Do malarstwa podchodzę z dystansem i humorem
Rozmowa z Mateuszem Sarzyńskim, tegorocznym zwycięzcą ogónopolskiego konkursu dla młodych twórców Artystyczna Podróż Hestii.
Mateusz Sarzyński
Arch. pryw.

Mateusz Sarzyński

Bez tytułu, praca Mateusza Sarzyńskiego
mat. pr.

Bez tytułu, praca Mateusza Sarzyńskiego

ALEKSANDER ŚWIESZEWSKI: – Kilka dni temu zostałeś laureatem konkursu Artystyczna Podróż Hestii. W nagrodę polecisz do światowej stolicy sztuki – Nowego Jorku. Czy emocje już trochę z ciebie zeszły?
MATEUSZ SARZYŃSKI: – Podchodzę bardzo sceptycznie do różnego rodzaju konkursów. Ale było mi miło zostać wyróżnionym główną nagrodą. Bezpośrednio po ogłoszeniu wyników emocje oczywiście były większe, ale już następnego dnia wróciłem do pracy. Do tatuowania i malowania.

Nie da się ukryć, że jest to jedna z bardziej prestiżowych nagród dla młodych twórców. Masz satysfakcję?
Cieszę się szczególnie z możliwości wyjazdu do Nowego Jorku, gdzie prężnie działa wielu ciekawych artystów. To będzie dla mnie okazja, żeby się z nimi spotkać i wymienić poglądy. Z niektórymi znamy się za pośrednictwem internetu i jak do tej pory nie było okazji na spotkanie twarzą w twarz. Dzięki nagrodzie stanie się to możliwe.

Jury w uzasadnieniu werdyktu opisało cię jako twórcę bezkompromisowego, konsekwentnego i niezależnego od dominujących w sztuce trendów. I co ty na to?
Szczerze mówiąc, na trendach się za bardzo nie znam i nie jestem pewny, czy się w jakiekolwiek wpisuję. Jeżeli chodzi o bezkompromisowość, to nigdy nie starałem się nikogo zadowolić swoimi pracami. Od kilku lat konsekwentnie realizuję własny program. Maluję obrazy i niespecjalnie patrzę na to, czy komuś odpowiadają. Spełniam się także poza malarstwem. Robię ludziom na skórze rysunki tuszem i właśnie w tatuażu staram się rozwijać te same koncepcje, które realizuję w malarstwie.

Czyli tatuaż traktujesz jako dopełnienie malarstwa?
Dla mnie są to dwie równoprawne dziedziny, które się uzupełniają i przenikają. Oczywiście od strony formalnej się różnią. Malarstwem zajmuję się już od dłuższego czasu. Tatuaż to w moim wypadku całkiem świeża sprawa. Ale nie wydaje mi się, że będzie to jedynie chwilowa przygoda.

Wróćmy do malarstwa. Rocznie tworzysz ponad 300 prac. Czy to już nie jest produkcja na skalę przemysłową?
Staram się malować jeden obraz dziennie. 300 prac jest tylko umowną liczbą. Można określić to jako moją formułę albo formę przechwałki. Jednak nie zawsze te obrazy są dobrymi pracami. Część z nich po pewnym czasie niszczę. Nie mam założenia programowego, że muszę wyprodukować określoną liczbę obrazów. Mogę malować codziennie, ale po roku uznać tylko jedną pracę z tych kilkuset namalowanych za wartościową. To nie jest żadna sztywna formuła, fabryka ani produkcja taśmowa. Chcę po prostu malować regularnie i zmierzać się z kolejnymi tematami.

Jak traktować twoją sztukę? Czy brać ją na serio czy raczej z dystansem i humorem?
W pewnym sensie mogę powiedzieć, że moje malarstwo jest naiwne. Staram się poruszać tematy dosyć poważne w ironiczny sposób. Do malarstwa podchodzę z dystansem i humorem, tak żeby praca sprawiała mi przyjemność. Szanuję swoje zdrowie psychiczne i nie umartwiam się nad obrazem przez rok. Zresztą nie wiem, jakby to się w dłuższej perspektywie mogło skończyć...

W takim wypadku dłuższej perspektywy pewnie w ogóle by nie było.
Pełna zgoda. Po prostu staram się czerpać z pracy przyjemność. Proszę mi wierzyć, że nawet jeżeli temat wydaje się poważny, to mam z niego sporo frajdy.

Skąd bierzesz inspiracje do swoich prac? Malujesz chyba dosłownie wszystko. Od Godzilli po papieża.
Z racji tego, że urodziłem się w 1990 r., jestem dzieckiem internetu. Codziennie zewsząd bombardowany informacjami z sieci, telewizji i prasy. Ciężko mi powiedzieć, co wpływa na ostateczne wykreowanie się tematu. Czasem pomysł rodzi się bezpośrednio na płótnie, a innym razem kiedy np. jadę tramwajem. Nie ma tutaj żadnej zasady. Zresztą często przemalowuję obrazy. Zdarza się, że pod jednym obrazem jest sześć innych prac. Czasem i więcej.

Zainteresowało mnie to, jak w swojej twórczości bierzesz na warsztat dzieła klasyków minionych epok. Widziałem twoje wersje „Krzyku” Muncha czy „Tańca” Matisse’a.
Wymieniłeś dzieła bardziej współczesne, ale sięgam też znacznie głębiej w historię malarstwa. Może się to wydać dziwne, ale bardzo cenię klasycznych twórców. Na przykład włoskiego malarza Giovanniego Belliniego. Żyję jednak w XXI, a nie XVI w. i maluję swobodniej niż tamci malarze. Przyznam, że lubię kolor w malarstwie. Żeby być bardziej precyzyjnym, kolor i dobrą formę. Henri Matisse jest jednym z moich ulubionych twórców. Za każdym razem, kiedy spotykam się z jego pracami, to wiem, że przede mną jeszcze długa droga. Gigant sztuki i tytan pracy, którego życie pokazuje, że pracowitość ma sens.

ROZMAWIAŁ ALEKSANDER ŚWIESZEWSKI

Organizatorem konkursu jest Fundacja Artystyczna Podróż Hestii, a fundatorem nagród Grupa ERGO Hestia, partner Paszportów POLITYKI w kategorii Sztuki wizualne.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj