Retrospektywa twórczości Nicolasa Roega

Wieczna obsesja
Odbywająca się na wrocławskim festiwalu Nowe Horyzonty retrospektywa twórczości Nicolasa Roega, który w tym roku skończy 90 lat, jest znakomitą szansą, by zapoznać się z najbardziej emblematycznymi dziełami Brytyjczyka.

Ponieważ zdecydowana większość jego obrazów w dniu premiery owiana była atmosferą skandalu, kinomani musieli czekać długi czas – w jednym przypadku mowa nawet o 35 latach – by ktokolwiek zechciał się pokusić o ich cyfrowe wznowienia. Dobrym przykładem jest film „Zmysłowa obsesja” z 1980 r. Podczas premiery wzbudził on wiele kontrowersji i został nazwany "chorym filmem dla chorych ludzi zrobionym przez chorych ludzi" przez jego własnego dystrybutora, Rank Organisation. Otrzymał też ocenę X w Stanach Zjednoczonych jako produkcja skierowana wyłącznie do widzów dorosłych. Odbywająca się na wrocławskim festiwalu Nowe Horyzonty retrospektywa twórczości Nicolasa Roega, który w tym roku będzie miał dziewięćdziesiątkę na karku, jest więc znakomitą szansą, by zapoznać się z najbardziej emblematycznymi dziełami Brytyjczyka.

Kadr z filmu „Przedstawienie” z Jamesem Foxem i Mickiem Jaggerem (1970 r.)
Nowe Horyzonty/mat. pr.

Kadr z filmu „Przedstawienie” z Jamesem Foxem i Mickiem Jaggerem (1970 r.)

Brytyjskie kino zatrzęsło się w posadach

Urodzony w Londynie Roeg zadebiutował jako reżyser bardzo późno, choć w branży – najpierw jako chłopiec na posyłki – obecny był już od ponad dekady. Od końca lat 50. pracował głównie jako operator, realizując zdjęcia do takich angielskich klasyków jak choćby „Maska Czerwonego Moru” (reż. Roger Corman, 1964 r.), „Fahrenheit 451” (reż. François Truffaut, 1966 r.) czy „Z dala od zgiełku” (reż. John Schlesinger, 1967 r.), zaś filmem, który ukształtował jego dalszą ścieżkę kariery oraz wizję kina, była „Petulia” (reż. Richard Lester, 1968 r.).

Gdy w 1970 r. na ekranach pojawiło się „Przedstawienie”, stworzone wespół z ekscentrycznym malarzem Donaldem Cammellem, nie obyło się bez kontrowersji. Roega ustawiono w jednym rzędzie z Kenem Russellem, autorem obrazoburczych „Diabłów” (1970 r.), obu określając mianem skrajnie perwersyjnych i zdemoralizowanych. Brytyjska kinematografia zatrząsnęła w posadach, a przecież dopiero co musiała zmierzyć się z artystyczną działalnością Młodych Gniewnych, stojących w opozycji do pokolenia rodziców, wciąż hołubiącego dawne wartości. Kontrkultura swingującego Londynu lat 60., barwna, wywrotowa i hedonistyczna, poruszająca się w rytm Beatlesów i Rolling Stonesów, odcisnęła swoje piętno we wspomnianym debiucie duetu Roeg–Cammell.

Twórca nieskrępowany hamulcami

„Przedstawienie” z Jamesem Foxem i Mickiem Jaggerem w rolach głównych było wyraźnym wyjściem poza sztywne ramy i ostatecznym dowodem na to, że normy obyczajowe pielęgnowane w Anglii niemal od czasów wiktoriańskich zostały ostatecznie rozluźnione. Dla widza znad Tamizy była to absolutna nowość, odrażająca – jak się okazało – na tyle, że włodarze Warner Bros. postanowili odłożyć film na półkę. Eksperymentalny i psychodeliczny obraz, dla którego punktem wyjścia jest gangsterska intryga, uchodzi dziś nie tylko za przykład wymownej wiwisekcji życia bohemy – opartego na seksie i narkotykach – ale także za udaną próbę wypowiedzi na temat tożsamości seksualnej i radykalnego przecinania granic na tymże polu.

Nieskrępowany żadnymi hamulcami twórca wziął na warsztat podobne motywy, realizując kilka lat później „Człowieka, który spadł na ziemię” (1976 r.) z Davidem Bowie’em w roli androgenicznego kosmity, wykraczającego poza tradycyjny model męskości (znamienne dla wielu czołowych muzyków tego okresu), który chcąc ratować swoją planetę przed zagładą, wyrusza w podróż po wszechświecie w poszukiwaniu wody. Ląduje gdzieś na południowym zachodzie USA, co dla Roega staje się okazją do jawnej krytyki amerykańskiego snu i pędzącego konsumpcjonizmu, w którym liczą się tylko używki i doczesne przyjemności: alkohol, telewizja i, rzecz jasna, seks. Ze współczesnej perspektywy film może być odczytywany także jako metafora kryzysu migracyjnego i marginalizacji uchodźców.

Głównemu bohaterowi daleko do agresywnego najeźdźcy spoza ziemskiego porządku, bliżej mu zdecydowanie do ofiary, która – niczym Prometeusz – dzieli się technologicznymi zdobyczami i poddaje się typowo ludzkim słabościom, za co spotyka go kara: nigdy bowiem nie wykona zadania, z którym przyleciał. Jego wolność jako autonomicznej jednostki zostaje stłamszona przez społeczno-polityczne reguły gry.

Nowe Horyzonty/mat. pr.

Kadr z filmu Człowiek, który spadł na Ziemię

Kino o sile przetrwania

O szeroko pojętym przetrwaniu traktuje też, utrzymana w duchu neomodernistycznym, „Przechadzka” (1971 r.), opowiadająca historię rodzeństwa, które przemierza australijskie odludzie po samobójczej śmierci ojca. Szaleńczy akt sfrustrowanego rodzica stanowi tu metaforyczne zerwanie więzi z cywilizacją – oto kultura spotyka się z naturą. Nastoletnia dziewczyna i jej młodszy brat zostają bezpardonowo wrzuceni w nieznane. Włócząc się w pełnym słońcu po pustynnych piaskach, trafiają do swoistego piekła, kuszącego jednakże niewyobrażalnym pięknem krajobrazu. Ich drogowskazem po bezkresnej głuszy staje się Aborygen, który – mając 16 lat – przechodzi rytualną inicjację, która uczyni z niego mężczyznę. Chłopak prowadzi ich na powrót do raju, którym wcale nie jest wielkomiejska dżungla, a raczej świat przyrody, często bezwzględny i okrutny, ale zawsze sprawiedliwy i wynagradzający starania.

W tej niespiesznej przypowieści o niemożności komunikacji między dwoma skrajnymi systemami główni bohaterowie dojrzewają: dziewczyna odkrywa własną seksualność, a jej brat poznaje, czym jest życie, a czym śmierć. Zderzenie kultury z naturą wybrzmiewa jednak chyba najbardziej w momencie, gdy zalotny taniec australijskiego autochtona zostaje odrzucony przez nastolatkę, w wyniku czego on popełnia – kolejne w „Przechadzce” – samobójstwo. Nie ma zatem szczęśliwego zakończenia – rodzeństwo wybiera wygodne życie, w którym nie trzeba własnoręcznie starać się o pokarm, a do którego prowadzi asfaltowa droga wybudowana po środku dziczy. I tylko krótka futurospekcja każe widzowi przypuszczać, że nie był to dobry wybór.

Kadr z filmu „Przechadzka” (1971 r.)
Nowe Horyzonty/mat. pr.

Kadr z filmu „Przechadzka” (1971 r.)

Erotyczne napięcie i klimat tajemnicy

Wstecz patrzą też bohaterowie bodaj najbardziej znanego i najdokładniej omówionego utworu Roega, czyli małżeństwo będące w żałobie po stracie córki z „Nie oglądaj się teraz” (1973 r.). Film jest studium winy i odpowiedzialności oraz walki serca z rozumem, zaś aurę przerażenia potęgują w nim klaustrofobiczne kanały i uliczki Wenecji, w której – niczym w labiryncie, dosłownie i w przenośni – gubią się bohaterowie.

Obrazem zbliżonym tematycznie i stylistycznie, a być może nawet dużo ciekawszym, jest „Zmysłowa obsesja” (1980 r.), historia burzliwego i destrukcyjnego romansu doktora psychiatrii w średnim wieku i studentki, rozgrywająca się w zimnowojennym Wiedniu. Ten thriller erotyczny z Artem Garfunkelem i Theresą Russell (muzą i żoną Roega) obrósł złą sławą już na etapie produkcji. W jednym z wywiadów reżyser wspominał, że wraz z upływem czasu atmosfera na planie stawała się coraz bardziej gorączkowa i uciążliwa, choć pierwotnie wszystkiemu towarzyszyła ekscytacja.

W pewnym momencie praca trwała nieprzerwanie przez całą dobę, a warto zauważyć, że w filmie znalazły się dwie wyjątkowo mocne sceny erotyczne; jedna z nich to słynny gwałt na nieprzytomnej. W przypadku „Zmysłowej obsesji” Roeg przekroczył granice aż nadto. Jego męski protagonista to człowiek stonowany, ale jednocześnie władczy i chorobliwie zazdrosny. Piękna z początku relacja z młodą kobietą, chcącą przede wszystkim wolności, wnet przekształca się tu w agoniczną walkę, pełną bolesnego seksu oraz pragnienia kontroli i dominacji, w której nie ma miejsca na zmysłowe pożądanie, a tym bardziej na miłość. Wielostopniowa konstrukcja, w którą dodatkowo wpleciony został wątek kryminalnego śledztwa, to realizacyjny majstersztyk. Liczne przeskoki fabularne potęgują erotyczne napięcie i tworzą klimat tajemnicy.

Po drodze Roeg zrealizował kilka filmów, które obecnie funkcjonują raczej jako ciekawostki, obowiązkowe na pewno dla fanów reżysera, by wspomnieć choćby o „Eurece” (1983 r.) rozwijającej krytykę ludzkiej pazerności i korupcji, którą musiał znać Paul Thomas Anderson, przygotowując się do prac nad „Aż poleje się krew” (2007 r.). Równie osobliwymi obrazami są „Z przymrużeniem oka” (1985 r.), opowiadające o fikcyjnym spotkaniu Alberta Einsteina z Marilyn Monroe, Josephem McCarthym i Joem DiMaggio, podczas którego okazuje się, że sława i inteligencja są względne, czy „Tor 29” (1988 r.), pełnymi garściami, w sposób wyraźnie ironiczny czerpiący z freudowskiej psychoanalizy. Najdziwniejszym jednak tworem spod ręki Roega są „Wiedźmy” (1990 r.), adaptacja powieści dla dzieci autorstwa Roalda Dahla, rzecz groteskowa i kiczowata, z całą pewnością ostatnia znacząca w filmografii Brytyjczyka.

Nicolas Roeg przy pracy
Nowe Horyzonty/mat. pr.

Nicolas Roeg przy pracy

Zawsze wierny swojej ścieżce

Sytuacjom, w których znajdują się bohaterowie wspomnianych filmów – zawsze wrzucani do obcego środowiska, niczym ryby wyłowione z wody i pozostawione bez dostępu do niej – sprzyjają nielinearność, fragmentaryczność i brak integralności anegdoty. U Roega brak chronologii wydarzeń często jest nieumotywowany fabularnie, zaś bardzo zawiłe stosowanie przez niego elips, retrospekcji czy niezrozumiałych skoków w przyszłość każą mówić o jego twórczości jako o kinie chaotycznym, postrzępionym, drażniącym, kalejdoskopowym, a nawet trudnym percepcyjnie. Autor opanował warsztat do perfekcji – przede wszystkim w dziełach z lat 70. – by potem popaść w swego rodzaju autoparodię, którą on woli określać raczej jako przykład kina staromodnego, wciąż wykorzystującego elementy sprawdzające się na początku kariery.

Niemniej należy wyraźnie zaznaczyć, że nawet te mniej udane utwory, które nie zyskały przychylności ani publiczności, ani krytyki, mogły zostać zrobione tylko przez niego. Reżyser zawsze bowiem pozostawał wierny obranej przez siebie ścieżce, osiągając realizatorskie wyżyny, które odbiły się szerokim echem i do dziś pozostają kopalnią inspiracji dla kolejnych pokoleń filmowców. Jego wpływ jest nie do przecenienia – trudno wyobrazić sobie niektóre ze współczesnych filmów, gdyby to nie on przetarł szlak. Struktura „Memento” (2000 r.) Christophera Nolana byłaby nie do pomyślenia, gdyby nie uważne przestudiowanie przez niego twórczości Roega. Podobnie rzecz ma się w przypadku „Legendy” (2015 r.) Briana Helgelanda, wyraźnie nawiązującej do stylistyki „Przedstawienia”. Nie ulega wątpliwości, że to „Nie oglądaj się teraz”, wciąż wymieniane jednym tchem na liście najwybitniejszych horrorów w historii kina, stanowi niewyczerpalne źródło natchnienia: od nazwy tego konkretnego filmu Joachim Trier nazwał swoją firmę produkcyjną (Don’t Look Now), nową wersję tegoż kręcą bohaterowie „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj” (2008 r.) Martina McDonagha, zaś Lars von Trier dokonał niezwykłej trawestacji przejmującego prologu w skandalizującym „Antychryście” (2009 r.). Wbrew więc temu, co zwykł mawiać Roeg, jego najważniejsze obrazy wcale nie pojawiły się nie w czas („Bad Timing” to oryginalny tytuł „Zmysłowej obsesji”).

Rafał Glapiak

***

Festiwal filmowy Nowe Horyzonty jest ważnym miejscem spotkań międzynarodowych twórców filmowych. W tym roku w dniach 26 lipca–5 sierpnia będzie można zobaczyć retrospektywne, klasyczne brytyjskie kino Nicolasa Roega oraz program branżowy, w tym Creativity Talks – z tematem poświęconym filmowi.

Materiał powstał we współpracy z British Council – partnerem wydarzenia.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj