Kultura

„Wyrwa” – historia o mężczyznach, którzy kochali tę samą kobietę...

„Wyrwa” – historia o mężczyznach, którzy kochali tę samą kobietę... „Wyrwa” – historia o mężczyznach, którzy kochali tę samą kobietę... mat. pr.

Jestem ciekaw, jak zachowują się zwykli ludzie w sytuacji ekstremalnej. Co są w stanie zrobić, jak daleko się posunąć, co się z nimi dzieje, jakie emocje nimi targają.

W pewnym momencie zobaczyłem scenę. Cmentarz. Pogrzeb młodej kobiety. Tłum żałobników i wśród nich dwóch mężczyzn – mąż i kochanek. Kim była ta kobieta? Kim są ci mężczyźni? Jak się potoczą ich losy, jeśli kiedykolwiek się spotkają? Tak właśnie narodziła się „Wyrwa” – opowiada Wojciech Chmielarz.

Janina chciała mieć psa. Nigdy żadnego nie wzięliśmy. Za dużo pracy, a potem dzieci, żeby dokładać sobie kolejnych obowiązków. To nie tak, że ja podjąłem decyzję o nieposiadaniu zwierzaka. Oboje znaliśmy te wszystkie argumenty, oboje się z nimi zgadzaliśmy, a jednak od czasu do czasu, na spacerze, kiedy mijaliśmy rodzinę z jakimś yorkiem, sznaucerem, bokserem czy zwykłym kundlem, widziałem w jej oczach tę tęsknotę.

Tak bardzo chcieliśmy być dorośli i odpowiedzialni, że zapomnieliśmy o tym, czego kiedyś pragnęliśmy. A kiedyś pragnęliśmy przede wszystkim być szczęśliwi.

Ona chciała być pisarką, ja analitykiem robiącym karierę w finansach. I tak, możecie się śmiać z mojego marzenia, że jest banalne, nudne i nieciekawe, ale ono było, do cholery jasnej, moje i tylko moje. Sam je sobie wyśniłem. Nie każdy musi chcieć zdobywać Mount Everest, podróżować po świecie albo zostać gwiazdą filmową. Niektórym wystarczy tylko to – dobra pensja i rozwijająca się kariera.

Tylko że nawet tego małego marzenia, tego planu minimum, nie udało mi się zrealizować.

Wojciech Chmielarzmat. pr.Wojciech Chmielarz

Janina mnie wspierała. Rok po roku, za każdym razem powtarzała mi, że jestem świetny w swojej robocie, że mam głowę do cyfr, że należy mi się ten awans. Wierzyła we mnie. Zawsze mnie wspierała, kiedy ponosiłem porażkę, i zawsze powtarzała mi, że następnym razem już na pewno się uda. Że jestem wybitnym analitykiem.

I byłem nim. A to dlatego, że nie zadowalałem się byle czym, potrafiłem drążyć głębiej. Gdy dostawałem odpowiedzi, wykorzystywałem je, żeby zadać kolejne pytania. Tak długo, aż zniknęły wszystkie moje wątpliwości. (…)

Pośpiesznie wróciłem do domu. Tym razem nie musiałem szukać Wojnara. Aktor siedział dokładnie tam, gdzie go zostawiłem. (…)

Zrozumiałem, dlaczego nie mogłem stąd wyjechać. Liczby się nie zgadzały. Wciąż miałem wątpliwości i kolejne pytania do zadania.

– Spędziła tutaj dwa dni – powiedziałem.
Wojnar po raz kolejny spojrzał na mnie pytająco. Przymknąłem oczy, musiałem się uspokoić, ułożyć sobie w głowie to, co zamierzałem przekazać. Przywykłem do prezentacji w ciasnych salkach konferencyjnych, zazwyczaj przed wysoko postawionymi mężczyznami w drogich koszulach, ale przecież sedno pozostawało to samo – przeprowadziłem analizę, wyciągnąłem wnioski. Teraz miałem o nich opowiedzieć.

– Wyjechała wcześnie rano, zaraz po odprowadzeniu Iwony do przedszkola. Droga stąd do Warszawy to mniej więcej cztery godziny. Nawet jeśli założymy, że miała trudności z wyjazdem lub trafiła na jakiś straszny korek, to wychodzi sześć godzin. Rozumiesz?

– Nie za bardzo.
– W najgorszym razie dotarła tutaj koło czternastej, piętnastej.

– Ciągle nie wiem, o co ci chodzi.
– Zginęła po dwudziestej, ale następnego dnia.
– I?
– Nawet jeśli tutaj przyjechała, nawet jeśli przyłapała cię z tą agentką, nawet jeśli stąd uciekła, to co robiła przez kolejne półtora dnia?

Powoli do niego docierało. Podniósł się z fotela. Przeszedł do kominka, drapiąc się po brodzie.

– Poza tym... – zacząłem ostrożnie.
– Co? Wyduś to z siebie.
– Naprawdę nie widziałeś jej przez ponad dwa miesiące?
– Nie widziałem się z nią. Nie rozmawiałem. Odcięła się ode mnie zupełnie. Dlaczego pytasz?

– Bo... – Wziąłem głęboki wdech. Wiedziałem, że to, co chcę powiedzieć, w kontekście najnowszych informacji jest dość ryzykowne, niemniej spędziłem z Janiną wiele lat, mieliśmy dwójkę dzieci. – Nie pojawiłaby się tutaj bez zapowiedzi po takim czasie, to nie w jej stylu.

– Masz rację – powiedział głucho. – Była impulsywna, czegoś takiego by jednak nie zrobiła.

Impulsywna? Moja ułożona żona? Nie, nie mogłem o tym teraz myśleć. Potrzebowałem się skupić.

Wojciech Chmielarzmat. pr.Wojciech Chmielarz

– Mogła gdzie indziej się zatrzymać? – zapytałem. – Może, nie wiem, poznałeś ją z twoimi znajomymi stąd? Coś w tym stylu?

– Nie. Jeśli tutaj przyjeżdżam, to po to, żeby pobyć sam. I z Janiną spędzaliśmy czas głównie tutaj. Rzadko opuszczaliśmy dom. Może raz, dwa razy pojechaliśmy coś zjeść albo na zakupy, ale głównie to... – Przerwał. – Kurwa, niezręcznie, nie?

Przytaknąłem.
– Trochę – mruknąłem.
Staliśmy może półtora metra od siebie, lekko nachyleni ku sobie, obaj z zaciśniętymi pięściami. Twarz Wojnara poczerwieniała. Na jego czole pojawiła się fioletowa pulsująca żyłka.

– Kochałem ją – oznajmił.
– Ja też.

Pierwotny pomysł na tę powieść był taki, żeby o bohaterce, kobiecie opowiedziało trzech mężczyzn z ich życia: ojciec, mąż i kochanek. Każdy przedstawia trochę inną wersję historii, ale ich opowieści zaczynają się zazębiać i koniec końców czytelnik poznaje prawdę. Fascynowała mnie twórczo sama ta konstrukcja. Myśl, że każdy człowiek ma wiele twarzy, ale nie znamy ich wszystkich. Ostatecznie ten pierwotny pomysł uległ zmianie. Zamiast trzech mężczyzn mamy tylko dwóch: męża i kochanka. Obaj kochali tę samą kobietę, ale każdy znał ją z innej strony.

Powieść Wojciecha Chmielarza pt. „Wyrwa” ukazuje się 6 maja br. nakładem wydawnictwa Marginesy.

Polityka 20.2020 (3261) z dnia 12.05.2020; Kultura; s. 41
Reklama

Czytaj także

Rynek

Niespotykanie niewidoczny człowiek. Minister Kościński

Tadeusz Kościński przyjął tekę ministra finansów, ale się nie cieszy. Nominacji nie zawdzięcza swoim kompetencjom, ale temu, że już w 2015 r. znalazł się w drużynie Morawieckiego. Teraz musi znaleźć pieniądze na wydatki projektowane na Nowogrodzkiej.

Joanna Solska
26.11.2019
Reklama