Kultura

Fragment książki „Pisanie to bardzo bolesna przyjemność. Listy 1951-67”

„Pisanie to bardzo bolesna przyjemność. Listy 1951-67” „Pisanie to bardzo bolesna przyjemność. Listy 1951-67” mat. pr.

Brwinów, 19 lutego 1952

Drogi Panie Henryku!

Bardzo przepraszam za nieczułe milczenie. To bardzo głupio składać wszystko na okoliczności, ale chyba tak było. Jestem bardzo zajęty, cały dzień pracy, warunki mieszkaniowe nieszczególne, długie wieczory głupiej korekty lub odwalania jakichś kawałków dziennikarskich. Nie mam w wyniku ani sił, ani ochoty pisać do nikogo. Nawet do domu telefonuję raz na miesiąc i to wszystko; cały kontakt z bliźnim. Wstyd i zgaga.

Nie mogłem też załatwić tego wszystkiego kartką, bo sprawy, które Pan porusza, to chyba najistotniejsze z istotnych.

A więc po kolei, bo tego będzie dużo. Jestem bardzo zły na Pana, tym zresztą rodzajem złości, jaki ma się do samego siebie. Postaram się pisać bez ogródek, szczerze. Sam chciałeś, Grzegorzu! Gdybym Pana nie lubił i nie cenił, zbyłbym to wszystko paroma grzecznymi słowami.

W królestwie lalek nie nadaje się moim zdaniem do druku. Pisane na kolanie i nawet zewnętrznie niechlujne. Tak nie można. Nawet do „Słowa”. Dużo nieporadności stylistycznych. Zdania rwane bez związku i ciągu, np. „Ukazano tu bohaterski trud ludzi radzieckich” (wstrętny banał z ogłoszeń filmowych) i dalej bez związku „Wiele przygód i piękny przykład bohaterstwa”. Co to znaczy „wykonanie lalek i dekoracji bez zarzutu” i „kierownik plastyczny zasłużył na pochwałę” – tak się pisze, jak się nie ma nic do powiedzenia. Za dużo superlatywów, za dużo uwag o widowni, za mało treści, tj. rzeczowych informacji. Uwagi psychologiczne o odróżnianiu fikcji od rzeczywistości u dzieci bardzo amatorskie. Wstęp i zakończenie dobre. Rada: nauczyć się pisać prozę tak, aby zdania trzymały się za ręce, aby każde następne popychało myśl. Proszę regularnie co 2 tygodnie przesyłać materiał do red. Wł. Wnuka, Sopot, Sikorskiego 2. Za drukowanie nie mogę ręczyć. Moje doświadczenia z redakcją są raczej smutne.

Teraz wiersze. Znów to samo. Błędy: „narzeczonie” zamiast narzeczonej, „pokłóła” zamiast pokłuła (o błędach w liście, o zamiłowaniu do słowa „ichni” – nie wspominam). Kochany Henryku, niech mi Pan wybaczy te uwagi, zwłaszcza że „mówię bom smutny i sam pełen winy”. Musimy razem walczyć z językiem, z tym wszystkiem, co nie jest najistotniejsze w pisarstwie, ale jest niezbędne w pisaniu.

Z wierszy najbardziej podoba mi się Nad jeziorem i Jesienna podróż. Pewne niebezpieczeństwo ogólne: utonięcie w niejasnościach. Nie jestem amatorem liryki w rodzaju Piosenka o Nowej Hucie (zna Pan to „O Nowej to Hucie piosenka/ O Nowej to Hucie są słowa/ A taka jest prosta i piękna/ I nowa jak Huta jest nowa” – takie elaboraty wzbudzają we mnie niezdrowe chucie). Ale myślę także, że tajemniczość, lamowość, „ciemność mowy” (polecam gorąco Norwida) jest tylko tam usprawiedliwiona, gdzie jest jedyną możliwą relacją o świecie. Tymczasem współcześni młodzi poeci robią tajemnice z tego, co jest tylko ich nieuctwem, nieumiejętnością wyłożenia myśli prosto z rymem, zwrotką i logiczną strukturą wierszaX).

Rada: cierpliwość. Pisać, przepisywać, medytować, myśleć nad istotą tego, co się robi, i nad celem roboty. Potem na czysto bez błędu przepisać po roku w jeden zeszyt (najlepiej na maszynie – to obiektywizuje jak druk). Taki zeszyt chętnie przeczytam. O poszczególnych wierszach trudno pisać, wolałbym pogadać.

Zbigniew Herbertmat. pr.Zbigniew Herbert

A teraz sedno sprawy. Pisanie, kochany Panie, to bardzo bolesna przyjemność. Dlatego nie można nikogo do tego zmuszać ani namawiać.

Odwiedziłem niedawno jednego z pisarzy przez duże P, jednego z tych, których podziwiam. Był blady, drżący, mówił zupełnie złamanym głosem:

 – Nie pojmuję, naprawdę nie pojmuję – i pochylił swoją piękną głowę nad rękopisem. – Jak to się dzieje? Pisałem to z taką miłością, tyle serca włożyłem w każde słowo. Całe życie, całe moje doświadczenie pisarskie stało za mną, kiedy to pisałem. I co? Głos, który gwiazdy porusza? Nie. To nawet nie jest krzyk, to bezsilne starcze ględzenie, kupka piasku, którą miną obojętnie.

Tak mówił człowiek przez wielkie C; a cóż my, którzy nie jesteśmy jeszcze poborowymi literatury.

Wybierając pisanie (to samo z każdą inną sztuką), skazuje się Pan na wieczysty niepokój, niedosyt, smutek. Wybierając pisanie, musi Pan to uczynić we własnym imieniu i na własny rachunek. Wybierając pisanie, wybiera Pan miłość bez wzajemności.

I niech Pan nie wymaga ode mnie wyroków i potwierdzeń. I nawet wstyd pocieszać, chociaż wiem, co to znaczy. Niech się Pan przyzwyczaja do samotności. Ja nie wiem, czy Pan dobrze robi, pisząc wiersze.

Pytanie „czy jest sens, abym pisał” jest bez sensu. Przecież nie pisze się dlatego, że płacą za to czy że to takie przyjemne, tylko dlatego, że się musi pisać, tak samo jak się musi kochać, patrzeć, płakać. To jest taka specyficzna forma życia. Jeśli ktoś nie jest na tyle silny, aby zgodzić się na to, powinien się tego wyrzec.

Boi się Pan pomyłki. Ależ, kochany, to brzmi jak głos pychy! Żyjemy w trudnej epoce, nad brzegiem katastrofy, na wulkanach układamy swoje mozaiki. Kto nas wspomni za 10 lat? Ale fakt, śmieszny i piękny fakt, że było tam kiedyś w tych złych czasach paru takich, co to pisali wiersze o ptakach i miłości, jest wart, Henryku, tyle, co ocalała kolumna z Akropolu.

Tyle o tych trudnych i zawiłych sprawach.

Jeszcze raz przepraszam, że długo nie odpisuję. Co gorsza, nie obiecuję się poprawić. Ale szczerze, często i z przyjaźnią myślę o Panu. Jeżeli wystarczy Panu jeden liścik na kwartał, będę dawał znać o sobie.

Na razie serdecznie pozdrawiam i łączę ucałowanie rączek dla Małżonki

Zbigniew Herbert

P.S. Jednocześnie odsyłam „Znak”. Przepraszam za przetrzymanie. Musiałem go ściągać z domu, dlatego tak długo trwało.

P.S. Jeszcze do spraw istotnych. Nie wydaje mi się słuszny pogląd, że „poza pisaniem nie zostaje miejsca na nic” i że najważniejsze są te „zestawienia słowne”. Nie pisze ten, kto ma dużo czasu, ale ten, kto z trudem zdobywa ten czas, i ten, kto żyje pełnym życiem prawdziwego człowieka, a nie pięknoducha. Po drugie: studia nawet „takie” mają – moim zdaniem – znakomitą wyższość nad samokształceniem i chyba nie tak bardzo przeszkadzają temu samokształceniu.

Pisać: mało, poważnie, z wysiłkiem; żyć dużo, gruntownie, do dna każdej chwili, każdego przeżycia.

Ściskam dłoń i przepraszam za te morały

Zbigniew

X) Długo myślałem nad

Ja chcę mych umierań dla Boga

A puste mijają noce

Chciałbym bardzo wiedzieć, co chciał Pan przez to powiedzieć. Ja mam swoją interpretację, ale wydaje mi się dość ryzykowna.

Fragment pochodzi z książki „Pisanie do bardzo bolesna przyjemność. Listy 1951-67”. To niepublikowane dotąd listy Zbigniewa Herberta i Henryka Święcickiego – świadectwo 15 lat wspaniałej przyjaźni artystów.

Książkę można zamówić pod tym adresem

„Pisanie to bardzo bolesna przyjemność. Listy 1951-67”, Zbigniew Herbert, Henryk Święcicki, Kraków, 2021, str. 37-41.

Materiał płatny Wydawnictwa Znak

Polityka 26.2021 (3318) z dnia 22.06.2021; Kultura; s. 83
Reklama

Czytaj także

Kultura

„Zielony rycerz. Green Knight”: filmowy powrót do mitycznej Brytanii

W filmie „Zielony rycerz. Green Knight” Davida Lowery’ego oglądamy Króla Artura i jego rycerzy Okrągłego Stołu. Znowu. Co takiego tkwi w legendach arturiańskich, że współczesna kultura regularnie do nich wraca?

Marcin Zwierzchowski
27.07.2021
Reklama