Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Kultura

Życie w uścisku

Chwytliwa historia uścisku dłoni

W czasie pandemii uścisk dłoni zniknął z przestrzeni publicznej. Zastąpiły go inne gesty. W czasie pandemii uścisk dłoni zniknął z przestrzeni publicznej. Zastąpiły go inne gesty. Shutterstock
Arcyludzki gest uścisku dłoni padł ofiarą pandemii, zniknął z przestrzeni publicznej. Dotykamy się pięścią, łokciem, nawet stopą. Czy czeka go kulturowa śmierć?

Artykuł w wersji audio

Słynny amerykański ekspert od chorób zakaźnych Gregory Poland przekonuje, że gdy w pandemii wyciągasz rękę do uścisku, to tak jakbyś prezentował broń biologiczną. Sam gest nazywa „przestarzałym zwyczajem, dla którego nie ma miejsca w kulturze uznającej istnienie bakterii”. Ale czy istnieje nasza kultura bez uścisku dłoni?

Gdy w latach 30. XX w. oddany czytelnik zapytał: „Czy mógłbym uścisnąć dłoń, która napisała »Ulissesa«?”, James Joyce miał odpowiedzieć: „Wykluczone. Robiła też z powodzeniem wiele innych rzeczy”. Według statystyk Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) o swoje dłonie dba zaledwie ok. 40 proc. ludzkości. A konkretniej, 67 proc. użytkowników publicznych toalet po załatwieniu sprawy myje ręce z użyciem mydła, 10 proc. w ogóle nie myje dłoni, a tylko 5 proc. robi to wystarczająco długo. Stąd dłonie to wciąż nieprzebrane siedlisko grzybów, wirusów – jednym uściskiem możemy przekazać nawet 124 mln bakterii.

Ale jednocześnie te same dłonie są napakowanym sensorami źródłem ludzkich emocji i naszym „uczuciowym oknem na świat”, jak pisał o nich wspomniany James Joyce. Ich uścisk wywołuje przypływ oksytocyny, czyli hormonu związanego z poczuciem zaufania, bezpieczeństwa i więzi międzyludzkich. A to z kolei uwalnia w naszych mózgach dopaminę – przekaźnik przyjemności. Czy więc da się żyć bez uścisku dłoni?

Właśnie to sprawdzamy. Ten gest zniknął z przestrzeni publicznej, bo z powodu groźby zakażenia koronawirusem trzymamy ręce przy sobie. Już ponad rok temu pierwsze ministerstwa zdrowia w Europie zaapelowały o powstrzymanie się od dotykania, w Szwajcarii i Francji poprosiły nawet obywateli, aby zrezygnowali z la bise, czyli powitania dwoma całusami w policzki. Pojawiły się gesty zastępcze, premier Izraela i wielu azjatyckich liderów namawiają w zamian do namaste, bezkontaktowego, indyjskiego gestu powitania, czyli półukłonu połączonego ze złożeniem dłoni na piersiach.

Oczywiście podstawowym narzędziem międzyludzkiej komunikacji i tworzenia więzi wciąż jest język. Ale dotyk pełni podobną funkcję, szczególnie w większych grupach.Adela PodgórskaOczywiście podstawowym narzędziem międzyludzkiej komunikacji i tworzenia więzi wciąż jest język. Ale dotyk pełni podobną funkcję, szczególnie w większych grupach.

Chwytliwa historia

Brak uścisku dłoni wywołał też szereg formalnych konsekwencji. Prawie 3 tysiącom osób zablokował na przykład awans na Duńczyków. To wynik dość osobliwego przepisu, który trzy lata temu wprowadziła rządząca wtedy prawica. Otóż walcząc z genderowymi, kulturowymi i religijnymi uprzedzeniami do ustawy o obywatelstwie, dodano wymóg uściśnięcia dłoni urzędnika podczas uroczystości naturalizacji. Miało to uświadomić przede wszystkim muzułmanom, do jakiej społeczności przystępują. Z obawy przed zakażeniem koronawirusem wstrzymano wszystkie tego typu uroczystości.

Bez uścisku dłoni nie można więc zostać Duńczykiem. Ale czy można pozostać człowiekiem? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Ella Al-Shamahi w wydanej właśnie książce „Uścisk dłoni. Chwytliwa historia” („The Handshake. A Gripping History”, Profile Books). Autorka, wychowana w Birmingham Jemenko-Syryjka, związana z prestiżowym University College London, sama o sobie mówi: „Jestem Arabką, więc już z łona matki wyszłam bardzo towarzyska, pokryta hummusem i z szerokim wachlarzem gestykulacji”. Jak twierdzi, do 26. roku życia była islamską fundamentalistką. Dziś jest ateistką i rozwódką po studiach z genetyki, taksonomii i bioróżnorodności. A w wolnych chwilach stand-upową kabareciarką.

Jej niewielka książka (136 stron) ma wielkie ambicje. Shamahi przekonuje, że wiek XXI, wbrew dość powszechnemu mniemaniu o postępującej różnorodności, może tę różnorodność ostatecznie pogrzebać. Z ponad 100 tys. znanych historycznie języków pozostało nam ok. 7 tys., a wkrótce będzie ich pewnie nie więcej niż kilkaset. Na tej samej zasadzie uścisk dłoni w ostatnich dekadach „zabił” setki lokalnych sposobów na powitanie, gratulacje czy po prostu na międzyludzki kontakt. Jak pisze Shamahi, globalizacja doskonale kontynuuje homogenizującą funkcję kolonizacji.

Na świecie jest też wiele kultur, które nie mają w swoim zwyczaju uścisku ręki czy w ogóle bezpośredniego kontaktu.Getty ImagesNa świecie jest też wiele kultur, które nie mają w swoim zwyczaju uścisku ręki czy w ogóle bezpośredniego kontaktu.

Co więc straciliśmy? M.in. powitanie penisami (aborygeńskie plemię Walbiri), gołymi pośladkami. W jednej wiosce na Papui zanikła już zupełnie procedura powitania lokalnego wodza poprzez krótkie ssanie piersi jego żony, obecna też na terenach podbiegunowych. Na świecie jest też wiele kultur, które nie mają w swoim zwyczaju uścisku ręki czy w ogóle bezpośredniego kontaktu. Weźmy choćby wspomniane już indyjskie namaste czy japoński ukłon.

Czy więc teraz, w związku z pandemią, przyszedł również kres uścisku dłoni w zachodniej kulturze? Shamahi twierdzi kategorycznie, że nie, bo ten arcyludzki gest – wbrew pozorom – nie jest społecznym konstruktem, racjonalnym zachowaniem w obliczu drugiego człowieka, ale odruchem biologicznym, zapisanym w naszym DNA, poprzedzającym wszelkie nasze historyczne doświadczenie.

Dowód? Dłonie – a konkretniej palce – ściskają sobie nawzajem również szympansy. A to, według Shamahi, która powołuje się w książce na licznych ekspertów, fundamentalny argument za tym, że gest ten znany był również naszemu wspólnemu z szympansami przodkowi jakieś 7 mln lat temu. Dr Anthony Fauci, naczelny epidemiolog Ameryki, powiedział w zeszłym roku, że „z powodu covidu już nigdy nie wrócimy do ściskania sobie dłoni”. Ale to owo „nigdy” może się okazać mignięciem powieki z perspektywy 7 mln lat.

65 tys. uścisków

To nie pierwszy raz, gdy epidemie odsyłają uścisk dłoni na śmietnik historii. W XIV-wiecznej Europie na długie lata wstrzymała go czarna śmierć, nie mówiąc już o pocałunkach w policzki. W 1793 r. co dziesiąty mieszkaniec 50-tysięcznej Filadelfii zmarł na żółtą febrę i przez kilka następnych dekad mieszkańcy miasta byli znani w całych Stanach z tego, że nikomu nie podają ręki. Historia uścisku dłoni jest jednak znacznie dłuższa.

Najbardziej popularne stało się dotykanie pięściami.Getty ImagesNajbardziej popularne stało się dotykanie pięściami.

Pierwszy udokumentowany widać na reliefie z Nimrud z IX w. p.n.e., na którym gest ten łączy asyryjskiego króla Salmanasara III i władcę Babilonii Marduka-zafira-szumiego I. W „Iliadzie” Homera dłonie ściskali sobie m.in. Glaukos i Diomedes. Później uścisk dłoni jest częstym motywem u starożytnych Greków i Rzymian. Najczęściej symbolizuje tam po prostu emocje i kontakt międzyludzki. Towarzyszy ślubom, spotkaniom władców. Pojawia się też na starożytnych greckich cmentarzach, gdzie często oznacza wieczną więź między zmarłym i członkami rodziny, którzy go przeżyli.

Z kolei niektórzy specjaliści od średniowiecza przekonują, że zwyczajowe potrząsanie dłońmi przy uścisku było sposobem na wytrząsanie wszelkich ukrytych sztyletów i innych broni ukrytych w rękawach – miało być też sposobem na okazanie pokojowych zamiarów. Niektórzy historycy największą rolę w jego rozpowszechnianiu przypisują XVII-wiecznym amerykańskim kwakrom. Uścisk dłoni uważali oni za egalitarną alternatywę dla pokłonów, uchylania kapelusza czy dygania. Już w XIX-wiecznej Ameryce uścisk dłoni był zupełnie upowszechniony i rozkładany na czynniki pierwsze w podręcznikach etykiety.

Właśnie za oceanem stał się też gestem politycznym. 25. prezydent USA William McKinley wypracował sobie nawet własny uścisk zwany od jego nazwiska. To w zasadzie muśnięcie pozwalało bez późniejszych skurczów przywitać się osobiście z ok. 50 wyborcami na minutę. McKinley stosował go również podczas wiecu w Buffalo w 1901 r. Gdy podszedł do niego anarchista Leon Czolgosz, prezydent zauważył, że ma on bandaż na prawej ręce, więc wyciągnął do niego lewą dłoń. W tym samym momencie Czolgosz wystrzelił do prezydenta z broni ukrytej w prawej ręce pod bandażami. Tydzień później McKinley zmarł w wyniku odniesionych ran.

Z czasem uścisk dłoni stał się względnie dyplomatyczną demonstracją siły. Słynne przywitanie między Donaldem Trumpem i Emmanuelem Macronem w czerwcu 2017 r. trwało całe 21 sekund. Obaj liderzy spotkali się w Paryżu i żaden nie chciał puścić, próbując zyskać przewagę psychologiczną nad rywalem. W ten sposób Trump wpisał się w długą tradycję amerykańskich prezydentów, wspomnianego McKinleya czy np. Theodore’a Roosevelta – ten ostatni podczas swojej kampanii prezydenckiej jednego dnia miał uścisnąć 8513 dłoni (a potem poszedł się wykąpać). Jeszcze przed pandemią prezydenci USA ściskali średnio 65 tys. prawic rocznie.

To nie pierwszy raz, gdy epidemie odsyłają uścisk dłoni na śmietnik historii.Getty ImagesTo nie pierwszy raz, gdy epidemie odsyłają uścisk dłoni na śmietnik historii.

Wokół choreografii uścisku dłoni na Zachodzie wytworzyła się specyficzna szkoła, znana szczególnie synom samców alfa. Według niej ten gest jest kluczem do osobowości i niuanse z nim związane mogą zdeterminować całą późniejszą relację. I tak przede wszystkim kontakt wzrokowy – ucieczka od niego dyskwalifikuje na wstępie. Uścisk nie może być zbyt lekki, bo może świadczyć o odchyle od wąsatej, męskiej normy. Ale nie powinien być też zbyt silny, bo może świadczyć o kompleksach albo tendencjach przemocowych.

Elementem tej rozbudowanej choreografii są również powitania międzypłciowe, przysparzające mężczyznom wielu kłopotów – na zasadzie: wyciągać tę rękę czy nie, kto ma to zrobić pierwszy. Poza tym dla niektórych uścisk dłoni jest tylko wstępem: do dziś po europarlamencie krążą legendy o reprezentantach Rzeczpospolitej niemal na siłę całujących po rękach francuskie feministki.

Uścisk dłoni, jeśli już dokonany, nie powinien też trwać dłużej niż kilka sekund. Dlatego dość powszechne wśród mężczyzn ze Wschodu spacerowanie za rękę było odbierane jako symbol czegoś więcej niż przyjaźń. Wystarczy przyjrzeć się wyrazom twarzy kolejnych amerykańskich prezydentów, którzy podczas rytualnych, geopolitycznych podróży do Arabii Saudyjskiej zmuszeni są ogrzewać dłonie w uścisku arabskich mężczyzn.

Takie rozpoznanie uściskiem ma szczególne zastosowanie w biznesie. – W interesach bez przerwy spotyka się nowych ludzi i czasem kilka sekund takiej interakcji przesądza o decyzjach wartych miliony dolarów – mówi Juliana Schroeder, antropolożka z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Według badań przywołanych przez Schroeder biznesmeni wolą współpracować z ludźmi, którzy od razu wyciągają rękę do uścisku. To gest zaufania i dobrych intencji, dlatego w podobny sposób używają go m.in. polityczni liderzy.

Wszystko to wskazywałoby na kulturowe, społeczne źródła uścisku dłoni. Ale znany psycholog z Harvardu Steven Pinker zgadza się z Shamahi, że uścisk dłoni tkwi w naszym DNA. Odwołuje się przy tym do książki Karola Darwina „Wyrażanie emocji u ludzi i zwierząt” i darwinowskiej zasady antytezy. Pinker przekonuje, że zwierzęta, aby okazać przyjazne zamiary, „wyewoluowały” gesty przeciwne agresji. I tak np. psy podkulają ogony, płaszczą się i patrzą z dołu. „Tak samo ludzie – nasze przyjazne gesty są antytezą agresji. Pokazujemy otwarte, a nie zaciśnięte dłonie, zbliżamy się do drugiego człowieka, łamiąc dystans, odsłaniamy wrażliwe miejsca, jak szyja” – pisze Pinker w „The Harvard Gazette”.

Prędzej czy później znów uściśniemy sobie dłonie.Getty ImagesPrędzej czy później znów uściśniemy sobie dłonie.

Darwińska antyteza

Oczywiście podstawowym narzędziem międzyludzkiej komunikacji i tworzenia więzi wciąż jest język. Ale dotyk pełni podobną funkcję, szczególnie w większych grupach. Tym bardziej że pomaga ograniczyć agresję.

A jak będzie z nami po pandemii? Pinker przekonuje, że jesteśmy w momencie przejściowym. Dziś zachowania ilustrujące darwińską antytezę, takie jak właśnie uścisk dłoni, są jednocześnie tymi najbardziej zakaźnymi. Dlatego, zdaniem tego psychologa, następuje automatyczna modyfikacja – do szturchnięcia łokciami czy zaciśniętymi pięściami odruchowo dorzucamy uśmiech na tyle wyraźny, żeby widać go było spod maseczki – jakby próbując zapewnić drugą stronę, że symboliczna agresja związana z tymi gestami jest tylko przymusem pandemii, a nie wynikiem emocji.

Jeśli więc Shamahi i Pinker mają rację, prędzej czy później znów uściśniemy sobie dłonie. „Nasi praprzodkowie zostawiali ich odciski na ścianach jaskiń, tak jakby poprzez tysiąclecia chcieli nam podać dłoń. My będziemy robić tak samo i żadna pandemia tego nie zmieni” – pisze Shamahi. „Ten przelotny dotyk jest nam wręcz niezbędny do życia, bo wywołuje poczucie komfortu, tworzy więź i wzbudza empatię. Daje nam wszystko to, co czyni z nas ludzi”.

W książce Shamahi przywołuje anegdotę o Davidzie Attenborough, znanym przyrodniku i popularyzatorze nauki. W latach 60. w nowogwinejskiej dżungli natknął się on na plemię, dla którego był to pierwszy kontakt z tzw. cywilizacją. Gdy zobaczył wycelowane w siebie dzidy i noże, powoli i nie do końca świadomie wyciągnął prawą dłoń w stronę spotkanych. Ci po chwili zawahania wyciągnęli swoje, a potem uściskali dłoń Brytyjczyka, nieco go tylko tarmosząc. Też odruchowo nie uznali jej za broń biologiczną i Attenborough przeżył.

Polityka 18.2021 (3310) z dnia 26.04.2021; Kultura; s. 112
Oryginalny tytuł tekstu: "Życie w uścisku"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Sinéad O’Connor: historia zniszczonej kariery

W dzisiejszej gorącej debacie o „kulturze unieważniania” warto pamiętać o historii. Książkowe wspomnienia Sinéad O’Connor nie pozostawiają wątpliwości, że ją unieważniono całkiem skutecznie.

Bartek Chaciński
20.07.2021
Reklama