Jak cicho jest spotkać Mima
XX wiek pogrzebał słowo służące propagandzie i wskazywaniu ofiar. Szczęśliwie pantomima pozostała Sztuką Piękną.

Lata pięćdziesiąte, wrocławskie ZOO. Pewien człowiek całymi dniami obserwuje klatkę z pawiami. Wkrótce potem Henryk Tomaszewski (1919-2001), bo o nim mowa, solista Baletu Opery Wrocławskiej, przeniesie zdobyte w ogrodzie zoologicznym doświadczenia na scenę. W końcu porzuci balet na rzecz najdziwniejszej ze sztuk – sztuki mimu.
 
Oczywiście Tomaszewski – nie było u nas innej drogi, mówi Elżbieta Pastecka, artystka pantomimy i wykładowca (m.in. w warszawskiej Akademii Teatralnej), kierownik artystyczny Studia „MimArt”. W ojczyźnie mimu, Francji, rozwinęła się tradycja solowa, Teatr Pantomimy to polski wynalazek.

O odmienny charakter rodzimej sztuki zadbała władza, odmawiając wysłania Tomaszewskiego na stypendium do Paryża. Skazany na izolację, mocą własnych doświadczeń stworzył teatr niezwykły.

Pierrot, Bip i Chaplin


Europa pokochała sztukę mimów w 1947 roku, po filmie "Komedianci" z Jean Louisem Barraultem (1910-1994) w roli Pierrota Deburau. Ale pantomima nowoczesna ma prehistoryczny rodowód. Zrodziła się, gdy ludzie ciałem nauczyli się wyrażać emocje. Mówić, nie używając słowa.

Starożytnych Rzymian bawiły widowiska zwane Mimami. Pantomimusowie potrafili solo zaprezentować wiele postaci. Ich potomkowie, średniowieczni kuglarze, cieszyli się fatalną opinią (ze względów obyczajowych). Pantomima zawdzięcza też wiele sztuce commedia dell arte, ograniczającej słowo na rzecz akrobatycznych popisów. Przodkowie mimów wywodzą się także z Francji XVII i XVIII wieku. Mocą królewskiego dekretu monopol teatralny uzyskał tam jedynie paryski teatr zawodowy. Tylko zespół Comédie-Française miał prawo mówić. Pozostali omijali zakaz, grywając bez słowa.

Ojcem nowoczesnej pantomimy jest Jean Gaspard Deburau (1796-1849), prowincjonalny aktor, który stworzył słynnego Pierrota. Mająca wulgarnych przodków postać nabrała ogłady, ale pozostała kpiarzem. Była (i jest) prostakiem, a zarazem melancholijnym filozofem. Deburau ubrał Pierrota w biały kaftan, czarne guziki i luźne spodnie. Dzięki czarnej czapeczce pobielona twarz zyskała na wyrazistości. W owym czasie w zwyczaju były przerysowane gesty na scenie, a Deburau bawił się niuansami: mrugnięciem powieki, rodzajem spojrzenia. Wprowadził dialog z fikcyjnymi przedmiotami.

Tradycja Deburau odrodziła się w XX wieku. Etienne Decroux (1898-1991), aktor z czterdziestoletnim stażem teatralnym i filmowym, stworzył podstawy techniki i określił jej nowe zasady. Odciął od tańca sztukę mimu: tancerz pląsa lekko, mim mocno stoi na ziemi. Ruch mima płynie głównie z tułowia, bo twarz i ręce to, zdaniem Deburau, "fanatycy kłamstwa i fanatycy gadania, to za ich pomocą tłumaczymy się, dajemy obietnice i groźby". Jeżeli wykorzystuje muzykę, pozwala jej być jedynie tłem. Tancerzem rządzi rytm, mim ma rytm w sobie.

Dzisiaj myślimy zwykle "pantomima" widząc Bipa. Stworzył go uczeń Decroux, Marcel Marceau, aktor, który od ponad sześćdziesięciu lat występuje i uczy pantomimy. Bip pochodzi z ludu, otoczony wyimaginowanym ludźmi i przedmiotami. Marceau daje mu nowy kostium: przykrótki fraczek, koszulę w paski, cylinder z czerwonym kwiatem. Kwiatek symbolizuje ulotność życia i nadzieję na miłość; zdjęcie kapelusza inauguruje walkę ze światem. "Bip w agencji matrymonialnej", "Bip gwiazdą w cyrku objazdowym", "Bip sprzedawcą porcelany" - Bip jest ufny i naiwny jak dziecko. Wysoko namalowane brwi wyrażają zdziwienie światem. Reprezentując typ "małego bohatera" łączy tradycję ze sztuką Charliego Chaplina.

Polak potrafi!


Założony w 1956 roku Wrocławski Teatr Pantomimy dojrzewał samotnie. Pozbawieni zachodniego dobra, stworzyliśmy własne. Pierwszym polskim mimem był Henryk Tomaszewski. Z zespołem naturszczyków od etiud przeszedł w stronę formy pełnospektaklowej. To była rewolucja w pantomimie. Podczas prób do "Gilgamesza" cały Wrocław emocjonował się przygotowaniami. Odpoczywających w Klubie Związków Twórczych mimów zadręczano pytaniami. Publiczność doczekała się godzinnego spektaklu pełnego sugestywnych obrazów – na przykład sceny spotkania Gilgamesza (Paweł Rouba) z Ptakiem (Jerzy Kozłowski) lub kąpiel bohatera w mleku.

Tomaszewski fascynował się mitem, snem i legendą. Na scenie mit ubierał w ciało, pompował w niego krew. Jego "Hamlet, ironia i żałoba" ( 1979) nie stanowi cichej ilustracji scenek, lecz wariację na ich temat. Mistrz swobodnie dopisywał wątki: w oblężonym zamku komedianci ćwiczą sposoby umierania; podczas uczty Hamlet bawi się w ciuciubabkę. Tomaszewski, nie robiąc scenopisów, pozostawił jedynie sławne granatowe bruliony. Coś w nich skrobał, uwieczniał inspiracje, wklejał zdjęcia. Uważał mima za ciało ożywione wyobraźnią, którą należało karmić.

Milczący świat  


Mim nie gra bez słowa, lecz poza słowem. Pantomima jest sztuką świadomego milczenia. Jacques Lecoq (1921-1999), słynny pedagog pantomimy, mawiał: "To co Freud każe wam powiedzieć, mim każe wam zrobić". Sfera emocji umyka ludzkiej mowie. Żądać od mima, aby przemówił, to jak prosić aktora słowa, aby milczał, wygłaszając monolog. Mim, który gada? Jeżeli czuje taką potrzebę, przestaje nim być - uważa Marceau.

XX wiek pogrzebał słowo służące propagandzie i wskazywaniu ofiar. Triumf sztuki mimu był konsekwencją dewaluacji mowy. Świadome milczenie wybrało wielu. Tadeusz Różewicz w wierszu "W gościnie u Henryka Tomaszewskiego" zanotował:

Jak cicho jest spotkać Mima.
jak dobrze, ze Pan nie mnoży słów
odbyła się taka piękna pantomima
wyjęta ze snów dzieciństwa
Starych artystów dwóch
-aktor i poeta-
spotkało się pod koniec wieku
i mówią o zabawkach,
milczą o Człowieku


Elżbieta Pastecka wspomina udrękę apolityczności: Kiedy ubiegaliśmy się z naszym mistrzem, Markiem Gołębiowskim o dotacje, towarzysze twierdzili, że pantomima nie jest nośna ideologicznie. Z kolei alternatywa teatralna uważała, że jest za piękna, a należy protestować, epatować brzydotą.

Szczęśliwie pantomima pozostała Sztuką Piękną. Większość mimów tego świata nie akceptuje - kontynuuje Pastecka. Ogromna wrażliwość łączy się u nich z niebywałą wyobraźnią. Mim tworzy z niczego, opisując świat własnym ciałem. Dźwigając wyimaginowany kamień czuje jego wagę. Jeżeli podniesie głaz z lekkością piórka, widz zareaguje śmiechem. Mim jest tych niuansów świadom. Mocą wyobraźni ożywia niewidzialną rzeczywistość.

Co za piękna istota!


Ile należy trenować? Aktor słowa ćwiczy dykcję, aktor ruchu dba o ciało, które jest narzędziem i materiałem. Już Tomaszewski odkrył dobroczynny wpływ ćwiczeń siłowych. Kulturystą był wybitny artysta mimu Stefan Niedziałkowski. Pastecka ma Złoty Medal i dożywotnią kartę wstępu klubu „Herkules”.

Ruch pantomimiczny zyskuje sugestywność dzięki unikalnej technice. Banalna czynność zrywania kwiatka angażuje całe ciało. Radość mim wyraża całym sobą. Na scenie działa się przeciwnie do ruchu rzeczywistego. Człowiek idąc, stawia nogi do przodu; w pantomimie wysuwa się jedną stopę przy jednoczesnym ruchu w tył drugiej nogi, uzyskując charakterystyczny efekt „ przewijania”. Zakładanie kapelusza odbywa się na opak: mim nie wkłada go na siebie, lecz wsuwa w niego głowę. To podstawowe tricki, których opanowanie zajmuje z reguły trzy lata.

Aktor pantomimy potrafi też posługiwać się częściami ciała osobno: tułowiem, nie poruszając biodrami, albo głową, nie ruszając szyją. Niezwykły efekt uzyskał w etiudzie Jeździec i koń francuski aktor Jean-Louis Barrault (1910-1994). Góra jego ciała była jeźdźcem, a od pasa w dół masywnym cielskiem konia.

Mimowie żyją długo?


Decroux żył 93, Barrault 84 lata. Ponad osiemdziesięcioletni Marceau jest w świetnej formie. Nie pije alkoholu, nie pali zachowuje wspaniałą sylwetkę. Pastecka nigdy nie paliła, jest wegetarianką. To rzadkość w jej pokoleniu. Można by to nazwać Syndromem Mima z Europy Wschodniej. Pastecka wspomina ulubionego, Ladislava Fialkę (1931-1991), twórcę czeskiej Pantomimy. Będąc w pełni sił twórczych, dyszał przy wykonywaniu prostego ćwiczenia. Tradycyjna czeska kuchnia sztuce ruchu nie sprzyja. Podobnie z paleniem: Wszyscy moi koledzy z teatru i moi mistrzowie to były kopcące lokomotywy - wspomina aktorka. U Tomaszewskiego palił niemal każdy. Mistrzowie gestu nie wiedzą, co począć z rękami?

Być kobietą


Ruch mima rodzi się w tułowiu. Męska klatka piersiowa łatwiej niż kobieca uzyskuje piękno wyrazu. Pastecka podkreśla, że aby dorównać kolegom, musi trenować nawet osiem godzin dziennie. Tomaszewski, choć deklarował równouprawnienie, wykorzystywał w teatrze obie płci odmiennie. Kobieta w pantomimie zawsze wnosi pierwiastek erotyzmu. Jednak Pastecka nie ma złudzeń: Jako klasyczna feministka uznaję absolutną wyższość mężczyzn w pantomimie. Męskie ciało z natury jest silniejsze, bardziej ekspresyjne i piękne. W teatrze ruchu dziś trudno o młodych mężczyzn. Panuje bezwzględna walka: talent jest z rąk do rąk wydzierany. Z zespołu Pasteckiej co roku „odbijają” wykształconego przez nią solistę.

Typ marcelowski to klasyka, od której obecnie się odchodzi. Dzisiejsza pantomima, chociażby uliczna, coraz częściej zajmuje się polityką. Wciąż nie zmienił się natomiast system nauki. Poza Holandią i Szwecja pantomima nie posiada akademickiego zaplecza. Jak przed laty terminuje się u mistrza, potem przystępuje do eksternistycznego egzaminu.

Do najdziwniejszej ze sztuk wciąż prowadzi kręta droga. Aktorzy wrocławskiej "Pantomimy" pracując w 2003 roku nad spektaklem "Małpy" obserwowali w ZOO zwierzęta, jak pół wieku temu Tomaszewski.

 

WIĘCEJ

  • "Mowa bez słów": Rozmowa z Henrykiem Tomaszewskim, twórcą Wrocławskiego Teatru Pantomimy


 


 
 

Aktualności, komentarze

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną