Recenzja książki: Brian Wood, „Ludzie Północy”

Chłód śniegu, chłód stali
To komiks dla tych, których zasmuciły wieści o końcu serialu „Wikingowie”. Przesycona realizmem, brutalnością i zimnem trzytomowa opowieść o ludziach północy.
Okładka książki „Ludzie Północy”
mat. pr.

Okładka książki „Ludzie Północy”

Komiks kojarzy się z superbohaterami, ale to o wiele bardziej zróżnicowane medium. „Ludzie Północy” Briana Wooda też mają w sobie elementy wielu gatunków. Są niezwykle efektowni i pełni akcji, a jednocześnie bardzo wiernie oddają realia wczesnego średniowiecza, a i nie brak w nich historii bardziej kameralnych. Wood robi wiele, żebyśmy na własnej skórze poczuli mróz, którego doświadczają jego bohaterowie. I osiąga sukces.

Zwykli „Ludzie Północy”

W trylogii wędrujemy z różnymi ludami Europy, na co wskazują tytuły poszczególnych tomów: „Saga anglosaska”, „Saga islandzka” i „Saga europejska”. Odwiedzamy Norwegię, Szwecję, Islandię, Anglię i Irlandię, obserwujemy oblężenie Paryża (tu silne skojarzenie z serialowymi „Wikingami”), zapuszczamy się nawet nad Wołgę. Przedział czasowy to VIII–XIII wiek, z naciskiem na wieki IX i X. Wood pokazuje niekiedy małe wycinki z życiorysów swoich bohaterów, koncentrując się na wybranych wydarzeniach, innym razem daną postać śledzimy przez niemal całe jej życie, a niektóre rody – nawet przez kilka pokoleń.

Wood skupia się nie tyle na społecznych „nizinach”, ile na zwykłych ludziach. Możni gdzieś czasem tylko migają. Nie władcy, nie królowie, najczęściej też nie generałowie są bohaterami, ale ojcowie, matki, synowie i córki, zwykle urodzeni w biedzie i żyjący w trudzie, wyszarpujący kolejne dni z rąk morderców, paszcz dzikich zwierząt albo ze zgrabiałych szponów mrozu czy głodu. Nie są to opowieści o bohaterstwie, przyjaźni, honorze czy miłości (choć to też tam jest), ale raczej portrety ludzi wykutych w ciężkich czasach, żyjących w nieprzyjaznych miejscach na Ziemi.

Portret ludzi, portret średniowiecza

Tematami przewodnimi, jeśli takich szukać, są zaklęte kręgi przemocy. Krew, która raz przelana, już na zawsze plami. Przemoc to tutaj niekoniecznie wybór, lecz nadrzędne prawo świata: prawo silniejszego, gdy być łagodnym oznacza być martwym, a kochać swe dzieci to uczyć je przemocy, by umiały o siebie zadbać. To oczywiście kwestia czasów, w których struktury państw dopiero się kształtowały. Gdy ludzie wciąż byli odkrywcami, ale jeszcze nie panami świata – zwłaszcza na północy ich życiem rządziła natura.

Komiks to doskonała forma dla tej opowieści. Surowość północnych krajobrazów albo brutalny chaos bitew obrazy oddają dużo lepiej, niż mógłby to zrobić najlepszy nawet opis. Trudno nie zachwycać się morzami w okolicach Islandii w rysunkach Fiony Staples czy górami tej wyspy według Becky Cloonan. Albo nie zadrżeć na widok przysypanych śniegiem okolic Wołgi u Leandro Fernandez. Doskonały jest też Matthew Woodson w krótkich i intymnych „Łowach”. (Różnorodność wizualna w „Ludziach Północy” może pomóc tym, którzy z komiksami nie mieli wcześniej styczności – wśród wielu stylów mogą odnaleźć ten, który pasuje im najbardziej).

Brian Wood stworzył więc dzieło kompleksowe, bo choć złożone z kalejdoskopu bardzo różnych opowieści, to spójnych w przekazie i klimacie – w efekcie wzajemnie się uzupełniających.

Brian Wood, Ludzie Północy, przeł. Paulina Braiter-Ziemkiewicz, Wydawnictwo Egmont, Warszawa 2018–19

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj