Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

„Operacja Retea” czyli finał szpiegowskiej trylogii duetu Marcin Faliński i Marek Kozubal

„Operacja Retea” „Operacja Retea” mat. pr.
Jeden przez ćwierć wieku służył w wywiadzie, drugi opisywał gangi i tropił zaginione dzieła sztuki. Marcin Faliński i Marek Kozubal spotkali się, by stworzyć najbardziej gorącą szpiegowską trylogię ostatnich lat. „Operacja Retea”, jej ostatni tom, właśnie trafiła do księgarń.

Warszawa, 2014. Jeden z wysoko postawionych oficerów Agencji Wywiadu trafia do szpitala tuż po tym, jak na jaw wychodzi, że współpracował z Rosjanami. Zanim zostaje przesłuchany, umiera. Pielęgniarka twierdzi, że przed śmiercią odwiedził go brat – problem w tym, że mężczyzna był jedynakiem.

Bukareszt, 1939. Major Sorin Dumitru razem z żoną i córeczką ucieka z Rumunii. Po drodze otrzymuje od swojego kontaktu nową tożsamość oraz rozkazy. Kiedy znajdzie się poza zasięgiem konfliktu, Operacja Retea przejdzie do kolejnego etapu.

Wiedeń, 2016. Podpułkownik Marcin Łodyna zostaje wysłany do Austrii, by razem z Amerykanami rozpracować punkt kontaktowy rosyjskiego wywiadu. Na miejscu odkrywa ślady tajnej operacji, której początki sięgają jeszcze drugiej wojny światowej. Czy to możliwe, żeby nieistniejące od ponad pół wieku NKWD wpływało na losy współczesnej polskiej polityki?

Operacja Retea to finałowa odsłona historyczno-szpiegowskiej trylogii. Tym razem autorzy przyglądają się procesowi indoktrynacji, wychowywania oraz działalności nielegałów. Marcin Faliński i Marek Kozubal dają czytelnikowi niepowtarzalną okazję, by spojrzeć od środka na jedne z najważniejszych wydarzeń w historii. A my pytamy ich, jak do tego doszło i jak działa bestsellerowa spółka autorska?

Panowie, rozmawiamy o waszej najnowszej książce, „Operacja Retea”, ale to nie jest wasze pierwsze wspólne przedsięwzięcie pisarskie? Skąd wzięła się wasza spółka autorska?

Marcin Faliński: Wszystko zaczęło się kilka lat temu, ja akurat po ćwierć wieku skończyłem służbę w wywiadzie, a Marka znałem ze wspólnych studiów na wydziale dziennikarstwa. Mieliśmy kontakt, zgadało się, że zajmowaliśmy się – każdy na swój sposób – zaginionymi dziełami sztuki...

Marek Kozubal: Razem studiowaliśmy, a kiedy Marcin odszedł z wywiadu, spotkaliśmy się i przy towarzyskiej rozmowie okazało się, że w Iraku weryfikował informacje na temat zaginionego „Portretu młodzieńca” Rafaela Santi. Ja od wielu lat hobbistycznie zajmuję się opisywaniem zaginionych dzieł sztuki. Pomyśleliśmy, że może warto wspólnie napisać książkę, a że mieliśmy mnóstwo dziur faktograficznych, poszliśmy w powieść historyczno-szpiegowską.

MF: „Portret” zaginął podczas II wojny światowej, walczyli o niego funkcjonariusze III Rzeszy, a do tego okazało się, że Marka dziadek służył w Kedywie AK, gdzie brał udział w tajnych operacjach - i już mieliśmy materiał i pomysł.

Marek Kozubal i Marcin Faliński, autor zdjęć - Przemysław Poznański - Zupełnie Inna Opowieśćmat. pr.Marek Kozubal i Marcin Faliński, autor zdjęć - Przemysław Poznański - Zupełnie Inna Opowieść

To zanim porozmawiamy o książce, cofnijmy się o 25 lat. Jesteście panowie na dziennikarstwie, Marek zostaje dziennikarzem w najważniejszych polskich gazetach, ale Marcin rezygnuje z pisania i idzie do wywiadu, dlaczego?

MF: Ten wydział zawsze dostarczał wielu funkcjonariuszy do służb, niezależnie od epoki, tak po prostu jest na politologii, że absolwenci nadają się do wywiadu. Taka była moja decyzja, to były lata przełomu, można było robić coś innego, można było jechać na Zachód, ale akurat u nas wielu szło do wywiadu, mieliśmy wiedzę i przygotowanie, u nas na wydziale wywiad lubił rekrutować, bo byliśmy dobrze wstępnie przygotowani.

Powstały wtedy nowe służby, UOP zamiast bezpieki, jak układały się relacje nowych oficerów ze starymi wyjadaczami z czasów komuny, przecież od nich musieliście się uczyć zawodu?

MF: Bardzo dobrze, to byli świetni fachowcy, nawet dziś przy pisaniu książek korzystam z tego, czego mnie nauczyli. Polski wywiad był wtedy w światowej czołówce, plasował się w pierwszej piątce światowej.

Chodzi o nasze osiągnięcia w Iraku, wyprowadzenie oficerów CIA?

MF: Tak, to oczywiście też, ale Polacy mieli generalnie świetne rozeznanie w wielu zakątkach świata, na wschodzie Europy, na Bliskim Wschodzie, dawne relacje owocowały. Na Bliskim Wschodzie polski wywiad już historycznie był bardzo mocny.

To jednak musi być wstrząs dla służby, takie nagłe odwrócenie sojuszy, najpierw współpraca z ZSRR przeciwko CIA, potem się wszystko odwraca, to pewnie kłopot dla oficerów z jednej strony, a z drugiej brak zaufania ze strony Amerykanów?

MF: To mylne tezy, Polacy pod koniec PRL nie współpracowali już z radzieckimi służbami, od połowy lat 80-tych był wręcz zakaz utrzymywania kontaktów z oficerami radzieckimi, tylko osoby do tego wyznaczone. Nie było wspólnych szkoleń, w odróżnieniu od Wojska Polskiego, nikt nie wyjeżdżał na szkolenia do ZSRR, nikt nie szkolił, raz był szef Stasi z wykładem, generalnie czasem wpadali towarzysze z NRD czy Bułgarii do naszego ośrodka szkoleniowego, ale to w nagrodę i na wczasy. Trochę inaczej było w kontrwywiadzie, ale jeśli chodzi o wywiad, pod koniec PRL byliśmy zupełnie niezależni od ZSRR

Przejdźmy do książek, doszliście do wniosku że piszecie wspólnie, dziennikarz i szpieg, jak się dogadaliście, jak podzieliliście się pracą?

MK: To jest sprawa prosta, fragmenty krążyły między nami, jest przecież Internet. Podział ról wstępnie mówił, że ja się zajmę częścią historyczną, a Marcin współczesną, bo w sumie nasz bohater, Łodyna, jest narysowany w oparciu o wspomnienia Marcina z pracy na Bliskim Wschodzie. Z czasem ten podział się zatarł, więc jest wspólny produkt, oczywiście są pewne różnice stylu i widać co kto pisał, ale chodziło o to, żeby tworzyć coś wspólnie. Kiedy książka trafiła do wydawcy, ten stwierdził, że ten widoczny podział jest wartością dodaną.

Jak ta współpraca wyglądała?

MK: Mieliśmy taką wspólna fajną bazę, doświadczenia z pracy Marcina, który pracował na całym świecie w różnych rolach w różnych krajach, zna wyjątkowo dobrze specyfikę pracy oficera wywiadu. Ja miałem swoje wyobrażenia, choćby na podstawie Bonda, Marcin często mnie gasił i sprowadzał na ziemię, mówiąc: my tak nie działamy, w prawdziwym życiu jest inaczej.

Kiedy postanowiliście kontynuować trylogię?

MK: „Operacja Rafael” była takim kołem zamachowym, uruchomiła proces, po jej napisaniu postanowiliśmy kontynuować z uczciwości wobec czytelników

MF: Nie mieliśmy od początku założenia kontynuacji, „Portret młodzieńca” jest jeden, ale jednak zostało kilka pomysłów do zrealizowania, potem było ich coraz więcej, dopiero „Operacja Retea” domyka tę historię.

Marek Kozubal i Marcin Faliński, autor zdjęć - Przemysław Poznański - Zupełnie Inna Opowieśćmat. pr.Marek Kozubal i Marcin Faliński, autor zdjęć - Przemysław Poznański - Zupełnie Inna Opowieść

Czy to znaczy, że zakończyliście współpracę?

MF: To jest trylogia i ona jest skończona. Teraz konsultujemy pisanie scenariusza, bo z naszej trylogii będzie film, scenariusz jest właśnie ukończony, ale do nakręcenia adaptacji „Operacji Rafael” jeszcze dużo pracy przed nami.

MK: Oczywiście będziemy współpracować dalej, ale nad produkcją filmową, planów kolejnej wspólnej książki na razie nie mamy

MF: Ja sam myślę o napisaniu czegoś zupełnie innego, całkiem od nowa. Na razie nie wiemy, co przyniesie przyszłość, jeśli film odniesie sukces, to na pewno wrócimy do współpracy. Jest taki plan, że jeśli film wejdzie do kin, to napiszemy nową, dwukrotnie poszerzoną wersję książki.

Mówicie panowie, że wasze książki są oparte na faktach, ale czy z kolejnymi tomami nie musieliście coraz bardziej uruchamiać wyobraźni?

MK: Niczego nie musieliśmy zmyślać, wręcz odwrotnie, wraz z pracą nad kolejnymi tomami pojawiło się tyle nowych, ciekawych faktów, dokumentów i wspomnień, że nie tylko nie musieliśmy zmyślać, ale wręcz przebieraliśmy w materiale. Wykorzystaliśmy wspomnienia mojego dziadka, który służył w Kedywie AK, wykonywał nawet wyroki sądów podziemnych. Dotarliśmy też do niezwykle ciekawych, a szerzej nieznanych informacji o szkoleniu przez polski wywiad żydowskich bojowników walczących o powstanie Państwa Izrael. Co ciekawe, robiła to zarówno przedwojenna Dwójka, jak i do czasu powojenny wywiad PRL. Przed wojną polski wywiad przeszkolił, uzbroił i wysłał do Palestyny kilkuset bojowników żydowskich, którzy walczyli przeciwko Brytyjczykom o swoje państwo, a Polska chciała tam mieć swoje interesy. Po wojnie komuniści kontynuowali Operację Ż bo mieli nadzieję, że powstające mocno lewicowe państwo dołączy do obozu socjalistycznego.

MF: Trudne relacje polsko-żydowskie są mocno obecne w naszych książkach, piszemy też o tym w „Operacji Retea”. Po antysemickich czystkach w wywiadzie, najpierw w latach 50-tych, potem w 1968 roku, do Izraela wyjechało wielu oficerów, także ważnych, funkcyjnych, którzy wiedzieli prawie wszystko o działaniu polskiego wywiadu, znali nawet agenturę. Potem ci ludzie wyjechali i przeszli do izraelskich służb, do Mosadu. Trudno uwierzyć, by skierowano ich do pracy nad Australią, a nie Polską.

To na jakich faktach skupia się „Operacja Retea”?

MK: Opisaliśmy proces werbunku nielegałów, „zadaniowania” ich. Chodzi głównie o nielegałów tworzonych przez służby sowieckie i rosyjskie, oni mają największe doświadczenia w realizowaniu takich operacji. Nielegałowie funkcjonują latami w innych państwach pod przykrywką, są to nieraz osoby uśpione na lata, ludzie, którzy muszą być niesamowicie twardzi, przede wszystkim psychicznie. „Operacja Retea” jest o nich, najkrócej mówiąc to mocno zakotwiczony w najnowszej historii Polski thriller polityczny.

MF: Wprowadziliśmy nowego bohatera, jego postać zbudowana jest na losach prawdziwego człowieka, który zmarł dwa lata temu w Brazylii. To polski Żyd i prawdziwy patriota, jego żona opowiedziała nam niesamowite historie, m.in. o tym, jak ścigał nazistów i neonazistów.

Skąd waszym zdaniem ostatnio tak popularne są w Polsce książki szpiegowskie? Bijące rekordy popularności cykle Vincenta Severskiego, potem książki oficera piszącego pod pseudonimem Kafir, wasza trylogia i jeszcze kilka innych? Czy to przypadek, że większość autorów to byli oficerowie?

MF: Kafir to oficer kontrwywiadu wysłany za granicę, inna bajka, o nim nie będę mówił. Ale faktycznie, jest Severski, mój były szef w wywiadzie, który napisał siedem świetnych książek szpiegowskich oraz biografię Krystyny Skarbek, brytyjskiego super-szpiega. Jest nasz kolega Filip Hagenbeck, wcześniej książki wydał też Aleksander Makowski. Powieści pisał też Marian Zacharski, ale on nie był zawodowym oficerem wywiadu. Niby dużo, ale ja uważam, że temat jest wciąż niedoceniany.

MK: Dodam, ze zawsze służby specjalne, wywiad, działały na wyobraźnię, a tu jeszcze piszą byli oficerowie, którzy znają temat od podszewki. Służby działają w cieniu, o wielu akcjach dowiadujemy się po latach albo wcale, a tu autorzy książek szpiegowskich pokazują tą tajną, szarą strefę działania państwa. Byli oficerowie wywiadu jako autorzy dzielą się niezwykłą wiedzą, pokazują prawdziwe, nieznane mechanizmy. W naszych książkach czytelnicy też znajdą opisy prawdziwych operacji, choć zmienialiśmy czas i miejsce akcji.

W tych książkach oficerowie i wywiad są fajni, panowie też mówicie, że w latach 90-tych polski wywiad był jednym z najlepszych na świecie, a jak jest dziś?

MF: Mamy wciąż dobry wywiad, nie jest z nim tak źle, jak mogłoby się wydawać po stanie innych służb. Przede wszystkim jednak my piszemy o wcześniejszych latach, nie o tym, co dziś. Generalnie zasada jest prosta: oficerowie wywiadu to coś zupełnie innego niż ich polityczni szefowie. Oni zapewniają ciągłość służby, pracują dla kraju, nie dla jakiejś formacji. Ale faktycznie, teraz wszystko stanęło na głowie. Ludzie, którzy przejęli państwo i służby zakłócili od lat panujące zasady awansu, powolnego nabierania doświadczenia, wrzuca się dziwnych, niekompetentnych ludzi i dobrze działająca maszyna zaczyna zgrzytać. Narusza się ciągłość istniejącą od wielu lat.

MK: Polski wywiad zawsze był dobry, niewielu ludzi wie, że przed wojną prowadził operacje globalne. Mieliśmy rezydentury nawet w Meksyku czy Argentynie, blisko współpracowaliśmy z wywiadem Japonii. Podczas wojny ta maszyna dalej działała, prowadziliśmy operacje w Szwecji, Szwajcarii, Portugalii czy Turcji. Po wojnie rząd londyński nie zakończył operacji wywiadowczych, niektórzy oficerowie pracowali jeszcze w latach 60-tych czy 70-tych, a byli świetnie wyszkoleni, także przez Brytyjczyków. Komuniści z PRL też inwestowali w wywiad, nikt nie rozbijał struktur za granicą, pomimo zmian ustroju działały te same rezydentury, te same przykrywkowe firmy. Dlatego na początku lat 90, kiedy zmienialiśmy sojusze, mieliśmy co zaproponować sojusznikom.

„Operacja Retea” trafia do księgarni, a kiedy film do kin?

MK: Jesteśmy na etapie gotowego scenariusza i decyzji producenta, teraz trwają rozmowy na temat obsady i ekipy, na początku przyszłego roku zdjęcia, więc kto wie, może już w przyszłym roku zobaczymy naszych bohaterów na ekranie?

Rozmawiał Paweł Moskalewicz

Książka „Operacja Retea” jest dostępna pod tym adresem

Reklama

Czytaj także

Kultura

W hamaku i na leżaku. Wybraliśmy 12 książek na lato

Latem można nadrobić zaległości z całego roku, dlatego proponujemy starannie wybrany zestaw 12 gorących powieści, kryminałów i książek non-fiction z ostatnich miesięcy. Wciągających, poruszających, odkrywczych.

Jakub Demiańczuk, Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
02.07.2022
Reklama