Fragment książki „Wróbelek z kości”
Moszczę się przy mamie, kulę nogi w jej nogach – ale staram się jej nie obudzić, bo dziś ma dzień zmęczenia – i przeglądam obrazki w pudełku. Niedługo będę musiał zdobyć nowe.
„Wróbelek z kości”
mat. pr.

„Wróbelek z kości”

Szczury zjadły prawie cały bok, a to, co zostało, jest mokre i spleśniałe, choć wystawiałem pudełko na słońce, żeby wyschło. Na dnie jest kilka obrazków opisanych przez mamę dawno temu, jak jeszcze nie umiałem pisać sam. Wolę pismo mamy. Gdy pisze, to słowa jakby wnikają w papier już oczyszczone, takie idealne. Wodzę palcami po literach mamy, wdychając je jak zapachy z muszli.
Jak mama poczuje się jutro lepiej, pokażę jej nowy obrazek i muszlę i jeszcze raz opowiem o nocnym morzu i jego skarbach.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną