Z kulturą w Hiszpanii. Solidna dawka sztuki z Półwyspu Iberyjskiego
Festiwal filmowy w słynnym San Sebastián i przekrojowe wystawy poświęcone zgoła odmiennym malarzom – to przynajmniej dwa powody, żeby obrać kurs na Hiszpanię.
Hieronim Bosch, „Ogród ziemskich rozkoszy”
mat. pr.

Hieronim Bosch, „Ogród ziemskich rozkoszy”

Hieronim Bosch, „Siedem grzechów głównych”
mat. pr.

Hieronim Bosch, „Siedem grzechów głównych”

Hieronim Bosch, „Tryptyk Pokłon Trzech Króli”
mat. pr.

Hieronim Bosch, „Tryptyk Pokłon Trzech Króli”

Hieronim Bosch, „San Juan Bautista en meditación”
mat. pr.

Hieronim Bosch, „San Juan Bautista en meditación”

Diego Velazquez „Don Sebastian De Morra”. Wystawa „Francis Bacon: od Picassa do Velázqueza”
mat. pr.

Diego Velazquez „Don Sebastian De Morra”. Wystawa „Francis Bacon: od Picassa do Velázqueza”

El Greco „Święty Franciszek pogrążony w modlitwie”. Wystawa „Francis Bacon: od Picassa do Velázqueza”
mat. pr.

El Greco „Święty Franciszek pogrążony w modlitwie”. Wystawa „Francis Bacon: od Picassa do Velázqueza”

Pablo Picasso „Kompozycja (z postacią kobiety)”. Wystawa „Francis Bacon: od Picassa do Velázqueza”
mat. pr.

Pablo Picasso „Kompozycja (z postacią kobiety)”. Wystawa „Francis Bacon: od Picassa do Velázqueza”

Znawcy rejonu powiadają, że do Hiszpanii należy się udać przynajmniej ze względu na plaże i przyjazny klimat. Inni dopowiedzą, że nie warto na tym poprzestawać. Półwysep Iberyjski jest poza wszystkim bogatym zagłębiem kulturalnym, któremu dobrze przyjrzeć się z bliska. Zwłaszcza w tym roku – hiszpańskie San Sebastián dzieli z Wrocławiem tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Co rezonuje, zupełnie jak w Polsce, także w innych rejonach kraju.

Ale zacznijmy od „perły oceanu”, czyli od San Sebastián właśnie. Miasto – przypomnijmy – przeznaczyło 50 mln euro na organizację wszystkich wydarzeń kulturalnych (a jest ich koło 400) odbywających się w ramach Europejskiej Stolicy Kultury. Ale poza specjalnym programem ESK San Sebastián słynie z imprez cyklicznych. Międzynarodowy Festiwal Filmowy odbywa się tutaj od przeszło pół wieku, sumiennie wspierając twórców hiszpańskojęzycznych, ale nie wyłącznie. To jeden z ciekawszych europejskich festiwali – przede wszystkim dlatego, że bacznie przygląda się kierunkom, jakie twórcy obierają. Debiutantom ułatwia start, autorom już zasłużonym poświęca nieco więcej uwagi niż inne europejskie imprezy tego rodzaju. Bywa, że bardziej niż o rozgłos chodzi o odkrycia – tym się ten festiwal wyróżnia i słusznie szczyci. Dość powiedzieć, że to tutaj pokazano niegdyś pierwsze dzieła Pedra Almodóvara. 

W tym roku, w ramach 64. edycji festiwalu, nad Zatoką Biskajską będzie można obejrzeć i obrazy już nagrodzone, i dopiero aspirujące. W konkursie głównym zobaczymy najświeższe filmy Maren Ade, Claude’a Barrasa, Emira Kusturici, Pablo Larraína, Kena Loacha czy François Ozona. Współczesne kino – przypominają organizatorzy – przygląda się światu z niepokojem, twórcy biją na alarm, rozczarowani zastanym porządkiem rzeczy. A czasem są zupełnie bezlitośni, jak Ken Loach, który w filmie „Ja, Daniel Blake” nie zostawia suchej nitki na brytyjskim systemie opieki społecznej. Obraz nagrodzono Złotą Palmą w Cannes. O innym kryzysie – uchodźczym – opowiada z kolei Gianfranco Rosi. Jego „Fuocoammare. Ogień na morzu” (Złoty Niedźwiedź w Berlinie) zdaje przygnębiającą relację z Lampedusy, samego serca gorących w ostatnich latach wydarzeń. Równie przejmujący, choć bardziej intymny, jest trzygodzinny obraz Maren Ade, „Toni Erdmann” – rzecz o karkołomnej niekiedy próbie podreperowania relacji między ojcem i córką. Film niemieckiej reżyserki oklaskiwano w Cannes, ale i później – podczas polskich Dwóch Brzegów.

O Złotą Muszlę powalczą więc w San Sebastián twórcy, którzy worek nagród powoli już zapełniają. Ale decyzje jury tego akurat festiwalu bywały w przeszłości przewrotne, mniej oczywiste i nie tak spodziewane. To pierwszy powód, dlaczego warto przebieg konkursu obserwować. Powód drugi – pokazy towarzyszące, zwłaszcza przeglądy kina lokalnego. W gęstym programie znalazł się poza tym polski akcent – „Adaptacja”, film dyplomowy Bartosza Kruhlika, absolwenta łódzkiej filmówki. 

» Kiedy: 16–24 września 2016
» Więcej: na oficjalnej stronie festiwalu

Poza wszystkim Hiszpanie postarali się o możliwie godną celebrację innej ważnej rocznicy – 500-lecia śmierci Hieronima Boscha, jednego z najwybitniejszych – i najbardziej niejednoznacznych – malarzy przełomu XV i XVI wieku. Wystawa w Muzeum Narodowym del Prado w Madrycie uchodzi za najbardziej kompleksową, mimo że ojczyzną Boscha – czy też van Aekena, bo tak naprawdę się ów twórca nazywał – jest nie Hiszpania, ale Holandia. W przeciwieństwie jednak do niderlandzkich galerii hiszpańskie muzeum ma w swych zbiorach oryginalne dzieła tego malarza (w sumie aż sześć). Brakujące obrazy na tę szczególną okoliczność dotarły do Madrytu z innych krajów. Rzecz jasna nie wszystkie, ale wystawa zebrała ich w sumie 24 – i pod tym względem muzeum w Prado nie ma na świecie konkurencji.

Bosch był twórcą tak tajemniczym i tak rozmaicie interpretowanym, że nawet wystawy poświęconej jego twórczości nie dało się poukładać według jakiejkolwiek przybliżonej chronologii. W Prado mamy więc sekcje tematyczne – z osobna dzieła poświęcone miastu urodzenia Boscha (‘s-Hertogenbosch, od którego twórca zapożyczył pseudonim), tematyce dzieciństwa, męce Chrystusa, świętym czy prozaicznym ludzkim grzechom. Najbardziej porusza tryptyk „Ogród ziemskich rozkoszy”, o który historycy sztuki wciąż namiętnie się spierają, nie mogąc ustalić, czy to obraz szczęśliwości czy raczej upadku człowieczeństwa. 

Wystawa obejmuje nie tylko obrazy, ale też szereg dokumentów i listów, które ułatwiają zrozumienie kontekstu, ale i zdradzają nieco kulis pracy XVI-wiecznych malarzy.

Muzeum w Prado dzieła Boscha otrzymało w spadku po królestwie. Wszystko za sprawą zamiłowania do sztuki, jakie niewątpliwie – i na szczęście dla Hiszpanii – przejawiał król Filip II Habsburg. To dzięki niemu niektóre z wytworów Boscha nie opuszczały Madrytu od ponad czterech wieków.

» Kiedy: do 25 września 2016
» Więcej: na oficjalnej stronie muzeum

Nieco dłużej, bo do 2 października, można tu obejrzeć wideoinstalację „Ogrodu ziemskich rozkoszy”. Warto obejrzeć i wystawę, i – dla dopełnienia wrażeń – tę ciekawą realizację.

Hiszpania słynie więc z zasobnych kolekcji dzieł sztuki, ale także z tego, że rozmaitych twórców inspirowała i inspiruje. Przykładem Francis Bacon – mowa nie o filozofie, lecz o XX-wiecznym malarzu z angielsko-irlandzkimi korzeniami. Poświęconą jego twórczości wystawę „Od Picassa do Velázqueza” można oglądać w słynnym Muzeum Guggenheima w Bilbao, specjalizującym się w sztuce współczesnej.

Zbiór jest niezwykle pokaźny, bo obejmuje bez mała 90 prac. Wiele z nich to dzieła mniej znane. I właśnie w tak dużej skali widać wyraźnie, jak ścierały się u Bacona wpływy francuskie, które go fascynowały, z wpływami hiszpańskimi. Czytywał więc Balzaca, Prousta i Baudelaire’a, czerpiąc obficie z dorobku wybitnych Francuzów. Ale wieść niesie, że dzieła Picassa oglądał obsesyjnie, piorunujące wrażenie wywarł na nim także „Portret papieża Innocentego X” Diega Velázqueza. Cenił ponadto twórczość Francisco Goi, smukłe sylwetki El Greco i malarstwo Francisco de Zurbarána. Podobno lubił reprodukcje – bo były trwalsze niż wspomnienia.

W muzeum poza pracami Bacona zobaczymy też dzieła, które odcisnęły ślad na jego twórczości. Wystawie można się więc nie tylko biernie przyjrzeć, ale też na własną rękę szukać tropów, inspiracji, punktów stycznych. Dodatkową zachętą niech będzie samo Bilbao, niewielkie portowe miasto. Świat pewnie by o nim zapomniał albo nigdy nie usłyszał, gdyby nie muzeum projektu Franka Gehry’ego. Dziś to jeden z najważniejszych ośrodków sztuki na świecie.

» Kiedy: do 30 września
» Więcej: na oficjalnej stronie muzeum

Materiał powstał we współpracy z Ambasadą Hiszpanii.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj