Netflix nie samymi serialami stoi. To też wybitne dokumenty
Niektórych widzów dokumenty te mogą zainteresować bardziej niż seriale o superbohaterach.
„Flint Town”
mat. pr.

„Flint Town”

„Wild Wild Country”
mat. pr.

„Wild Wild Country”

„Five Came Back”
mat. pr.

„Five Came Back”

Netflix to nie tylko komedie i filmy sensacyjne. W ofercie popularnego serwisu znajdziemy też wybitne dokumenty, które część widzów mogą zainteresować bardziej niż seriale o superbohaterach. Oto trzy z nich.

„Wild Wild Country” o wspólnocie sannjasinów

Pierwszy, nowość sprzed kilku dni, to „Wild Wild Country” – opowiada o wspólnocie sannjasinów, założonej w Oregonie w 1981 roku przez wyznawców hinduskiego guru, znanego jako Bhagwan Shree Rajneesh. Rajneesh, wykładowca filozofii na indyjskim uniwersytecie i świetny polemista, zebrał wokół siebie w latach 70. grupę wyznawców, zamieszkujących razem z nim aśramę w Punie.

Proponowany przez niego system, sprzeciwiający się wszelkiej zinstytucjonalizowanej religii, oparty na „dynamicznej medytacji” i podkreślający rolę otwartej seksualności w drodze do szczęścia, przyciągał tysiące uczniów z całego zachodniego świata. Kłopoty prawne zachęciły wyznawców do przeniesienia wspólnoty do USA, gdzie w stanie Oregon, nieopodal liczącego zaledwie 50 mieszkańców miasteczka Antelope, zakupiono ranczo o obszarze 25 tys. hektarów. Ranczo miało zamienić się w miasto nowego typu, z egalitarną strukturą społeczną, wolną od przemocy, tolerancyjną i pełną miłości.

Szybko jednak doszło do konfliktu miejscowej społeczności z sannjasinami, który przerodził się w trwającą cztery lata batalię w obronie, zdaniem jednej strony, prawa do własnego stylu życia, zdaniem drugiej – w walkę z bigoterią i nietolerancją. Jest to również historia o władzy, zbrodni, manipulacji, mechanizmach wewnętrznych sekty, wciągająca jak najlepszy film kryminalny.

„Five Came Back” dla miłośników kina

Drugi wart polecenia dokument, również zrealizowany na zamówienie Netliksa, to „Five Came Back”, przedstawiający mało znany epizod z dziejów Hollywood. Trzech współczesnych gigantów kina – Steven Spielberg, Guillermo del Toro i Lawrence Kasdan – opowiada o pięciu wielkich reżyserach pierwszej fali: Johnie Fordzie, Williamie Wylerze, Johnie Hustonie, Franku Caprze i George′u Stevensie, którzy po ataku na Pearl Harbor porzucili Hollywood i ruszyli na wojnę, by kręcić filmy dokumentalne.

Choć w mundurach i mając świadomość, że tworzą obrazy propagandowe, usiłowali zachować jednak wolność twórczą i pokazywać prawdę. To właśnie dzięki nim Akademia po raz pierwszy przyznała Oscary za najlepszy film dokumentalny. W trzech ponadgodzinnych odcinkach można zobaczyć niezwykłe, kręcone na froncie zdjęcia (np. fragmenty sławnego filmu z wyspy Midway, gdzie John Ford przeżył i sfotografował japońskie bombardowanie), a komentarz to prawdziwa uczta dla wszystkich miłośników kina. Warto dodać, że w Netfliksie można obejrzeć również wspominane w „Five Came Back” filmy.

„Flint Town” o policji w mieście upadłym

Wreszcie trzecia propozycja to „Flint Town”, dokument o pracy policji w amerykańskim Flint, mieście upadłym. Flint, niegdyś siedziba giganta General Motors, w latach 60. było miastem z najwyższym średnim dochodem na głowę mieszkańca na świecie. Jednak kryzys naftowy lat 70., automatyzacja produkcji, przenoszenie zakładów za granicę i inne niekorzystne zjawiska gospodarcze sprawiły, że liczba zatrudnionych w ciągu 30 lat spadła dziesięciokrotnie (z 80 tys. do zaledwie 8 tys.), a populacja zmniejszyła się o połowę (z 200 do 100 tys. mieszkańców).

Ogarnięte permanentnym kryzysem Flint stało się najniebezpieczniejszym miastem USA, gdzie niedoinwestowana lokalna policja usiłuje zachować porządek i zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwo. „Flint Town” pokazuje drugą stronę konfliktu, jaki wybuchł po wydarzeniach w Ferguson (gdzie biały funkcjonariusz zastrzelił młodego Afroamerykanina). Przedstawiony obraz pracy amerykańskiego policjanta bardzo różni się od wyobrażeń, jakie możemy mieć po obejrzeniu kolejnego serialu czy filmu kryminalnego. Funkcjonariusze są przemęczeni, sfrustrowani, jeżdżą niesprawnymi radiowozami, a każda polityczna zmiana w mieście powoduje niepewność, czy uda im się zachować pracę. „Flint Town” jest przygnębiające, ale pełne ciekawych obserwacji.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj