomie. Wykształcenie klasyczne, jakie odebrał Mickiewicz, rozległe lektury plus talent poetycki dały mu potem wystarczające kwalifikacje do prowadzenia wykładów w paryskiej College de France i przynależność do ścisłej czołówki ówczesnej elity intelektualnej Europy.

Na studiach zawarł mnóstwo przyjaźni, którym pozostał wierny przez całe życie. Malewski, Odyniec, Zan, Czeczot, Domeyko to ludzie, którzy byli z nim na dobre i złe, którzy go wspierali i których on wspierał, gdziekolwiek by ich los rzucił. Jeden z kolegów napisał o przyszłym wieszczu, że Adam był: „nie mnisiej maniery...”. Po prostu – był kochliwy.

Romantyzm. Wtedy wszyscy się kochali. Ale Mickiewicz nie tylko się kochał. On romansował. Kręciły się po jego życiorysie różne panienki: jakaś Joasia, Józia, jakaś Aniela, co go do ołtarza próbowała doprowadzić. Nawet słynny wiersz „Do M.” był najpierw zadedykowany innej. Ale najważniejsza była oczywiście Maryla. Tylko z Marylą też było zupełnie inaczej niż nas uczono w szkole, inaczej niż mówi legenda o miłości wielkiej łączącej poetę i dziewicę, którą wydano za bogatego hrabiego.

Poeta jak to poeta – najpierw miał romans. Z panią Kowalską, żoną lekarza w Kownie. Kowieńska Wenera – tak o niej pisano.

W Kownie znalazł się Adam po ukończeniu studiów, właśnie tam musiał odpracować swoje stypendium. Nuda małego miasteczka, tępi uczniowie, marna pensyjka, z której wspomagał młodszych braci, podsyłając im pieniądze a to na koszule, a to na majtki – wszystko to powodowało, że nasz poeta zapada w Kownie na hipochondrię, depresję, ból zębów i wszelkie możliwe przypadłości. Koledzy ślą mu książki, wspomagają pożyczkami, niepokoją się o utalentowanego przyjaciela. To, że jest wybitnie utalentowany, już wiedziano. Właśnie wydał swój pierwszy tomik poetycki.

Wszystkie niedole życia prowincjonalnego znikają, gdy zaczyna się romans. Romans, który omal nie doprowadził do pojedynku. Kowieńska Wenera miała bowiem jeszcze jednego adoratora: szambelana Nartowskiego. Przy kartach panowie się kłócą o damę. Mickiewicz, nieodrodny wnuk Bazylego, wali szambelana w łeb lichtarzem. Na to pojawia się mąż, który rozdziela walczących.

Finał – dwa pojedynki. Z szambelanem i mężem. Niezły skandal jak na małe Kowno! Szczęściem doktorowa z kobiecym sprytem doprowadza do zgody między panami. O mało co, abyśmy może stracili w pojedynku naszego wieszcza. Tak jak Rosjanie stracili w pojedynku Puszkina.

Poeta romansuje w najlepsze z doktorową Kowalską, gdy poznaje w czasie wakacji pannę Marylę Wereszczakównę, z zamożnej, acz trochę zbiedniałej rodziny, zaręczoną już z hrabią Wawrzyńcem Puttkamerem. Miłość nie rozgorzała od pierwszego wejrzenia, jak każe legenda. Poeta wraca do Kowna i dalej romansuje z nadobną doktorową. Dopiero po roku w czasie wakacji znów spotyka Marylę i wtedy się zakochuje. Maryla jest już wówczas hrabiną Puttkamerową. Legenda głosi, że jej małżeństwo było białe, czyli nieskonsumowane. Stąd dziewica.

Przyjaciele starannie zacierali ślady doktorowej Kowalskiej. Zaklinali się, że łączyła z nią poetę tylko przyjaźń. Podobnie przesuwano w czasie romans z Marylą, by się nie wydało, że był to romans z mężatką. Romantyczny poeta powinien przeżywać wielką miłość, ale przecież nie z mężatką!

Z zachowanych fragmentów korespondencji Jarosław M. Rymkiewicz wydedukował, że romans ten miał przebieg niezwykle dramatyczny. Przytoczmy jego sugestie... Są one doprawdy sensacyjne! Maryla się truła. Zażyła końską dawkę popularnego w owym czasie laudanum, czyli opium. Odratowano ją. Truła się, ponieważ była przy nadziei. A małżeństwo ponoć było białe.

Z tego romansu urodziła się córeczka Ewelina, która gdzieś tam w historii zaginęła, być może umarła w dzieciństwie. Wspominano ją jako dziecko ponure i tępe. Może upośledzone. Wszak dawka laudanum była końska...

To najbardziej, jakbyśmy dziś powiedzieli, hardcorowa wersja romansu. Jak było naprawdę, nie wiemy. Ale mimo romantycznego sztafażu i zacierania śladów było wielkie uczucie. Mickiewicz wspominał Marylę przez całe swoje życie z największym sentymentem. Dopytywał o nią. Przechowywał pamiątki. Ona też podobno kochała tylko jego, mimo że jednakowoż miała z mężem kilkoro dzieci.

Także romans z panią Kowalską skończył się dość burzliwie. Porzucona doktorowa próbowała odzyskać, bezskutecznie, uczucia poety. Niemniej, gdy Adama uwięziono, obie damy stanęły na wysokości zadania – biegały do więzienia z paczkami, prały mu koszule i wspierały finansowo. Pewnie mijając się w bramie więzienia wymieniały uwagi, w jakim nastroju jest dziś drogi Adalko.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną