Kultura

Total(itar)na miłość do kina. Co oglądali dyktatorzy?

Żadna to tajemnica, że Kim Dzong Il miał kolekcję kaset do pozazdroszczenia, Józef Stalin mógł godzinami siedzieć przed ekranem, a Adolf Hitler cenił propagandową siłę filmu.

Syn zmarłego północnokoreańskiego dyktatora chyba raczej nie odziedziczył ojcowskiej miłości do kina. Pamiętna jest przecież awantura sprzed paru lat związana z „Wywiadem ze słońcem narodu” (2014), która poskutkowała cyberatakiem na studio Sony i wyciekami informacji, które prasa analizowała potem miesiącami. Mało tego. Zaplanowaną premierę filmu odwołano z przyczyny tyleż poważnej, co niemal niewiarygodnej: zagrożono bowiem zamachami na kina.

Kadr z filmu „Wywiad ze słońcem narodu”mat. pr.Kadr z filmu „Wywiad ze słońcem narodu”

Ostatecznie świńska komedia Setha Rogena i Evana Goldberga trafiła prosto do kin domowych i zarobiła całkiem przyzwoite pieniądze. No i została po niej niemała legenda. Niby oficjalnie film nie rozsierdził Korei Północnej, która nie przyznała się do wywołania owego bałaganu, ale trudno chyba posądzać Kim Dzong Una o poczucie humoru. Jego ojciec z kolei przejawiał pewne zrozumienie dla kina, bo przecież uwielbiał serię z Jamesem Bondem (póki nie zobaczył 20. filmu, „Śmierć nadejdzie jutro”, gdzie brytyjski agent występuje przeciwko koreańskiemu dyktatorowi), kolekcjonował filmy, a podejmowane gdzieniegdzie przez reżim próby zablokowania „Ekipy Ameryka” (2004) nie były zbyt efektywne.

Czytaj też: Reżim Kim Dzong Una oczami filmowców

Stalin miał się za krytyka filmowego

Za to agenci północnokoreańscy wykazali się skutecznością przeszło 20 lat wcześniej, kiedy to na zlecenie Kim Dzong Ila, wtedy jeszcze zaledwie syna rządzącego Kim Ir Sena, porwali południowokoreańskiego reżysera Shin Sang-oka i jego byłą żonę, aktorkę Choi Eun-hee. Oboje przymuszono do pracy przy filmach produkowanych przez Pjongjang; zapewne najsłynniejszym z nich pozostaje kalka historii o Godzilli, czyli „Pulgasari” (1985). Shin i Choi udało się uciec i otrzymać amerykański azyl podczas wyjazdu do Wiednia, gdzie zostali wysłani przez Kima, aby znaleźć fundusze na planowany film o Czyngis-chanie. Żadne z nich nigdy nie negowało wiedzy dyktatora o kinie.

Kadr z filmu „Pulgasari”mat. pr.Kadr z filmu „Pulgasari”

Za wybitnego krytyka filmowego miał się także Józef Stalin, który na początku lat 30. zakazał dalszej dystrybucji produkcji zachodnich, a te cieszyły się w ZSRR ogromną popularnością. Dość powiedzieć, że „Złodziej z Bagdadu” (1924) zgromadził w kinach większą publiczność niż wybitny „Pancernik Potiomkin” (1925). Ba, hollywoodzkie gwiazdy Douglas Fairbanks i Mary Pickford odwiedziły Moskwę. Oczywiście sam Stalin nadal oglądał u siebie amerykańskie komedie, lubił też ponoć westerny, a plotka głosi, że zdarzyło mu się wydać nawet wyrok na Johna Wayne’a.

Czytaj też: Skąd się wziął mit wujka Stalina?

Kadr z filmu „Złodziej z Bagdadu”mat. pr.Kadr z filmu „Złodziej z Bagdadu”

Rzecz jasna cenił i szanował również kino radzieckie (kopię swojego ulubionego filmu, „Wołgi, Wołgi”, komedii muzycznej z 1934 r., kazał ponoć wysłać prezydentowi Rooseveltowi), zwykł też urządzać uroczyste seanse. Lubił doradzać filmowcom i podsuwać im wskazówki, ponoć sam niejednokrotnie podejmował decyzje zainspirowany tym, co zobaczył na ekranie. Po wojnie zapanowała, jak pisał brytyjski historyk Simon Seabag Montefiore, „kinematokracja” i dyktator osobiście przyklepywał wszystkie filmy przed ich rozpowszechnianiem. Który mu się nie spodobał, trafiał do ciemnego magazynu. Zastopowało to na lata rozwój kina radzieckiego. Odwilż i poluzowanie reguł przyniosła dopiero śmierć Stalina.

Czy Hitler widział „Dyktatora”?

Adolf Hitler i Joseph Goebbels uważali kino za doskonałe narzędzie propagandowe, co wynikało nie tylko z osobistych zainteresowań – obaj przed wojną oglądali po kilka filmów dziennie – ale i było celem ich politycznej misji. Ponoć jednym z ulubionych tytułów Hitlera było amerykańskie „Viva Villa!” (1934), lecz Goebbels nie chciał wyświetlać w niemieckich kinach opowieści o meksykańskim przywódcy chłopskiej partyzantki. Dyktator widział tam odbicie siebie jako bohatera ludu.

Kadr z filmu „Viva Villa!”mat. pr.Kadr z filmu „Viva Villa!”

Po objęciu władzy przez partię nazistowską sytuacja tamtejszej kinematografii była zła. Utalentowani filmowcy uciekli za granicę, a ewentualną dystrybucję utrudniał międzynarodowy bojkot. Naziści produkowali przeważnie filmy eskapistyczne albo otwarcie propagandowe, z których za dzieło kłopotliwe, acz doskonałe formalnie uznaje się słynny „Tryumf woli” (1935). Hitler lubił też otaczać się gwiazdami rodzimego kina. Świadomy ich istotnej propagandowej roli, przyznał im nawet specjalne ulgi podatkowe.

Do dzisiaj pozostaje niewyjaśniona kwestia tego, czy Hitler obejrzał „Dyktatora” (1940), wyśmiewające go dzieło Charliego Chaplina. Istnieją relacje, że jak najbardziej, nawet dwa razy, ale Albert Speer zbywał podobne zapewnienia jako nieprawdziwe. Zapewne nigdy się nie dowiemy, tak jak i tego, czy Kim Dzong Un obejrzał „Wywiad ze słońcem narodu”. Ale może lepiej, żeby jednak nie oglądał.

Czytaj też: Artyści antyniemieckiej manipulacji

Kadr z filmu „Dyktator”mat. pr.Kadr z filmu „Dyktator”

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak kwarantanna odbije się na naszym zdrowiu

Siedzimy na huśtawce społecznej i politycznej. Z jednej strony dyscyplina sanitarna, z drugiej masowe manifestacje oraz bandyckie rozróby na ulicach. Chaos, bezładne poczynania władzy, jak zapowiedź tzw. narodowej kwarantanny, wzmacniają nasz niepokój.

Martyna Bunda, Ewa Wilk
21.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną