Relacja ze spotkania autorskiego Stanisława Tyma

Zawód: komediopisarz
W środę w redakcji POLITYKI o zbiorze „Pies czyli Kot” rozmawiali Stanisław Tym, Jerzy Baczyński oraz publiczność.
Leszek Zych/Polityka

Leszek Zych/Polityka

Leszek Zych/Polityka

Leszek Zych/Polityka

Leszek Zych/Polityka

materiały prasowe

„Pies czyli Kot” to zbiór felietonów napisanych przez Stanisława Tyma w latach 1972–2014 i opublikowanych w tej formie po raz pierwszy. – Ta niezwykła zupełnie twórczość felietonowa Staszka, która zaczęła się w latach 70., właściwie dopiero teraz została wydana w książce – zapowiedział redaktor naczelny POLITYKI Jerzy Baczyński, który 14 maja występował w roli prowadzącego. W spotkaniu wzięli udział również – i równie czynnie – goście Stanisława Tyma, odczytujący wybrane felietony, prywatnie przyjaciele autora: Joanna Kołaczkowska, Piotr Fronczewski i Marek Kondrat.

Liturgia spotkania będzie tradycyjna: trzy czytania, spowiedź, a potem Państwo zadecydują, co z tym zrobić – zapowiedział Jerzy Baczyński. Tak ustalony rytm został zachowany, choć bohater wieczoru wprowadzał od czasu do czasu pewne modyfikacje i przytaczał chętnie liczne anegdoty (w końcu „nie ma nic lepszego od prawdziwej anegdoty” – zob. film).

Stanisław Tym wywołał na wstępie – „dla zachowania parytetu” – Joannę Kołaczkowską. Królowej polskiego kabaretu, bo tak bywa nazywana, trafił się felieton o kolejce po schab. Rozbawienia nie kryła ani Kołaczkowska, ani zebrana licznie publiczność. Tylko sam autor – co Jerzy Baczyński zaobserwował od razu – „nie zaśmiał się zupełnie”. – Śmiałem się – zaprzeczył Stanisław Tym, a zapytany o to, czy przeczytał całą książkę przed publikacją, odpowiedział przewrotnie: – Większość pisałem, większość czytałem.

Stanisław Tym odsłonił tego wieczoru kulisy powstawania zbioru, ale i wszystkich swoich tekstów. Książka po pierwszym złożeniu miała blisko 800 stron („małym drukiem”), należało więc dokonać selekcji. Co ważniejsze „utwory literackie” (bo te pierwsze mają jedynie „walor debiutującej przygody”) autor przechowuje pod łóżkiem, a nie jest to łóżko zwyczajne – to mebel Konopnickiej (sic!). Nic więc dziwnego, że Tym „czuje się pisarzem. Jak Konopnicka”. A nawet „komediopisarzem”, co odnotowała ponoć kiedyś Encyklopedia PWN-u i co wydało się Tymowi najtrafniejszym określeniem jego pracy i zamiłowań. – Jak to potrafią człowieka celnie zdefiniować! – dziwił się.

W zbiorze „Pies czyli Kot” znajdują się felietony z czasów współpracy z „Literaturą”, „Tygodnikiem Kulturalnym”, tygodnikiem „Wprost”, „Rzeczpospolitą” i „POLITYKĄ” wreszcie. – Niektóre okresy są reprezentowane słabiej – ocenił Baczyński. – Dlaczego? Tym stwierdził, że – po pierwsze – nie panuje nad tym, co pisze. A po drugie, początki przemiany ustrojowej były zwyczajnie nudne. Codziennie pojawiały się nazwiska i epizody, których dziś nikt nie pamięta (przykładowy epizod i przykładowe nazwisko: Henryk Goryszewski herbu Kobra, co sprzedawał jabłka pod kolumną Zygmunta III Wazy, „sprzedawał jabłka, bo były polskie”). – Szkoda papieru i putramentu... – spuentował.

Prowokował też Baczyński Tyma podstępnymi pytaniami: – Cała czołówka kabaretu [tu padły nazwiska] jest dzisiaj w PiS-ie. Dlaczego nie ty? Tym nie dał się podpuścić: – Oni nie pisali felietonów.

Książka ukazała się w ważnym momencie historycznym – na chwilę przed obchodami 25-lecia polskiej wolności. Jerzy Baczyński zapytał zatem, jak autor widzi i ocenia tę przemianę ustrojową. Tym odpowiedział metaforą: – Taki obrazek: wyjechał polonez policyjny. Zmiana ustrojowa polegała na tym, że przemalowano samochód: była milicja, jest policja. Ogromna rzesza ludzi przeszła taką przemianę ustrojową. Chodzę na rozmaite uroczystości funeralne, to wiem.

Jerzy Baczyński dopytywał, czy zatem śmieszy Tyma dziś co innego niż dawniej, czy dziś pisze mu się inaczej. Owszem, mówił Tym, publicystyka się zmieniła. – Myśmy się bili [dawniej] o ludzką twarz socjalizmu. Urodziłem się przed II wojną światową, i tę wojnę wygrałem. Potem biłem się o zwycięstwo socjalizmu, i tę wojnę przegrałem. Mam za sobą jedno wielkie zwycięstwo i jedną przegraną. Teraz się nie biję. Remis mnie satysfakcjonuje.

Stanisław Tym jest felietonistą od przeszło czterech dekad. Pisze niezmiennie: ręcznie, piórem, potem na maszynie. – Gdybym miał zastosować nowoczesny sposób gotowania kapuśniaka, tobym tego nie potrafił. Z pisaniem przy pomocy komputerowej klawiatury jest podobnie. – Wiesz, co to są memy? – zapytał Jerzy Baczyński. – Tak! To jest wspaniałe, że każdy jest teraz komediopisarzem – odpowiedział felietonista. I dodał: – Ale ja jestem z encyklopedii, nie z Wikipedii.

W zbiorze „Pies czyli Kot” znalazły się nie tylko teksty, ale też rysunki. Stanisław Tym zdradził, że rysuje od zawsze, „z potrzeby ducha i serca”, i lubi to robić, choć „nie ma nawet własnego stylu”. – Mleczko jest zaniepokojony, twierdzi, że to jakaś amatorka – mówił Jerzy Baczyński. Publiczność pomysłowi publikowania rysunków Tyma jednak przyklasnęła.

Tym, człowiek wielu ról, nie tylko pisze, nie tylko rysuje, ale obmyśla też recepty na rozmaite polskie problemy. Z publicznością podzielił się np. opracowanym przez siebie sposobem na pozbycie się kolejek do służby zdrowia (a sam pomysł skasowania kolejek przez rząd Tym ocenił tak: – Zaimponował mi Tusk, że tak powiedział, i Arłukowicz – że się tym nie przejął). Otóż należy zorganizować zjazd wszystkich lekarzy: niech się odbędzie w Zakopanem, a ściślej – na Kasprowym Wierchu. A potem należy zaangażować wicepremier Elżbietę Bieńkowską, która ogłosi, że kolejka na Kasprowy jest w remoncie na cztery lata. – Przez cztery lata nie byłoby żadnej kolejki do lekarza! Proste?

Podczas spotkania Stanisław Tym usłyszał też serię szybkich pytań – od Jerzego Baczyńskiego, od publiczności – na które równie szybko odpowiadał:

Masz ulubionych felietonistów?
Mam.
Jak się czujesz?
Może być.
Czy ty się męczysz, kiedy musisz oddać felieton raz w tygodniu?
Nie.
Zdarza ci się pisać na zapas i np. kiedy chorujesz, to możesz to pisanie czasem odpuścić?
Ja już swoje odchorowałem.

W międzyczasie Marek Kondrat i Piotr Fronczewski odczytali kolejne fragmenty książki. Wszyscy czytający oraz Michał Ogórek (autor wstępu do zbioru, na spotkaniu nieobecny) i Jerzy Baczyński otrzymali od Tyma prezenty – własnoręcznie wykonane rysunki. Do końca wieczoru autor pozostawał do dyspozycji swoich czytelników. Ale autografów nie rozdawał za darmo – miał ze sobą szkicownik, w którym uczestnicy spotkania odmalowali krzesła własnego projektu. Na pamiątkę.

Na wieczór autorski dotarli tłumnie czytelnicy, dziennikarze, aktorzy i przyjaciele Stanisława Tyma, m.in. Magdalena Zawadzka, Wiktor Zborowski, Halina Kunicka, Rafał Bryndal, Grzegorz Miecugow, Marek Przybylik, Janusz Rewers, Monika Dryl, Henryk Wujec oraz Jerzy Iwaszkiewicz.

Książka „Pies czyli Kot” jest dostępna w Sklepie POLITYKI i w księgarniach. – Kto żyje dłużej, ten będzie miał większą przyjemność z lektury – podsumował Jerzy Baczyński.

Przy okazji spotkania autorskiego przeprowadziliśmy quiz dla internautów – dla zwycięzców przygotowaliśmy dziesięć egzemplarzy z podpisami autora. Wyniki znajdą Państwo tutaj.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną