Kultura

Ile szpiega w pisarzu?

Vincent V. Severski Vincent V. Severski Magda Kuc
Vincent V. Severski brawurowo powraca z „Naborem”, ostatnią częścią popularnej szpiegowskiej trylogii. W rozmowie z Polityką po raz pierwszy zdradza też założenia zupełnie nowego cyklu, także osadzonego w mrocznym świecie wywiadu.

Nabór to ostatnia część trylogii zapoczątkowanej przez Zamęt i Odwet, w której łączą się wątki i powracają bohaterowie tetralogii Nielegalni.

Rośnie napięcie między Iranem i USA, świat stoi na progu wielkiej wojny. W Polsce do władzy wrócił autorytarny premier Bolecki, Sekcja została rozwiązana, a prokuratura szuka haków na Romana Leskiego. Tymczasem Dima uzyskuje z Rosji informację, która elektryzuje Konrada Wolskiego i Sarę Korską. Dawny Wydział Q i rozwiązana Sekcja łączą siły, by rozwiązać ten problem. Wraca Jagan i Misza Popowski. Zaczyna się wyścig z czasem, bo sytuacja międzynarodowa pogarsza się z każdym dniem.

Tak w skrócie wygląda fabuła „Naboru”. Po entuzjastycznej reakcji czytelników na poprzednie części cyklu można bez ryzyka napisać, że jego finałowa odsłona jest skazana na sukces. Zwłaszcza, że autor znów doskonale osadził akcję w bieżących wydarzeniach w kraju i na świecie. Na linii USA-Iran od miesięcy się gotuje, zwłaszcza po tym, gdy Amerykanie dokonali zamachu na legendarnego generała Kasema Sulejmaniego, a potem Izraelczycy – też za zgodą Donalda Trumpa – spektakularnie posłali do nieba najważniejszego irańskiego fizyka jądrowego, Moksena Fakhrizadeha. Dosłownie w ciągu najbliższych tygodni zdecyduje się, czy w Iranie znów przejmą władzę radykałowie i na świecie rozgorzeje wojna.

„Nabór”mat. pr.„Nabór”

Książka „Nabór” ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarna Owca https://www.czarnaowca.pl/

– Książka nie pisze się kilka dni, ale miesięcy. Skąd pan wiedział, że znów będzie gorąco wokół Iranu?

– To nie jest wiedza tajemna. Stan napięcia na Bliskim Wschodzie istnieje od dawna, Iran faktycznie posiada oddziały fanatyków gotowych do straceńczych akcji, nie musiałem tu wiele wymyślać.

– Takich jak opisany w „Naborze” Korpus Męczenników?

– Tak, on istnieje naprawdę. Podobnie, jak cała otoczka polityczna, ogromne podobieństwo populistycznych rządów w Izraelu, Polsce czy Stanach Zjednoczonych. Z jedną poprawką – gdy pisałem, prezydentem był jeszcze Trump, teraz sytuacja może zmienić się na lepsze.

– „Nabór” kończy trylogię, którą rozpoczęły „Zamęt” i „Odwet”, nawiązuje też do pańskiej poprzedniej tetralogii. Czas na odpoczynek – czy kolejny odcinek?

– Ani jedno, ani drugie. „Nabór” zamyka pewien rozdział w moim pisaniu, na razie żegnam się z tymi bohaterami, bo jestem już trochę zmęczony pisaniem o Polsce i naszych realiach. Ale nie idę na pisarską emeryturę, już rozpocząłem nowy projekt.

– Szpiegowski?

– Oczywiście, to moje naturalne środowisko. Ale literacko uciekam z Polski, chcę opowiedzieć historię osadzoną w zupełnie odmiennych realiach. Mam nadzieję, że czytelnicy dostaną „Admirała” do ręki już na jesieni.

– I to nie będzie o polskich służbach. A więc czego dotyczy akcja, gdzie się dzieje? Uchyli pan rąbka tajemnicy?

– Jest rok 1990, w ZSRR trwa pierestrojka Gorbaczowa, akcja powieści rozgrywa się w Finlandii.

– A głównym bohaterem jest?

– Martin, obywatel brytyjski. Postać skrojona zresztą na podstawie autentycznego życiorysu.

– Znał go pan?

– Byłem wtedy czynnym oficerem wywiadu. Ale wracając do bohatera – pozwalam sobie na kilka pisarskich eksperymentów naraz. Po pierwsze – forma. Bohater „Admirała” często będzie mówić w pierwszej osobie. Po drugie – scenografia. Odchodzę od dynamicznych rozwiązań, technogadżetów, na rzecz bardziej kameralnej, ludzkiej opowieści. Chciałbym nawiązać do mojego mistrza, Johna LeCarre. Po trzecie wreszcie – retrospektywa. Martin jest dziś w poważnym wieku, ma 86 lat, wokół szaleje pandemia. Bohater opowiada swoją historię, cofając się często o kilka dekad.

Vincent V. SeverskiMagda KucVincent V. Severski

– To samodzielna powieść – czy początek nowego cyklu?

– Zobaczymy, jak przyjmą „Admirała” czytelnicy, ale w planach mam kilka tomów.

– W książkach, w rozmowie, często nawiązuje pan do swoich doświadczeń. Kim pan jest? Szpiegiem, oficerem wywiadu, pisarzem?

– Odchodząc ze służby nie przestaje się być oficerem wywiadu. Dlatego chyba jestem piszącym szpiegiem, tych dwóch tożsamości nie da się do końca rozdzielić.

– Ogląda się pan na ulicy?

– Już chyba nie, chociaż pewnych nawyków człowiek nie pozbywa się nigdy. A ja byłem w służbie wiele lat.

– Służąc wielu rządom, i za komuny, i za demokracji.

– Służąc Polsce. To podstawowa zasada dobrego oficera wywiadu. Nie jesteśmy żołnierzami jednej ekipy, jesteśmy lojalni wobec państwa polskiego.

– I tak przechodzimy od literatury do rzeczywistości. No to jaki jest ten dobry oficer wywiadu?

– Nie odczepimy się tak zupełnie od literatury, bo taki oficer m. in. musi umieć dobrze pisać. Znaczna część naszej roboty to literatura, raporty, scenariusze wydarzeń, czasem powieści science fiction… Generalnie: dobry szpieg musi umieć przekładać myśli na papier, snuć rozmaite wersje wydarzeń, różne scenariusze. Tak jak pisarz.

– I co jeszcze musi umieć?

– Umieć nic nie musi, bo technik operacyjnych uczy się u nas. Musi mieć za to predyspozycje: umiejętność patrzenia, obserwowania, kojarzenia faktów, mówienia prawdy, a nie snucia konfabulacji… W sumie taki zestaw cech na dobrego oficera wywiadu to dar od Boga, albo się go ma, albo nie…

– A jak się ma to „coś”, to pewnego dnia zastuka wywiad i zaprosi do współpracy?

– To działa na dwa sposoby – albo kogoś obserwujemy i zapraszamy albo badamy ludzi, którzy sami się do nas zgłaszają. Jednym i drugich testujemy, większości dziękujemy.

– Co dyskwalifikuje do służby w wywiadzie?

– Choćby uprzedzenia. Jak ktoś podczas rozmowy używa określeń „szwab” czy „ruski kacap”, nie ma szans na tę pracę. Ludzi, którzy z założenia nie lubią innych nacji, po prostu nie zatrudniamy.

– Uprzedzenia – w porządku. A co z poglądami? Każdy człowiek ma jakieś poglądy, jakieś partie lubi, innych nie. Jak to pogodzić ze służbą dla państwa?

– To oczywiste, że ludzie mają poglądy, zwłaszcza inteligentni, a innych do wywiadu się nie bierze. Nie oczekujemy, że ktoś wyrzeknie się poglądów, ale legitymacje zostawiamy za drzwiami.

– Czyli w wywiadzie służą ludzie od lewa do prawa?

– Powiem tak: gdy zaczynałem służbę za czasów PRL, moje poglądy były skrajnie lewicowe, wręcz anarchistyczne czy trockistowskie. To wbrew pozorom nie było mile widziane w służbach Polski Ludowej. Ale pokazałem, że mam cechy dobrego oficera i się przyjąłem. Tak samo dziś – przyjmowaliśmy na przykład konserwatywnych katolików i oni się dopasowywali do zespołu. Generalnie jednak, przeciętny oficer służb to człowiek neutralny światopoglądowo, politycznie liberalny. Dopóki coś nie przekroczy jego wewnętrznej bariery, służy lojalnie każdemu polskiemu rządowi.

– A jak przekroczy?

– To rezygnuje albo jest wyrzucany, tak jak to było choćby z oficerami WSI.

– Jest jakieś wykształcenie, które predestynuje do wywiadu?

– Nie ma, dobrym oficerem może być każdy, mieliśmy na przykład świetnego weterynarza. Pewne kierunki się powtarzają, dobrzy są prawnicy, ale też świetni – absolwenci ASP. Oni mają dobre oko, umieją patrzeć.

– W wielu książkach powtarza się teza, że oficerem wywiadu nie ma szans zostać gej, bo jest podatny na szantaż?

– To nieprawda. Nie ma szans gej ukryty, który ukrywa przed przełożonymi swoją orientację. Jeśli o niej wiemy, nie ma podstaw do szantażu. Miałem pod sobą kilku oficerów gejów, byli świetni i było z nimi mniej kłopotów obyczajowych niż z oficerami hetero.

– Czytając pańskie książki ma się wrażenie obcowania z sekretami wywiadu, prawdziwej pracy operacyjnej? Nikt panu nigdy nie zarzucił zdrady tajemnic?

– Absolutnie nie. Znam temat od podszewki, poznałem wielu ludzi, którzy dali swoje cechy moim bohaterom, ale nigdy nie zdradziłem żadnych tajemnic. To kwestia lojalności i zaufania. Ludzie, którzy byli ze mną w wywiadzie lub ci, którzy dalej są w służbie, chętnie czytają moje książki, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby ktoś zarzucił mi napisanie czegoś za dużo – lub czegoś, co nie mogłoby się zdarzyć.

– Czyli trzeba przeżyć pół życia w wywiadzie, żeby napisać dobrą powieść szpiegowską?

– Skądże, to tylko trochę ułatwia sprawę. Umberto Eco napisał najlepszą powieść szpiegowską, jaką kiedykolwiek czytałem - „Cmentarz w Pradze” - choć ani jeden dzień nie służył w wywiadzie. Ja mam po prostu trochę łatwiej.

Rozmawiał: Paweł Moskalewicz

„Nabór” – Severski Vincent V. | Książka w Sklepie EMPIK.COM

Reklama

Czytaj także

Kultura

Wojewódzki z Matą o „Patointeligencji” i „Patoreakcji”

Mata, autor „Patointeligencji”, który właśnie opublikował nowy utwór z równie mocnym tekstem: – Społeczną rolą artysty czasami jest wystawienie się na strzał. Ja się czuję z tym dobrze, to zamieszanie czemuś służy.

Kuba Wojewódzki
03.04.2021
Reklama