„ART-B. Made in Poland”, serial o głośnej aferze z lat 90.

Biedni chłopcy
To kolejna, modna ostatnio, czarna wizja okropnej III RP.
„ART-B. Made in Poland”
mat. pr.

„ART-B. Made in Poland”

Biedni chłopcy z Art-B – taki tytuł powinien nosić serial pokazywany właśnie przez Canal+ Discovery. Tymczasem nazwano go, niestety, „ART-B. Made in Poland”. A jest to kolejna, modna ostatnio, czarna wizja okropnej III RP.

Przekaz opowieści o losach Bogusława Bagsika, Andrzeja Gąsiorowskiego oraz ich firmy Art-B, uznanej za winną wyprowadzenia z systemu bankowego ok. 400 mln ówczesnych złotych, sprowadza się do tego, jak to dwaj kierujący się chrześcijańskimi wartościami zdolni i ambitni chłopcy (kiedy zakładali firmę, nie mieli nawet trzydziestu lat) zostali wykorzystani, a w końcu bezlitośnie zniszczeni przez odrodzone po komunizmie polskie państwo. A przecież oni chcieli tylko lepiej żyć, wyrwać się z postpeerelowskiej szarości, dotkliwej zwłaszcza na prowincji. W tym celu sprytnie wykorzystali luki w prawodawstwie okresu ustrojowej transformacji III RP początku lat 90. I w efekcie zrobili wielkie pieniądze.

Szefowie Art-B mają głos

„To decydenci złamali prawo” – oskarża Bagsik. Sugeruje, że na operacjach Art-B zarabiał faktycznie Narodowy Bank Polski. Woła wręcz: „Order nam się należy!”. W podobnym duchu wypowiada się Gąsiorowski. Ba, właściciele Art-B domagają się zwrotu firmy. I co rusz podkreślają, że bez oczyszczenia wizerunku, zszarganego przez byłe władze i sądy RP, nie są w stanie rozpocząć nowego etapu życia.

I to mimo że autorzy filmu mocno im w tym pomagają. Pokazują sielankowe obrazki obu bohaterów, odwiedzających miejsca złotych czasów Art-B. A to suflują wspomnienia o religijnych inspiracjach szefów spółki (protestancka zasada działania „w imię Boże” oraz idea „mieć, by dać”). A to wyliczają ich – tu akurat niewątpliwe – dzieła charytatywne.

Tak się bowiem jakoś składa, że autorzy cyklu większość czasu oddają właśnie szefom Art-B. Owszem, pojawiają się też głosy innych osób, które mają pewnie wiele do powiedzenia w tej sprawie, choćby wpływowych postaci ówczesnych służb specjalnych: Andrzeja Milczanowskiego i Gromosława Czempińskiego. Tyle że ich wypowiedzi są ograniczone do paru zdań. Więcej czasu dano za to Witoldowi Gadowskiemu (opisanemu jako „dziennikarz śledczy”), który w swoim stylu sugeruje oczywiście, że sprawa Art-B była wielkim spiskiem postkomunistycznych elit i walki wciąż postpeerelowskich ponoć służb specjalnych.

Nie wypowiada się za to Leszek Balcerowicz, choć właśnie on i jego radykalny, lecz skuteczny, jak się okazało, plan ratowania gospodarki kraju przedstawiany jest jako źródło całej sprawy (Bagsik mówi: „Korzystałem z jego błędnych decyzji – kiedy zamroził kurs dolara, to dał mi pole do jazdy bez trzymanki”).

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj